„To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było”. W ten sposób szef prosektorium Szpitala Południowego przedstawił lekarzowi wykonującemu sekcję zwłok sprawę pacjenta, którego znaleziono w łazience po niemal czterech godzinach od śmierci. Ten przytaknął: „Okej, no dobra”. Pracownicy szpitala podczas sekcji byli zaskoczeni, że jeszcze „prokurator się nie wje**ł do szpitala”.

- W sierpniu 2025 r. w Warszawskim Szpitalu Południowym znaleziono w łazience martwego pacjenta. Od niemal czterech godzin nie żył. Przypadek nagłośnił w Kanale Zero Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii stołecznej lecznicy.
- Dotarliśmy do zapisu audio z przeprowadzonej sekcji zwłok oraz rozmowy koordynatora prosektorium z rodziną zmarłego.
- Na nagraniu pracownicy szpitala dziwią się, że sprawą nie zajęła się prokuratura. Wspólnie ustalają, że trzeba „zrobić tak, żeby syfu nie było”. Jeszcze przed obejrzeniem zmarłego przekazują sobie, na co mógł umrzeć pacjent.
- Rodzina zmarłego usłyszała w szpitalu, że zmarłemu wysiadło serce. O tym, że przez kilka godzin był poza jakąkolwiek obserwacją, bliskich nie poinformowano.
- Koordynator prosektorium w rozmowie z Zero.pl mówi, że decyzję o przeprowadzeniu sekcji w szpitalu i niewzywaniu wówczas prokuratury podjęła dyrekcja szpitala. A za przebieg sekcji i płynące z niej ustalenia odpowiada lekarz patomorfolog.
- Prokuratura obecnie wyjaśnia, czy pacjentem właściwie zajmowano się w szpitalu. Pełnomocniczka rodziny zmarłego skarży się w rozmowie z Zero.pl na współpracę ze śledczymi. Na opieszałość prokuratury w wyjaśnianiu nieprawidłowości skarży się też prawnik reprezentujący pracownika prosektorium, który potajemnie wykonał nagrania audio.
Sierpień 2025 r. Do Warszawskiego Szpitala Południowego trafia starszy mężczyzna. Doskwiera mu biegunka. Zostaje podjęta decyzja o tym, by mężczyznę przyjąć do szpitala i sprawdzić, z czego mogą wynikać jego aktualne kłopoty. Chodzi też o to, by zapobiec odwodnieniu.
Około północy – jak się później okazuje – pacjent, którego stan powinien być na bieżąco monitorowany, idzie do łazienki. Około godz. 4 zostaje znaleziony martwy w łazience. Stwierdza się u niego już stężenie pośmiertne, czyli mężczyzna nie żył od kilku godzin.
Dlaczego przez cztery godziny nikt z personelu nie zwrócił na to uwagi? Ta kwestia wciąż jest wyjaśniana. Sytuację nagłośnił Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii w Warszawskim Szpitalu Południowym. Zrobił to w Kanale Zero, po czym złożył zeznania w prokuraturze. Portal Zero.pl ujawnia szczegóły tego zdarzenia.
Dyrekcja zleciła sekcję, nie wezwała prokuratora
W szpitalu podjęto decyzję o przeprowadzeniu sekcji zwłok zmarłego pacjenta. W takiej sytuacji możliwości były dwie: albo powiadomić o sprawie prokuraturę i zostawić decyzję prokuraturze, albo działać samodzielnie. Szpital zdecydował o przeprowadzeniu sekcji we własnym prosektorium. Z naszych informacji wynika, że przed jej rozpoczęciem sprawy nie przekazano prokuraturze. Zgodnie z wewnętrzną procedurą szpitala decyzję o sekcji podejmuje dyrektor medyczny, a o ewentualnym przekazaniu sprawy śledczym – główny dyrektor szpitala.
