Wywiad ukazał się w Onecie, który od początku tzw. afery szpitalnej zachowuje się bardzo dobrze i ujawnił część nieprawidłowości. Z Anną Łukasik rozmawiał Andrzej Stankiewicz. I jest to dobra rozmowa. Jednocześnie była prezes Szpitala Południowego (a także byłą wiceminister zdrowia, bo Łukasik była zastępczynią Bartosza Arłukowicza, jeszcze w czasach rządów PO-PSL) wypada w rozmowie wyjątkowo kiepsko.
Dyrektor zastraszana przez polityków
– Pierwszego dnia pracy Dawid Kacprzyk powiedział mi, że „pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Najpierw odebrałam to jako żart. Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza – stwierdza Anna Łukasik.
Z kolei Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii stołecznej lecznicy, przyprowadził kiedyś do jej gabinetu – jak twierdzi Łukasik – wiceminister zdrowia Katarzynę Kacperczyk.
Była prezes chciała chyba pokazać, jak nieprzyzwoitymi ludźmi są Kacprzyk i Jędrzejewski. Pokazała jednak równocześnie, jak bardzo nie nadawała się na prezes dużego szpitala.
Łukasik mówi bowiem w praktyce, że lekarze ją zastraszali swoimi znajomościami z politykami. I ona dała się zastraszać. Przykładowo ten „Kacprzyk od Trzaskowskiego” niezgodnie z jakimikolwiek zasadami otrzymał od poprzedniego dyrektora własne pomieszczenie „socjalne” na terenie szpitala, które nie powinno mu w żadnym razie przysługiwać.
Co zrobiła z tym Łukasik? Nic. Pomieszczenia nie odebrała, Kacprzyk szarogęsił się w szpitalu.
Tajemnicze prosektorium
Niesamowity jest wątek prosektorium w Szpitalu Południowym. Przypomnijmy: Zero.pl ujawniło, że dochodziło w nim do polecania usług pogrzebowych konkretnego zakładu. A gdy rodzina zmarłego nie chciała z propozycji skorzystać, była źle traktowana.
Co więcej, firma szefa prosektorium umieszczała w mediach społecznościowych drastyczne zdjęcia zmarłych, w tym niektóre wykonane najprawdopodobniej w Szpitalu Południowym.
Z kolei Onet wskazał, że w prosektorium jego szef wprowadził nawet cennik dodatkowych usług, jak przygotowanie ciała (co nigdy, przenigdy nie powinno odbywać się w prosektorium).
Łukasik, jak przyznaje, niemal o niczym nie wiedziała. Była dyrektorem szpitala przecież „tylko” od kwietnia 2025 r.
Postanowiła złożyć zawiadomienie na szefa prosektorium do prokuratury za wrzucanie zdjęć pacjentów do internetu oraz w związku z nagrywaniem innych osób w prosektorium. Śledczy jednak nie dopatrzyli się w tym przestępstw.
Co więc zrobiła prezes Łukasik? Nic. Bo Artur Habowski, szef prosektorium, pracował na etacie i urodziło mu się dziecko.
Okazuje się więc, że pracownika zwolnić nie można, dopóki nie okaże się przestępcą. Tak przynajmniej twierdzi osoba, która zarządzała dużym publicznym szpitalem. Zarazem w ogóle nie tłumaczy, jak to w ogóle możliwe, że rodziny zmarłych odbierali karty zgonów w prosektorium, a nie w sekretariacie medycznym. Tego pani prezes też nie zauważyła?
To nie ona, to inni
Z całej wypowiedzi Anny Łukasik przebija się zdanie: „to nie ja”. Nie miała żadnego związku z tajemniczą śmiercią i źle przeprowadzoną sekcją zwłok pacjenta (słynne już nagranie, w którym padają komendy typu „trzeba zrobić, żeby syfu nie było”), który leżał martwy przez cztery godziny w toalecie. Była wtedy na urlopie.
Nie miała pojęcia o tym, że Dawid Kacprzyk oszukiwał na dyżurach. Odpowiadała za to dyrektor medyczna.
Nie wnikała w konflikt między Dawidem Kacprzykiem i Emilem Jędrzejewskim. To też dyrektor medyczna.
Patologia w prosektorium? Za to też odpowiadała dyrektor medyczna.
W całej rozmowie ciężko znaleźć jakikolwiek obszar funkcjonowania szpitala, za który odpowiadała prezes zarządu szpitala. Okazuje się, że – jak wynika z jej słów – że za nadzór nad dyrektor medyczną, czyli swoją najbliższą współpracowniczką, też najwidoczniej nie odpowiadała.
Strachliwa pani dyrektor
Jednocześnie słowa Anny Łukasik należy potraktować poważnie – w tej części, w której mówi o związkach lekarzy z politykami. Łukasik, bądź co bądź osoba związana z Koalicją Obywatelską, mówi wprost, że Dawid Kacprzyk utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską (podała się do dymisji wskutek serii publikacji Zero.pl, Rafał Trzaskowski dymisję przyjął).
Czytaj: To ona rządziła Warszawą. Kogo poświęcił Trzaskowski?
Łukasik wskazuje, że obecna wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk przyszła niezapowiedziana do jej gabinetu i mówiła, że zna Emila Jędrzejewskiego od dzieciństwa – co miało zbudować pozycję chirurga jako osoby umocowanej politycznie.
Jeśli faktycznie tak było, do dymisji Kacperczyk powinno dojść jeszcze dzisiaj. Wiceministrowie zdrowia nie są od zastraszania dyrektorów szpitali.
Ale też Anna Łukasik tych wszystkich patologii nie zgłosiła. Od dyrektora publicznego szpitala, któremu jako podatnicy płacimy kilkadziesiąt tys. zł miesięcznie, można by oczekiwać większej odwagi i chęci działania.


