Zacznijmy od początku – system emerytalny jako taki został zaprojektowany przez Bismarcka w formie klasycznego „ubezpieczenia od dożycia starości”. I takim do dziś pozostał mimo różnych wyobrażeń i erystycznych chwytów polityków i publicystów w tej materii, którzy porównują ZUS nawet do piramidy finansowej. Tymczasem w 2026 roku minęło 20 lat, odkąd profesor Robert Gwiazdowski zapowiedział bankructwo ZUS, co miało nastąpić w 2015 r. Oczywiście widzimy, że nic takiego się nie wydarzyło, a ZUS reguluje swoje zobowiązania na bieżąco.
Przeczytaj również: Zmiany dla obywateli Ukrainy. ZUS przypomina o ważnym terminie do 31 sierpnia
Malkontenci powiedzą, że do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych dopłacamy z budżetu państwa, ZUS się nie bilansuje ze składek, a więc faktycznie jest niewypłacalny. Skąd jednak pomysł, że miałby sam się finansować? Czy straż pożarna albo wojsko to też bankrut? Zakład Ubezpieczeń Społecznych – jako instytucja – to w gruncie rzeczy po prostu państwo polskie. Bez niego nie istnieje, podobnie jak wojsko, policja, obligacje Skarbu Państwa, waluta i jeszcze parę innych rzeczy. To państwo – a nie instytucja na trzy litery – jest gwarantem wypłaty emerytur i z tego punktu widzenia nie ma znaczenia, w jaki sposób są one finansowane.
Przecież gdybyśmy wprowadzili jednolitą daninę, to całość obecnych zobowiązań ZUS byłaby finansowana z budżetu, a nikt tej zmiany by nie zauważył.
Systemowy błąd
Często można usłyszeć z różnych ust, że stopa zastąpienia (czyli stosunek świadczenia emerytalnego do ostatniego wynagrodzenia) spadnie do niecałych 35 proc. w roku 2050, a więc jest to argument przeciwko odkładaniu w ZUS. Wielu wiąże to ze zmianami demograficznymi i starzejącym się społeczeństwem, które przetoczą się przez polską gospodarkę, zmieniając stosunek liczby emerytów do osób pracujących. Co bardziej negatywnie nastawieni do tej instytucji sugerują, jakoby ZUS te pieniądze przejadał. Problem w tym, że to błąd merytoryczny. W polskim systemie zdefiniowanej składki wysokość emerytury zależy od zgromadzonego kapitału na koncie (filar I + subkonto, dla pracujących przed 1999 r. tzw. „kapitał początkowy”) podzielonego przez średnią przewidywaną długość życia.
Może Cię zainteresować: Coraz mniej nauczycieli pobiera to świadczenie. ZUS ujawnia dane
Stosunek pracujących do emerytów ma znaczenie najwyżej dla tego, ile pieniędzy będziemy rocznie wpłacać do FUS z budżetu. Nie jest przy tym jedyną wartością, na którą należy patrzeć, gdyż równie duże znaczenie w długim okresie ma wzrost PKB, produktywność i rosnące wynagrodzenia. To cyfryzacja, robotyzacja i innowacje są naszą tarczą przed demografią. Stopa zastąpienia spada dziś przede wszystkim z powodu reformy 1999 r., kiedy do emerytury brało się zarobki z najlepszych lat (na przykład z ostatnich 10 lat, kiedy zarabiało się bardzo dobrze), a nie tak jak obecnie wpłacony kapitał. Wysokie emerytury oparte na poprzednim systemie są błędem systemowym i niesprawiedliwością, a nie normą.
Z kolei pomijając wpływ samej reformy i skupiając się wyłącznie na mechanice tego narzędzia, spadająca stopa zastąpienia w kolejnych latach – brzmiąca w komunikatach ZUS dość technicznie i sucho – po rozebraniu na czynniki pierwsze jest tak naprawdę... dobrą informacją. Oznacza w praktyce szybko rosnące wynagrodzenia w gospodarce i coraz dłuższe życie na emeryturze. Co równie ważne, nie ma czegoś takiego jak jedna, uniwersalna stopa zastąpienia, ponieważ każdy ma swoją własną.