– Faktycznie sytuacja, w której pacjent umiera w toalecie i zostaje znaleziony po wielu godzinach, jest niecodzienna. Cały szpital był tym poruszony. Byłem zdziwiony, że dyrekcja nie podjęła decyzji o przekazaniu sprawy do prokuratury, lecz zdecydowano o przeprowadzeniu sekcji zwłok u nas w szpitalu – mówi Zero.pl uczestniczący w sekcji Artur Habowski, wówczas koordynator prosektorium Szpitala Południowego. Został zwolniony z pracy po publikacjach Zero.pl i Onetu, w których wskazano, że polecał usługi konkretnego zakładu pogrzebowego i namawiał rodziny zmarłych pacjentów na korzystanie z płatnych usług balsamacji zwłok i odpowiedniego ich ubrania.
– Nie miałem żadnego wpływu na decyzję o sekcji. Podjęła ją dyrekcja szpitala. A potem o przeprowadzeniu sekcji zdecydował lekarz patomorfolog, który mógł przecież odmówić jej przeprowadzenia. Ja nie byłem od kwestionowania tych decyzji, choć – faktycznie – były dziwne – przyznaje były koordynator prosektorium.
Rozmawiamy z nim po tym, gdy ujawniliśmy mu, że dysponujemy nagraniami z prosektorium.
Kilkadziesiąt godzin nagrań
Prokuratura Okręgowa w Warszawie w ostatnich dniach informowała, że śledczy analizowali wątek zamontowania podsłuchu w prosektorium Warszawskiego Szpitala Południowego. I nic nie znaleźli. Redakcja Zero.pl dysponuje kilkudziesięcioma godzinami nagrań z prosektorium stołecznej lecznicy. W tym nagraniami z 12 i 13 sierpnia 2025 r. Pierwszego dnia przeprowadzono sekcję zwłok zmarłego w toalecie mężczyzny. Kolejnego – rodzina przyjechała do szpitala po dokumenty i ustalić formalności dotyczące odbioru ciała.
12 sierpnia 2025 r. w sekcji zwłok mężczyzny wzięli udział lekarz patomorfolog Kamil Sokół, koordynator prosektorium Artur Habowski oraz pomocnik sekcyjny. Nagranie wykonał ten ostatni. Był już wtedy i wciąż jest skonfliktowany ze swoim ówczesnym przełożonym. W ostatnich dniach zatrudnił prawnika.
– Po publikacji materiałów dotyczących nieprawidłowości w warszawskim Szpitalu Południowym w Kanale Zero zwróciło się do mnie niezależnie kilka osób, które mają szczegółową wiedzę o nielegalnych działaniach, które miały mieć miejsce na terenie szpitala. Osoby te dysponują kilkudziesięciogodzinnymi nagraniami potwierdzającymi nieprawidłowości, o których mówił doktor Emil Jędrzejewski i o których Państwo pisali – mówi nam adwokat Maciej Zaborowski, partner zarządzający w kancelarii Kopeć & Zaborowski. I dodaje, że celem klientów jest przerwanie zmowy milczenia wokół tego, co działo się w Szpitalu Południowym.
„Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było”
Z nagrania, którego fragmenty publikujemy, wyłania się niepokojący obraz. Nie publikujemy całego nagrania, gdyż zawiera wiele intymnych szczegółów na temat zmarłego mężczyzny, których publikacja nie wniosłaby nic istotnego do sprawy, a także rozmowy na temat osób w ogóle niezwiązanych ze sprawą.
„To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było” – mówi koordynator prosektorium do lekarza.
Ten odpowiada: „okej, no dobra”.
Następnie mężczyźni rozmawiają o samym zdarzeniu: że pacjent zgłosił się do szpitala z biegunką, poszedł do łazienki i w niej po wielu godzinach został znaleziony martwy.
Jeszcze przed obejrzeniem pacjenta koordynator prosektorium i lekarz rozmawiają o tym, co mogło się wydarzyć:
„– Myślę, że to będzie tętniak tego serca i będzie ten tamponada.
