Tekst dedykuję pamięci dzieci, które zginęły w ataku na szkołę, ich bliskim w Iranie oraz innych krajach, które doświadczyły z woli polityków bezmiaru cierpień. Tekst dedykuję także moim byłym studentom polskich służb, dla których miałem zaszczyt wykładać Prawo wojenne i humanitarne – ku pamięci i przestrodze, aby nigdy nie zatracili w sobie Człowieka, osadzonego na fundamencie duchowości.
Przyczynkiem do niniejszego tekstu jest wypowiedź szefa Pentagonu Pete’a Hegseth’a z 13 marca 2026 r., w której zapowiedział w wojnie z Iranem „no quarter”, co można tłumaczyć jako „żadnych jeńców” lub „żadnej litości”.
Po I wojnie światowej, która dostarczyła bezmiaru cierpień ludności cywilnej oraz zwykłym ludziom wcielonym do armii stron frontu, Oswald Spengler w książce „Der Untergang des Abendlandes” („Zmierzch Zachodu”) ogłosił zmierzch cywilizacji zachodniej, przez którą rozumiemy poszanowanie dla wielowiekowego dorobku i poszanowanie dla wartości aksjologicznych, wynikających z Praw Człowieka, a w szczególności prawa do godności człowieka oraz prawa do życia.
Spengler ogłosił zmierzch cywilizacji zachodu nie tylko z uwagi na wymiar społecznych tragedii wśród ludności cywilnej, ale także, a może nawet przede wszystkim, z uwagi na stosowanie na froncie metod uznawanych w tamtym czasie za niegodne w ujęciu praw człowieka oraz obowiązujących wówczas międzynarodowych konwencji prawa wojennego i humanitarnego (stosowano między innymi broń chemiczną).
Konsekwencją I wojny światowej było rozbudowanie komponentu międzynarodowych konwencji prawa wojennego i humanitarnego. Podstawowym ich celem jest zachowanie elementarnego człowieczeństwa względem zarówno cywilów, jak i zwykłego człowieka zaciągniętego do armii w warunkach okrucieństwa wojny.
Gdy wydawało się, że naszej cywilizacji nie może przytrafić się już nic straszniejszego, w zaledwie 21 lat wybuchła najstraszniejsza z dotychczasowych wojen, depcząca po części dorobek cywilizacji opartej na poszanowaniu Praw Człowieka i wyrażonej w kolejnych międzynarodowych konwencjach Prawa wojennego i humanitarnego.
Jednak pomiędzy obiema przytoczonymi okrutnymi wojnami można było zaobserwować pewien (niewielki) postęp, w postaci prób poszanowania praw jeńców lub środków bojowych (np. rezygnacja ze stosowania broni chemicznej). Nie zmienia to faktu, że wojsko niemieckie dopuszczało się bezmiaru okrucieństwa i pogwałcenia zarówno Praw Człowieka jak i prawa wojennego i humanitarnego, rozstrzeliwując setki tysięcy cywilów, zabitych na wsiach i miastach, obozach jenieckich lub między innymi 160 tysięcy dzieci i młodzieży w trakcie Powstania Warszawskiego (o czym wyśmienicie przypominają syreny w całej Polsce oraz wyśmienite oprawy na „Żylecie” Legii Warszawa).
Nie inaczej postępowali oprawcy rosyjscy (formalnie ZSRR), mordując bezbronnych kilkadziesiąt tysięcy polskich oficerów i tysiące cywilów. Działania obydwu reżimów (niemieckiego i rosyjskiego), stały się cywilizacyjnym kontrapunktem dla rozbudowy idei poszanowania prawa wojennego i humanitarnego. Świadomie podkreślam cywilizacyjny charakter, który oznacza zaawansowany, zorganizowany sposób życia ludzi, charakteryzujący się wysokim poziomem rozwoju społecznego, kulturowego i technologicznego i w ogromnym stopniu duchowego (nie koniecznie w ujęciu stricte religijnym).