Jeśli płacisz składki i wypracujesz duży kapitał w ZUS, to twoja stopa zastąpienia będzie dużo wyższa. To nie jest żadne rocket science – nie da się odkładać niecałe 20 proc. swojego wynagrodzenia przez 40 lat, również na początku kariery, kiedy pensja jest niska, a potem dostawać 100 proc. wynagrodzenia z końca kariery, gdy jest ono statystycznie najwyższe. Gdyby ZUS policzył ją dla średniego wynagrodzenia w czasie całej aktywności zawodowej, to byłaby ona dużo wyższa.
Masowość kontra jednostki
Miejsce, gdzie pojawia się dyskusja, to koszt alternatywny. To znaczy: czy środki wpłacone do ZUS, pracujące na rynku, dałyby mi więcej pieniędzy na emeryturze? I tu pojawia się dylemat – masowość kontra jednostki. Niestety, tylko jednostki byłyby w stanie zainwestować te pieniądze lepiej, efektywniej i rzeczywiście pomnożyć swój kapitał. Soczewka mediów społecznościowych buduje poczucie tego, że wszyscy są „inwestorami”, a zrobienie średnio 20 proc. rocznie to kaszka z mleczkiem.
Czytaj również: Meta puszcza reklamy oszustów, Polska płaci za sprzątanie
Mityczne dążenie do FIRE („Financial Independence, Retire Early”, czyli „finansowa niezależność, wcześniejsza emerytura”) wyrządziło ludziom w głowach niewyobrażalne szkody, które skutecznie wyśmiewa na portalu X konto „Alkoholowy Inwestor” (serdecznie polecam, pokazuje świat, w którym każdy jest homo economicus). Publikując wpis na temat emerytur państwowych na X, właśnie z tym się zderzyłem – złote formuły, jak to składki zainwestowane w zestaw „ETF + złoto + krypto” dałyby 10 razy wyższą emeryturę.
Prawda jest tutaj brutalna – w dekadzie 2013–2022 nic nie dało takiej stopy zwrotu jak I filar środków z ZUS – ani WIG20, ani obligacje Skarbu Państwa, ani OFE. To porównanie jest oczywiście teoretyczne, bo te instrumenty podlegają zupełnie innym mechanizmom (rynkowym i prawnym), jednak obrazuje skalę tego, co dzieje się ze środkami. Masowość tego rozwiązania sprawia, że dzięki temu kierowca autobusu z Kraśnika albo pani sprzątająca z Chorzowa nie siada do komputera po pracy i nie sprawdza kursu złota czy analizuje akcje Orlenu. Bo cały naród nie jest tego w stanie robić skutecznie.
Alternatywa: eutanazja?
Tutaj wracamy więc do kwestii tego, w jaki sposób działają składki emerytalne jako ubezpieczenie. W dużym uproszczeniu, jednak oddającym ideę systemu – jeśli przeżyjesz dokładnie tyle, ile przeciętny Polak, to odzyskasz z ZUS dokładnie tyle samo, ile do niego włożyłeś, przy czym zwaloryzowane. Jeśli jednak krócej, to wpłacona i niewykorzystana „składka ubezpieczeniowa” przepada – choć w wielu przypadkach nie w całości, bo jest możliwość dziedziczenia całości lub części subkonta (które stanowi około 37 proc. składek emerytalnych), a w przypadku śmierci system chroni rodzinę poprzez dożywotnią rentę rodzinną dla współmałżonka, która zastępuje jego własne świadczenie (czyli te składki również nie przepadają).
Polecamy też: Z tego powodu najczęściej idziemy na L4. ZUS podał najnowsze dane
Jeśli jednak pożyjesz dłużej niż to, co prognozuje GUS, to jesteś wygranym systemu – zaczynasz pobierać więcej, niż do niego wpłaciłeś. Jest jeszcze inna sytuacja, w której wygrywasz – kiedy nie wypracujesz emerytury minimalnej, ale masz wystarczająco dużo okresów składkowych i nieskładkowych (25 lat dla mężczyzn, 20 dla kobiet) – tu mamy do czynienia z klasycznym wsparciem socjalnym, jednak poza sytuacjami stażowymi jest to klasyczne „ubezpieczenie od dożycia starości”. Państwowa emerytura nie ma utrzymać standardu życia sprzed przejścia na emeryturę, ale jej celem jest zabezpieczyć powszechnie społeczne minimum, żebyśmy nie mieli do czynienia z ludźmi żebrzącymi o jedzenie na każdym rogu.
