Reklama
Reklama
Kraj

Bezpieczeństwo poza sporem? Politycy pokazują, że to iluzja

Obronność będzie wyciągana poza polityczne spory? Jakoś tak to leciało, prawda? PRAWDA. Szybko się zestarzało. Od tygodni mamy festiwal naparzanki o program SAFE i licytacje w rytm piosenki Lady Pank – mniej niż zero. Zero procent oczywiście.

Bartosz Michalski
Felieton autorstwa: Bartosz Michalski
13.03.2026
4 min
(fot. PAP)

Reklama

TYLKO NA

Bezpieczeństwo nie może być przedmiotem sporu politycznego” – mówił prezydent Karol Nawrocki w przemówieniu z dnia 15 sierpnia 2025 r. z okazji święta wojska polskiego.


Reklama

„Nie możemy narazić Polski na żadne ryzyko. Musimy wykorzystać każdą najmniejszą szansę, aby Polska wyszła bezpieczniejsza z tego zakrętu, a nie bardziej zagrożona. To zależy od nas wszystkich, od wygaszenia niepotrzebnych emocji, od zrozumienia istoty polskiej racji stanu” – to z kolei premier Donald Tusk w Sejmie w dniu 20 lutego 2025 r.

A teraz przejdźmy do ostatnich godzin.

– To jest rodzaj szantażu. To szaleństwo wokół tego SAFE wskazuje na to, że jego funkcje są związane nie tylko ze zbrojeniami, ale także z czymś innym. A są rzeczywiście związane z tym (…), żeby potem można było na nowo przeprowadzić zaplanowany proces jednoczenia Europy, a w szczególności tej części Europy, pod hegemonią Niemiec – powiedział w Sejmie Jarosław Kaczyński


Reklama

– Antek, świrze, gdzie są caracale, gdzie są mistrale za jedno euro, gdzie są dowody na zamach smoleński? – zwrócił się w Sejmie Radosław Sikorski do Antoniego Macierewicza.


Reklama

I jeszcze Szymon Hołownia, który namawia Włodzimierza Czarzastego, aby skorzystał z „zamrażarki sejmowej” przy prezydenckim projekcie.

Nie miejmy złudzeń

Jeśli ktoś miał jeszcze złudzenia, że bezpieczeństwo państwa będzie w Polsce choćby na chwilę wyjęte spod logiki partyjnej walki, ostatnie tygodnie rozwiały je bez reszty. Program SAFE miał być instrumentem wzmacniania zdolności obronnych. W praktyce stał się kolejną amunicją w politycznej wojnie. Jedyną, jaka powstała i może powstać przy pomocy SAFE. Bo ta prawdziwa, tak samo, jak reszta uzbrojenia oddala się z każdym krzykiem z mównicy sejmowej.

Mechanizm jest aż nadto dobrze znany. Jedna strona ogłasza, że projekt to jedyna racjonalna droga w obliczu zagrożeń. Druga odpowiada, że to albo kosztowna iluzja, albo polityczny interes przeciwnika. Potem zaczyna się spirala oskarżeń – o niekompetencję, zdradę, działanie na rzecz obcych interesów. A gdzieś w tle ginie pytanie najważniejsze: czy rozwiązanie rzeczywiście zwiększa bezpieczeństwo państwa.


Reklama

Dobrze znany mechanizm

Problem w tym, że bezpieczeństwo nie działa w rytmie kampanii wyborczej. System obronny buduje się latami – często ponad jedną kadencję parlamentu i jedną ekipę rządzącą. To oznacza konieczność minimalnego choćby konsensusu. Bez niego każdy kolejny rząd zaczyna od poprawiania poprzedników, a strategiczne projekty zamieniają się w polityczne wahadło.


Reklama

Program SAFE właśnie wpadł w taki mechanizm. Zamiast spokojnej rozmowy o kosztach, terminach i realnych zdolnościach armii mamy festiwal emocji. Jedni straszą katastrofą, drudzy oskarżają o sabotaż. W efekcie debata coraz mniej przypomina rozmowę o bezpieczeństwie, a coraz bardziej – kolejną odsłonę partyjnego sporu o wszystko.

Paradoks polega na tym, że wszyscy deklarują dokładnie to samo. Każda strona zapewnia, że działa w imię polskiej racji stanu. Każda przekonuje, że to ona myśli o bezpieczeństwie państwa w długiej perspektywie. Problem w tym, że gdy przychodzi do konkretów, racja stanu bardzo szybko zaczyna mieć barwy partyjne.

I tak oto wracamy do punktu wyjścia. Bezpieczeństwo miało być poza sporem politycznym. W praktyce stało się polem bitwy, na którym każdy strzał jest polityczną ripostą, a Polska w centrum – jak miasto oblężone, które wciąż czeka, kto wreszcie opanuje chaos, zanim prawdziwe zagrożenie uderzy.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Bartosz Michalski
Bartosz MichalskiRedaktor zarządzający