Była prezes Warszawskiego Szpitala Południowego, Anna Łukasik, przerywa milczenie po aferze wokół placówki. W najnowszym wywiadzie mówi m.in. o Dawidzie Kacprzyku, Emilu Jędrzejewskim i sytuacji w prosektorium placówki. – Nie pozwolę zrzucać na siebie odpowiedzialności za błędy innych – podkreśla w rozmowie z Onetem.

- Była prezeska Szpitala Południowego Anna Łukasik zadeklarowała, że nie przyjmie odpowiedzialności za błędy innych osób. Dodała, że stanowisko objęła 1 kwietnia 2025 r.
- Łukasik przyznała, że wiedziała o stawce Dawida Kacprzyka, ale ewentualne naliczanie pieniędzy za niewykonaną pracę ma wyjaśnić prokuratura.
- Była prezeska odniosła się także do zarzutów dotyczących zarobków lekarzy i relacji politycznych. Wskazała też na nowe wątki afery.
Afera w Szpitalu Południowym. NIK wylicza nieprawidłowości
Afera dotycząca nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym wybuchła po czerwcowych publikacjach Zero.pl. Informowaliśmy wówczas o dochodach lekarza Dawida Kacprzyka, który w 2025 r. zarobił około 1,6 mln zł, a także o zarzutach preferencyjnego traktowania polityków KO na oddziale.
Anna Łukasik o Dawidzie Kacprzyku
Anna Łukasik, była prezeska Szpitala Południowego, po ponad miesiącu od wybuchu afery przerwała milczenie. W rozmowie z Onetem przyznała, że zdecydowała się na wywiad, ponieważ „wielu ludzi oskarża mnie o nieprawidłowości”.
– Wiem, za co ponoszę odpowiedzialność. I nie pozwolę zrzucać na siebie odpowiedzialności za błędy innych – dodała.
Łukasik objęła stanowisko prezeski Szpitala Południowego 1 kwietnia 2025 r. W tym czasie Dawid Kacprzyk był już związany z placówką. Kobieta przyznała, że wiedziała, że młody lekarz „miał wyższą stawkę niż inni, ponieważ pełnił dodatkowo funkcję koordynatora SOR-u”. Chodzi o 330 zł za godzinę.
Pytana o to, czy nie zaniepokoiło ją, że tak młody lekarz dostał wysoką stawkę i istotną pozycję na SOR odpowiedziała: – Nie twierdzę, że jego wynagrodzenie było małe. Twierdzę natomiast, że stawka 330 zł za godzinę nie odbiegała od stawek spotykanych w innych placówkach. Problem pojawia się, gdy wynagrodzenie jest naliczane za pracę, której faktycznie nie wykonano – i właśnie to powinny wyjaśnić audyt oraz prokuratura.
Opowiadając o relacjach politycznych Kacprzyka była prezeska powiedziała: – Pierwszego dnia pracy powiedział mi, że „pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Najpierw odebrałam to jako żart. Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza.
Łukasik przyznała, że pomieszczenie, które później nazwano „salonikiem VIP” przydzielił Kacprzykowi „poprzedni prezes Artur Krawczyk”.
– To była sala w części komercyjnej szpitala. W mojej ocenie nie była przez Kacprzyka wykorzystywana jako pomieszczenie dla zaprzyjaźnionych z nim pacjentów (…) Nie widziałam tam polityków. Ale zgadzam się — być może powinnam była wcześniej sprawdzić, na jakiej zasadzie dostał ten pokój – przyznała.
O Emilu Jędrzejewskim
Była prezeska odniosła się także, do „potężnego konfliktu” Kacprzyka z doktorem Emilem Jędrzejewskim.
– Sama miałam problemy z Jędrzejewskim. Pamiętam taką sytuację: gdy zaplanowałam zmianę lokalizacji oddziałów chirurgii i interny, pracownicy zaczęli mi sygnalizować, że Jędrzejewski bardzo emocjonalnie reaguje na ten plan i że mi grozi. Pewnego dnia pojawił się w moim gabinecie z wiceminister zdrowia Katarzyną Kacperczyk – przyznała.
Pytana o rozwiązanie umowy z Jędrzejewskim tłumaczyła, że „powodów było kilka: opóźnienia w rozliczaniu świadczeń z NFZ, niezamknięte historie chorób i niewłaściwie przechowywana dokumentacja”.
Była prezeska zwróciła także uwagę, że część lekarzy w Szpitalu Południowym „dostała od poprzedniego prezesa Artura Krawczyka i dyrektorki medycznej Agaty Kusz-Rynkun zdumiewające umowy, które polegały choćby na wypłacie premii zależnych od wyników finansowych ich oddziałów.”. Taką miał m.in. dr Emil Jędrzejewski.
W wywiadzie z Onetem Łukasik wyjaśniła swoje wątpliwości dotyczące tych umów oraz wskazała, że zleciła w tej kwestii audyt zewnętrznej firmie.
– Okazało się, że moje obawy nie były bezpodstawne. Audytorzy potwierdzili nieprawidłowości. Nawet w najbardziej ostrożnym wariancie zakwestionowali ponad pół miliona złotych wypłaconej wcześniej Jędrzejewskiemu premii – powiedziała.
O prosektorium
Łukasik zaznaczyła także, że nie wiedziała o nieprawidłowościach, do jakich miało dochodzić na SOR.
Pytana o sytuację w prosektorium i kontakty z firmami pogrzebowymi podkreśliła: – Naprawdę, nigdy w żadnym szpitalu, którym kierowałam, nie byłam dogadana z żadną firmą. Moje rozmowy z firmami pogrzebowymi zawsze odbywały się przy świadkach, z prawnikami i dyrektorką administracyjną. Do dziś winię siebie za to, że nie wiedziałam o patologiach w prosektorium.