Nawet gdyby zaledwie 10 proc. przyszłych emerytów wtopiło swoje pieniądze i nie miało z czego żyć, to oznacza setki tysięcy ludzi na ulicach czy pod kościołami, proszących o każdą złotówkę. Chyba że zwyczajnie stawiamy na eutanazję z biedy jako alternatywę. Ale z tego pociągu ja się wypisuję.
Spokój i stabilizacja
Przy czym emerytura z ZUS daje coś, czego żadna inna forma inwestowania nie da – spokój i stabilizację. Wiesz dokładnie, ile co najmniej będziesz dostawać do końca życia w cenach stałych, czyli z roku przejścia na emeryturę, ponieważ coroczna waloryzacja nie może być niższa niż wskaźnik inflacji (nawet kiedy musimy ciąć inne wydatki ze względu na przekroczenie 60 proc. progu zadłużenia do PKB).
Przy prywatnym odkładaniu kapitału musiałbyś trafić z wydatkami dokładnie w przewidywaną długość życia. Przypuśćmy, że odłożyłeś tyle, że przeżyjesz 15 lat – co zrobisz po 80. roku życia? Co w przypadku, kiedy masz odłożony milion złotych, który nadal pracuje, ale w 75. roku życia krach na giełdzie pozbawił cię połowy tych środków? Załóżmy nawet, że masz ten milion złotych, inwestujesz go bezpiecznie w obligacje, ale skok inflacji (taki jak w roku 2022) pozbawia cię realnej wartości tego pieniądza, bo obligacje nie nadążają za wzrostem cen.
Warto przeczytać: Oszuści żerują na tragedii na Węgrzech. Wojewoda ostrzega rodziny
Każdemu, kto uważa, że powszechny system prywatnego odkładania na emeryturę jest możliwy, polecam przypomnieć sobie, czym kończyły się dla wielu – nawet rozsądnych – Polaków afery Amber Gold czy GetBacku. Możemy oczywiście nie przyjmować tego do wiadomości i uznawać jako społeczeństwo, że „głupi, to sam sobie winny”. Tylko to dla przyszłej gospodarki będzie miało szerokie implikacje, o czym za chwilę. ZUS – jako instrument oparty o ramy prawne i gwarancje państwa, a nie sytuację rynkową – jest gwarantem stabilności.
Betonowe złoto
Smutne jest przy tym jednocześnie to, że jako podstawowa alternatywa dla ZUS wskazywane jest klasyczne dla polskiej szkoły przedsiębiorczości inwestowanie w tak zwane „betonowe złoto”. Dwie kawalerki w mieście powiatowym budują poczucie zabezpieczenia na okres po odejściu z pracy, co jest równie złudne, co ciekawe w analizie. Skoro ludzie są w stanie zaobserwować, że sytuacja demograficzna wpłynie negatywnie na stosunek pracujących do emerytów i na tej bazie budować projekcje o przyszłej emeryturze państwowej, to dlaczego nie są w stanie odpowiedzieć sobie krytycznie na pytanie: kto będzie od nich te kawalerki wynajmował, kiedy ludność danego miasta zmniejszy się o 20 proc.? Na to pytanie odpowiedzi już nie znajdujemy albo nie chcemy znaleźć, bo racjonalizujemy swoje decyzje.
Sprawdź też: Kto nie dostanie 14. emerytury? ZUS podaje konkretne wyliczenia
Nie znaczy to jednak, że prywatne odkładanie na emeryturę nie ma żadnego znaczenia. Ma, i to dwojakie. Po pierwsze, docelowo jest istotnym uzupełnieniem emerytury z ZUS, które pozwoli utrzymać standard życia z okresu pracy (czyli wspomnianą na początku niższą stopę zastąpienia). Po drugie, zapewnia istotny dopływ kapitału na rynek finansowy i do przedsiębiorstw, którego te potrzebują, zapewniając jednocześnie środki na wzrost gospodarczy, co nie jest bez znaczenia również, jeśli chodzi o ZUS i przyszłe transfery z budżetu do FUS.