– Jasne, dobra, to wydrukuj mi epikryzę przynajmniej”.
Chwilę później koordynator prosektorium zauważa, że „przecież, ku**a, że prokurator się nie wje**ł do szpitala na to, co odje**li”.
Z rozmowy wynika, że w chwili rozpoczęcia sekcji nie ma jeszcze formalnego zlecenia przeprowadzenia sekcji.
Później padają słowa o tym, że „karta zgonu jest tam zrobiona, tylko jest spier****na”, bo „co oni mieli tam wpisać”.
Chwilę później koordynator prosektorium zauważa, że personel szpitala „dał d**y”, bo powinno się „chociaż ku**a przejść co godzinę i zobaczyć, czy mają wszystkich pacjentów”.
Przez kolejne kilkadziesiąt minut słychać już tylko prywatne dyskusje oraz niewnoszące nic do sprawy rozmowy o zmarłym pacjencie i innych chorych.
W dalszej części nagrania nie słychać szczegółowego omawiania wyników oględzin ani ostatecznej przyczyny zgonu.
Tajemnica przed rodziną
13 sierpnia 2025 r. w prosektorium Warszawskiego Szpitala Południowego pojawili się bliscy zmarłego mężczyzny. Również to wiemy z nagrań, którymi dysponujemy.
„Wie pani, to ja powiem szczerze, ja dawno nie widziałem tak schorowanego serca. Naprawdę. Serce naprawdę miał schorowane” – mówi koordynator prosektorium do najbliższych zmarłego.
Ci są zaskoczeni, że nie wytrzymało serce. Wiedzieli bowiem o odwodnieniu wynikającym z biegunki, ale nie spodziewali się, że przyczyną zgonu był kłopot z sercem.
Szef prosektorium kontynuuje: „Zaburzenia elektrolitowe typowo poszły. Przez to doszło do zatrzymania. Poza tym stan po starym, rozległym zawale, ten zawał był duży. Śluzak w sercu. To też nie jest dobrze. Ten śluzak to też zajmuje powierzchnię serca i też serce bardzo obciąża, tak. Dodatkowo stan po tych udarach, po angioplastyce. To są tak duże obciążenia dla organizmu, że naprawdę, no”.
W żadnym momencie rodzina nie została poinformowana o tym, że mężczyzna został znaleziony po wielu godzinach w toalecie.
– W rozmowie z rodziną nie przekazałem okoliczności, w których doszło do śmierci, bo nie byłem do tego upoważniony. Byłem koordynatorem prosektorium i moim obowiązkiem było wydać kartę zgonu. To lekarze są od informowania o okolicznościach zgonu – mówi Zero.pl ówczesny koordynator prosektorium.
Jak ocenia całość swoich wypowiedzi?
– Przyznaję, że z perspektywy czasu moje słowa z nagrania nie brzmią dobrze. Są głupie żarty, trochę żargonu, z boku wygląda to źle. Ale chodziło mi o to, że jest trudna sprawa i że trzeba jakoś sobie z tym poradzić. Przecież nie miałem możliwości nakazać lekarzowi, jak ma wyglądać sekcja. Tak samo stwierdzenie przyczyny zgonu – to wyłączna kompetencja lekarza – mówi koordynator.
Czytaj też: Ujawniamy, jak pracował 28-letni lekarz milioner. Telewizja i polityka zamiast leczenia
Lekarz Kamil Sokół nie chciał z nami rozmawiać, mimo wielokrotnych prób kontaktu. Chcieliśmy go spytać między innymi o to, co według niego oznaczało stwierdzenie, że trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było i jak rozumieć jego przytaknięcie. Centrum Diagnostyki Patomorfologicznej, w którym pracuje, przekazało, że Sokół nie jest zainteresowany kontaktem z mediami.
Krytyka pod adresem prokuratury
Sprawą zmarłego w toalecie pacjenta zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów w Warszawie. Nadzoruje ona dochodzenie w sprawie dotyczącej nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia.
