Reklama
Reklama
Reklama

„USA przedawkowały celebrytyzm”. Słynny aktor zabrał głos przed wyborami

TYLKO NA
Czy Matthew McConaughey wystartuje w wyborach w USA?
Czy Matthew McConaughey wystartuje w wyborach w USA? (fot. Lev Radin / Shutterstock)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

– Jak przypominam sobie wcześniejsze wystąpienia McConaugheya, to nie były one szczególnie porywające. To jeden z tych celebrytów, którzy mówili: obyśmy zdrowi byli – mówi Zero.pl Artur Dziambor, były poseł i ekspert marketingu politycznego. Jak jednak przekonuje, nie powinno się lekceważyć wystąpienia aktora przed niezwykle ważnymi wyborami połówkowymi w Stanach Zjednoczonych.

  • Aktor Matthew McConaughey opublikował nagranie, w którym zwraca uwagę, że coraz więcej Amerykanów określa się jako „niezależni” i nie udziela poparcia ani Partii Republikańskiej, ani Partii Demokratycznej.
  • – Wystąpienie aktora jest o tyle ciekawe, że partie dominujące w Stanach Zjednoczonych rywalizują „na celebrytów”. A tu pojawia się ktoś nieodwołujący się do żadnej ze stron – komentuje były poseł i ekspert marketingu politycznego Artur Dziambor.
  • Zdaniem polityka, wystąpienia celebryty nie powinno się lekceważyć, szczególnie w kontekście nadchodzących wyborów połówkowych w Stanach Zjednoczonych.

– Stany Zjednoczone przedawkowały celebrytyzm. Ta grupa ludzi ma tam zupełnie inną pozycję niż w innych częściach świata. Jest ona po prostu bardzo wysoka – mówi Artur Dziambor. Były poseł jest ekspertem marketingu politycznego i autorem książki o kreowaniu wizerunku przez aktualnego prezydenta USA Donalda Trumpa.

– Wystarczy wspomnieć przykład Taylor Swift i sondaż sprzed ostatnich wyborów prezydenckich, w którym 18 proc. badanych zadeklarowało, że jest bardziej prawdopodobne lub znacznie bardziej prawdopodobne, że zagłosują na kandydata wskazanego przez piosenkarkę – zauważa.

Czytaj również: Trump ogłosił pokój, ale Rosja dalej atakuje. Zełenski mówi o 76 bombardowaniach

Reklama
Reklama

W rozmowie z Zero.pl Dziambor komentuje nagranie, które w mediach społecznościowych 18 października opublikował Matthew McConaughey. Aktor wezwał amerykańskich wyborców do poparcia niezależnych kandydatów w wyborach połówkowych zaplanowanych na 3 listopada.

https://twitter.com/McConaughey/status/2111833545132122128

Aż 45 proc. Amerykanów określa się jako „niezależni”

Aktor rozważał już wcześniej romansował z polityką. Wziął udział w wyścigu o fotel gubernatora Teksasu w 2022 r., ale ostatecznie zrezygnował. W sześciominutowym materiale zamieszczonym w serwisie ocenił, że wprowadzenie do parlamentu polityków spoza tradycyjnego podziału partyjnego może wymusić na Partii Republikańskiej i Partii Demokratycznej zwrot ku centrum. Zastrzegł, że jego celem nie jest udzielenie poparcia konkretnej partii ani kandydatowi, lecz obrona zasad sprawiedliwości i realiów społecznych.

– Niezależni powinni więc brać udział w walce — nie w ramach protestu czy odbierania głosów innym, ale jako realni, potencjalni zwycięzcy na karcie do głosowania, traktowani przez nas poważnie – oświadczył Matthew McConaughey.

Wystąpienie wpisuje się w obserwowany w badaniach opinii społecznej wzrost niechęci do tradycyjnych ugrupowań politycznych. Z danych Instytutu Gallupa za 2025 r. wynika, że rekordowe 45 proc. dorosłych mieszkańców USA określa się jako niezależni, podczas gdy przynależność do demokratów i republikanów zadeklarowało po 27 proc. Największy udział bezpartyjnych odnotowano wśród przedstawicieli Pokolenia Z (56 proc.) oraz millenialsów.

Reklama
Reklama

Amerykanie budzą się ze snu

Artur Dziambor przekonuje, że Matthew McConaughey nie mówi o niczym zaskakującym.

– Amerykanie są coraz bardziej świadomi, że są zakładnikami systemu politycznego – ocenia. Według niego Amerykanie są przyzwyczajeni do systemu, w którym „wszystko jest ustalone”. – To, że Demokrata może wygrać w Teksasie, zdarza się raz na 50 lat, a mamy sondaże, które wskazują, że to możliwy scenariusz – mówi Dziambor.

Jak dalej przekonuje, w polskim systemie politycznym nie jest to nic zaskakującego. Można wygrać wybory nawet przy znacznym sprzeciwie społecznym dzięki metodzie liczenia głosów D’Hondta. – Mimo że większość Polaków wydaje się teraz bardziej skłaniać ku prawicy, mamy rząd, w którym są reprezentowane również inne ugrupowania – zauważa Dziambor.

Czytaj również: Wysłannik Putina chwali Trumpa. Nazwał jego decyzję „historycznym momentem”

Jego zdaniem, wystąpienie aktora jest ciekawe w kontekście wspomnianego „przedawkowania celebrytów”, wynikające z rywalizacji dominujących ugrupowań. Każdy stara się przekonać znane osobistości do poparcia własnej agendy politycznej. – A tu pojawia się ktoś nieodwołujący się do żadnej ze stron – mówi Dziambor.

Celebryta typu „obyśmy zdrowi byli”

Były poseł przypominam sobie wcześniejsze wystąpienia McConaugheya i ocenia je jako nieszczególnie porywające. – To jeden z tych celebrytów, którzy mówili: „obyśmy zdrowi byli” – żartuje Dziambor. Jak dodaje, nie powinno się jednak lekceważyć jego wystąpienia przed niezwykle ważnymi wyborami, jakie czekają Stany Zjednoczone.

Reklama
Reklama

– Trump nie zmienia znacząco sposobu rządzenia, ale nie dowozi. Zamiast być zbawicielem, dopuszcza do wzrostów cen. A Amerykanie liczą każdego dolara. Liczą i wskazują winnego – zauważa.

Dziambor podkreśla, że murem za Trumpem stoi jego administracja, ale jego otoczenie ma świadomość, że uzyskanie dobrego wyniku w kolejnych wyborach prezydenckich będzie trudnym zadaniem. – USA zawsze wybierają Republikanina, chyba że jest bardzo źle. I dlatego teraz Demokrata będzie prezydentem – kwituje.

Może zainteresuje Cię również:

Reklama
Reklama