Dlatego osobiście serdecznie zachęcam każdego do skorzystania z dobrodziejstw IKE, IKZE, a przede wszystkim PPK, bo to się opłaca. Jednocześnie żyjemy w państwie, w którym 30 proc. obywateli byłoby w stanie przeżyć zaledwie miesiąc po utracie pracy. Przy dobrowolności ZUS te pieniądze zostałyby wydane na konsumpcję i zabezpieczenie teraźniejszości, a nie myślenie o emeryturze. Nie ma w tym absolutnie nic dziwnego. Naiwne jest przy tym myślenie, że ludzie, którzy ledwo wiążą koniec z końcem na co dzień, byliby w stanie efektywnie inwestować w cokolwiek, żeby uzyskiwać wyższe stopy zwrotu niż ZUS.
Niestety, mam głębokie odczucie, że najgłośniej w tej sprawie krzyczą ci, którzy z jednej strony gardzą solidaryzmem i umową społeczną, z drugiej strony, będąc najczęściej w swoim mniemaniu klasą średnią wyższą, uważają, że sami sobie poradzą. Nie mam dobrej informacji – jeśli to składka emerytalna jest dla ciebie przeszkodą w inwestowaniu środków na rynku, to nie jesteś klasą średnią wyższą. Jesteś w tej samej klasie społecznej co kierowca z Kraśnika i pani sprzątająca z Chorzowa, którymi tak gardzisz.
Inni wygrani
Kolejne istotne pytanie, które należy sobie zadać, brzmi: „kto jest beneficjentem obecnej sytuacji?”. I tutaj lista, będąca kamyczkiem do tego ogródka, jest dość długa – wygranymi w ramach ubezpieczeń są przede wszystkim kobiety, ponieważ przechodzą na emeryturę szybciej (z tego powodu mają niższe emerytury) i żyją dłużej – ich stosunek zgromadzonego kapitału do wypłaconych emerytur jest dużo korzystniejszy niż w przypadku mężczyzn. Wynika to z tablic GUS, które traktują przyszłą długość życia po przekroczeniu progu emerytalnego jako taką samą dla kobiet i mężczyzn.
Tymczasem kobiety żyją średnio nawet kilka lat dłużej, więc wiek śmierci na emeryturze mają zaniżony, a mężczyźni zawyżony. To powinno otworzyć poważną dyskusję na temat zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Inną wygraną grupą – potraktuję ją na potrzeby tego tekstu zbiorczo – są górnicy, policjanci i wojskowi, którzy przechodzą na wcześniejsze emerytury. Tu jest ogromne pole do rozmowy na temat przyszłości tego systemu. Nie mam wątpliwości, że ta debata z każdym rokiem będzie narastać.
Na koniec jeden, w mojej ocenie kluczowy, argument dla tych, którzy boją się, że ich emerytura zostanie obcięta. Politycy jak ognia boją się utraty władzy – nikt nie zaryzykuje obcięcia lub niewypłacenia świadczeń tak dużej grupie wyborców, gdyż ci rozliczyliby go przy urnie. Emeryci będą kluczowym celem wyborczym każdej partii. Dla niektórych już są, co widać po wyborczych postulatach. Z kolei środki wypłacane emerytom będą zwyczajnie podstawą konsumpcji w gospodarce (nie mylić z konsumpcjonizmem), która jako taka jest kluczowym elementem PKB, zwłaszcza w Polsce, gdzie będą one wydawane na dobra podstawowe, których jesteśmy dużym producentem.
Polecamy także: Drożyzna nadciąga. W 2027 r. Polacy zapłacą więcej za alkohol, mieszkania i ZUS
To jest ta implikacja na przyszłość, o której wspomniałem, a żaden minister gospodarki nie będzie mógł sobie pozwolić na obcinanie tych pieniędzy w stopniu wykraczającym poza absolutną konieczność. Na koniec: tak, ZUS to zapis księgowy, obietnica wypłaty tych środków. Ale dokładnie tym samym jest dzisiaj absolutnie cały pieniądz, włącznie z papierowym – opiera się na państwie i jego gwarancji wartości. Bez państwa te świstki papieru byłyby bezużyteczne, podobnie jak obligacje, w które chcecie inwestować.


