Amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował pierwszą transzę dokumentów związanych z Jeffreyem Epsteinem. W aktach pojawiają się nazwiska osób z pierwszych stron gazet, w tym byłego prezydenta USA Billa Clintona, byłego księcia Andrzeja Mountbatten-Windsora oraz muzyków Micka Jaggera i Michaela Jacksona. Publikacja, na którą od lat naciskali politycy i opinia publiczna, wywołała jednak falę krytyki – zarówno wśród demokratów, jak i republikanów.

- Pierwsza transza akt Epsteina zawiera nazwiska znanych polityków i celebrytów, ale pomija kluczowe dokumenty.
- Demokraci i republikanie krytykują rząd, zarzucając mu naruszenie prawa i próbę ukrycia prawdy.
- Ofiary Epsteina mówią wprost o zmowie milczenia i pozornej transparentności władz.
Choć w Stanach Zjednoczonych ujawnienie tzw. „akt Epsteina” było długo wyczekiwane, ich częściowa publikacja przyniosła więcej frustracji niż przełomu. Ro Khanna, demokratyczny kongresmen i autor ustawy zobowiązującej Departament Sprawiedliwości do odtajnienia dokumentów, zarzucił resortowi niewywiązanie się z obowiązków zapisanych w prawie.
W aktach pojawiają się nazwiska osób z pierwszych stron gazet, w tym Billa Clintona, byłego księcia Andrzeja Mountbatten-Windsora oraz muzyków Micka Jaggera i Michaela Jacksona.
W opublikowanym na platformie X nagraniu Khanna zwrócił uwagę, że wśród udostępnionych materiałów zabrakło projektu aktu oskarżenia wobec Jeffreya Epsteina. Jak podkreślił, dokument ten miał wskazywać na udział „innych bogatych i wpływowych mężczyzn” w procederze.
Schumer: To operacja maskująca
Częściowe ujawnienie akt wywołało ostrą reakcję lidera demokratów w Senacie, Chucka Schumera. Polityk przypomniał, że ustawa zobowiązywała administrację do publikacji „WSZYSTKICH dokumentów”, oskarżając rząd o „robienie wszystkiego, by ukryć prawdę”.
Zdaniem Schumera obecne działania to „operacja maskująca”, której celem jest ochrona Donalda Trumpa przed konsekwencjami jego „niechlubnej przeszłości”.
Krytyka także ze strony republikanów
Zastrzeżenia wobec sposobu publikacji dokumentów zgłosili również politycy Partii Republikańskiej. Kongresmen Thomas Massie, były sojusznik Donalda Trumpa i współautor przepisów nakazujących ujawnienie akt, ocenił, że prokurator generalna Pam Bondi oraz jej zastępca Todd Blanche „rażąco” nie zastosowali się do wymogów prawa.
Inny republikański deputowany, Mike Lawler, tonował jednak krytykę. Jak podaje CNN, jego zdaniem ustawowy termin 30 dni na pełną publikację dokumentów mógł okazać się nierealistyczny.
Biały Dom mówi o transparentności, ofiary – o cenzurze
Biały Dom przedstawił ujawnienie akt jako dowód transparentności administracji Donalda Trumpa, jednocześnie oskarżając demokratów o polityczne wykorzystywanie sprawy Epsteina.
Departament Sprawiedliwości tłumaczy, że część dokumentów została ocenzurowana w celu ochrony tożsamości ofiar. To wyjaśnienie nie uspokoiło jednak samych poszkodowanych.
– Potwierdzają wszystko to, co od początku mówiliśmy o korupcji i opieszałość wymiaru sprawiedliwości – powiedziała na antenie CNN Jess Michaels, która oskarża Jeffreya Epsteina o gwałt. – Co oni właściwie chronią? Ta zmowa milczenia trwa dalej.
– Jeśli wszystko zostało zaczernione, to gdzie jest ta transparentność? – pytała z kolei Marijke Chartouni, która twierdzi, że została wykorzystana seksualnie przez finansistę, gdy miała 20 lat.
Źródło: Zero.pl/France Info/CNN