W tym kontekście należy zastanowić się, czy wypowiedź szefa Pentagonu Pete’a Hegseth’a, w której zapowiada „no quarter” w wojnie z Iranem, wpisuje się w nurt cywilizacji życia i prawa do „uzasadnionej wojny obronnej” (o której wielokrotnie wypowiadał się papież Jan Paweł II, który przeżył piekło II wojny światowej), czy też przeciwnie – wpisuje się niefortunnie w antywartości cywilizacji łacińskiej, na której została zbudowana zarówno Europa, jak i w ogromnej części także Stany Zjednoczone. Także Izrael jest sygnatariuszem lub podmiotem zobowiązanym do stosowania lub ponoszenia konsekwencji własnych działań na gruncie regulacji prawa wojennego i humanitarnego.
Państwa zbudowane na wartościach aksjologicznych praw człowieka, oparte na cywilizacji łacińskiej (w tym także USA), muszą się jednoznacznie opowiedzieć po jednej ze stron: albo opowiedzą się po stronie aprobaty dla kontynuacji metod i narracji reżimów niemieckiego nazizmu i rosyjskiego komunizmu, z którą oficjalnie walczyły… albo po stronie Praw Człowieka oraz duchowości opartej na fundamencie dekalogu, znajdujących własne odbicie w Prawach Człowieka, a w konsekwencji w prawie wojennym i humanitarnym. Nie ma niczego pośrodku.
Wypowiedź szefa Pentagonu Pete’a Hegseth’a, zapowiadająca „no quarter” (o ile nie stanowi przekłamania medialnego, przejęzyczenia lub przejawu niskiej odporności na stres), musi być traktowana jako oficjalny atak na fundament zasad pro-humanistycznych w toku prowadzenia konfliktów zbrojnych, które formalnie w cywilizacji nowożytnej zaproponował Jean Henri Dunant (który nota bene w 1901 roku otrzymał pierwszą nagrodę Nobla za utworzenie Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża i promocję idei prawa humanitarnego).
W dniu 24 czerwca 1859, w drodze na spotkanie z cesarzem, Dunant przejeżdżając obok miasta Solferino, gdzie odgrywała się najkrwawsza w ówczesnej Europie (oprócz Waterloo), bitwa stoczona między armią austriacką i sprzymierzonymi siłami francusko-włoskimi, zauważył, że służby medyczne obu armii nie opiekują się ofiarami przeciwnika, a wręcz przysparzają dodatkowych cierpień 40 tysiącom rannych.
Dunant słusznie zauważył, że wśród wspomnianych 40 tysięcy ciężko rannych i umierających, nie ma ani polityków, ani generałów, za to są zwykli ludzie, do niedawna cywile, rolnicy, mieszczanie, którzy zostali wcieleni do wojny w imię idei realizowanych przez „wielkich” tego świata. Opierając się na wartościach cywilizacji chrześcijańskiej, postanowił opracować systemową i spójną ideę prawa wojennego i humanitarnego, która stoi w opozycji do sformułowania „no quarter”.
Dorobkiem Dunanta, wynikającym z jego wrażliwości ukształtowanej przez cywilizację łacińską, była idea, wyrażona w stwierdzeniu: „tutti fratelli – wszyscy jesteśmy braćmi”, co wyśmienicie oddawało konstatację, że wśród 40 tysięcy ciężko rannych, byli jedynie równi sobie ludzie, którzy pełnili funkcję „mięsa armatniego” dla realizacji celów politycznych. Dunant dostrzegł bezsens i uchybienie godności ludzkiej w dodatkowym znęcaniu się nad osobami, które o „wojnę i cierpienie nie prosiły się”.
Dunant w książce „Wspomnienie Solferino” napisał: „(…) Czyż nie należałoby życzyć sobie, aby (…) wodzowie sztuki wojennej (…) określili jakieś zasady międzynarodowe, ujęte konwencją i uświęcone, które skoro już zostaną zatwierdzone i ratyfikowane, służyłyby za podstawę stowarzyszeniom pomocy dla rannych?”. W konsekwencji tej ukształtowanej naszą cywilizacją idei, ratującej strzępy człowieczeństwa podczas wojny, powstał Czerwony Krzyż oraz liczne konwencje humanizujące zasady prowadzenia wojny, podzielone na trzy filary:
- prawo przeciwwojenne (in contra bellum): I (1899 r.) i II konwencja haska (1907 r.), Pakt Ligi Narodów (1919 r.), Traktat przeciwwojenny Brianda–Kellogga (1928 r.), Karta Narodów Zjednoczonych (1945 r.);
- prawo wojenne ograniczające swobodę doboru środków i metod konfliktu (ius in bello): deklaracja dot. wojny morskiej (1856 r.), konwencja haska (1907 r.), konwencja dot. broni konwencjonalnych wywołujących nadmierne cierpienia (1980 r.), konwencja dot. min przeciwpiechotnych (1997 r.), konwencja dublińska dot. broni kasetowej (2008 r.), ect.;
- prawo humanitarne, chroniące ofiary konfliktu, dobra kultury oraz penalizujące zbrodnie wojenne, w szczególności konwencje: haska (1907 r.); genewska (1949 r.) wraz Protokołami Dodatkowymi (1977 r.).