– W toku postępowania m.in. uzyskano dokumentację medyczną i pracowniczą oraz przesłuchano szereg świadków, mogących mieć wiedzę o zdarzeniu. Postępowanie aktualnie znajduje się w fazie in rem. W toku postępowania nie był podnoszony ani na żadnym etapie nie pojawił się wątek fałszowania dokumentacji medycznej. Z uwagi na charakter postępowania niecelowe jest przekazywanie dalszych informacji o sprawie – informuje Zero.pl Piotr A. Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Nie wiemy, kto powiadomił prokuraturę ani kiedy. Od dwóch osób usłyszeliśmy, że zrobił to ostatecznie szpital, ale ani kierownictwo placówki, ani prokuratura nie przekazała nam informacji na ten temat.
O kłopotach z prokuraturą mówią nam prawnicy – tak reprezentujący rodzinę, jak i byłych pracowników szpitala.
Adwokat Aleksandra Walkiewicz-Zygowska z kancelarii Walkiewicz & Pełczyńska, która reprezentuje rodzinę zmarłego, przyznaje: – Napotkałam trudność w kontakcie z prokuraturą i złożyłam pisemny wniosek o udostępnienie akt. Liczę na szybkie rozpoznanie wniosku i dobrą współpracę z urzędem prokuratorskim w wyjaśnieniu tej sprawy.
Adwokat Maciej Zaborowski z kolei zauważa, że jego klienci, którzy – jak przekonuje prawnik – mają wiedzę na temat nieprawidłowości w prosektorium, zdecydowali się zeznawać.
– Pomimo złożenia wniosku o pilne przesłuchanie do dzisiaj, mimo wielu prób kontaktu, prokuratura nie zainteresowała się sprawą. Moi klienci w każdym momencie gotowi są stawić się w prokuraturze i złożyć zeznania pod odpowiedzialnością karną oraz przekazać wszelkie nagrania – wskazuje Zaborowski.
Przypomnijmy: śledczy prowadzili kilka postępowań dotyczących Warszawskiego Szpitala Południowego. Jeszcze przed tym, jak sprawą zajęły się media, stwierdzili, że do nielegalnego polecania usług pogrzebowych w szpitalu nie dochodziło (dziś już wiadomo, że dochodziło). Nie znaleziono też żadnych nagrań wykonywanych w prosektorium (dziś już wiadomo, że w prosektorium wykonywano nagrania).
W toku jest sprawa dotycząca podrobienia 20 kart zgonów. Śledczy czekają na dokumenty, które przekaże im urząd stanu cywilnego. Zawiadomienie w tej sprawie złożył ówczesny koordynator prosektorium – Artur Habowski. Podrobienia kart dokonać miał pomocnik sekcyjny, obecny podczas sierpniowej sekcji. O sprawie, zanim koordynator złożył zawiadomienie do prokuratury, informowane były władze szpitala. Nic jednak ze sprawą nie zrobiły.
Cisza lub brak czasu
Nikt z władz Warszawskiego Szpitala Południowego nie chciał z nami rozmawiać o sprawie. Chcieliśmy zapytać m.in. o to, dlaczego w kontrowersyjnej sprawie, w której mogło dojść do popełnienia błędu przez personel szpitalny, zdecydowano się przeprowadzić sekcję zwłok „wewnątrz” szpitala, a nie poinformować o sprawie prokuraturę i powierzyć sekcję nadzorowi prokuratorskiemu.
Na wielokrotne prośby o kontakt nie odpowiedziała Anna Łukasik, która była prezesem zarządu szpitala w sierpniu 2025 r. Łukasik, od momentu odwołania ze stanowiska po wybuchu afery wokół Warszawskiego Szpitala Południowego, nie pojawia się publicznie, nie rozmawia z mediami.
O sprawie przed publikacją chcieliśmy poinformować Jolantę Sobierańską-Grendę, minister zdrowia. Nie chciała się spotkać.