Co najważniejsze jednak w kontekście wypowiedzi szefa Pentagonu Pete’a Hegseth’a, zapowiadającego „no quarter”, Prawo humanitarne wykształciło pakiet konwencji oraz instrumentów międzynarodowych, odpowiedzialnych za penalizację norm społecznych, wyrażonych prawem humanitarnym i wojennym. Należy wymienić tu porozumienia dot.: Trybunałów Karnych Norymberga (1945 r.), Haga (1993 r.) oraz Arusza (1993 r.).
Być może przykład premiera Izraela Binjamina Netanjahu oraz byłego ministra obrony Jo’awa Galanta, którzy nie stawili się i nie zostali oddani przed Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) w Hadze, który wydał w listopadzie 2024 roku nakazy aresztowania pod zarzutami zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, których mieli się dopuścić w Strefie Gazy, mógłby poddawać w wątpliwość, czy Prawo wojenne i humanitarne „jest żywe”?
Nie przypadkowo jednak w toku całej publikacji odwołuję się do aksjologicznych pryncypiów i fundamentów naszej cywilizacji, która jest cywilizacją dekalogu, poszanowania godności, życia i wolności, którą USA powinny oraz mają obowiązek moralny rozumieć i stosować.
Stwierdzenie szefa Pentagonu „no quarter”, jest wydarzeniem bez precedensu.
Nie znany jest mi jakikolwiek przypadek, aby wiodący urzędnik któregokolwiek mocarstwa światowego lub jakiegokolwiek cywilizowanego kraju de facto a priori odrzucał w swojej wypowiedzi dorobek humanizmu, wyrażonego w zasadach prawa wojennego i humanitarnego.
Jeśli nawet kluczowy urzędnik USA uważa się za nietykalnego na gruncie prawa humanitarnego w świetle potęgi USA, to warto, aby odwołał się do filozoficznego fundamentu naszej cywilizacji, wynikającego z dekalogu lub np. filozoficznym imperatywie kategorycznym Immanuela Kanta („niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie”).
Wielcy tego świata wysyłają na wojny nas zwykłych ludzi i to, co się należy każdemu człowiekowi, który trafił na piekło wojny, to co najmniej elementarne poszanowanie prawa humanitarnego dla żołnierzy i cywilów podczas konfliktu zbrojnego.
USA biorą odpowiedzialność zarówno moralną, jak i wizerunkową zarówno za działania, jak i wypowiedzi własnych sojuszników oraz najwyższych rangą urzędników i muszą się ustawić albo po stronie cywilizacji chrześcijańskiej, albo muszą liczyć się ze skutkami polskiego powiedzenia, że „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”.
Ale nie o krasomówstwo i przytaczanie powiedzeń tu chodzi, lecz o poszanowanie elementarnych zasad wynikających z dorobku naszej cywilizacji, nawet, gdyby nie wszyscy na świecie wyznawali i rozumieli nasze wartości.
Tego i takiej postawy DOMAGAMY SIĘ od przedstawicieli USA jako kraj formalnie sojuszniczy.
USA powinny szybko zrozumieć, że nie ma w naszym kręgu cywilizacyjnym i kulturowym akceptacji, ani na dopuszczanie się zbrodni wojennych ani na choćby niefrasobliwe sugestie dopuszczania się zbrodni wojennych.
Jeśli Stany Zjednoczone Ameryki nie zrozumieją tego szybko i nie odetną się od polityki oraz metod i narracji Izraela, to będzie im coraz trudniej znaleźć sojuszników. Uważam, że my Polacy (jako społeczeństwo i naród), którzy doświadczyliśmy okrucieństwa ze strony Niemiec i Rosji oraz Ukrainy podczas rzezi wołyńskiej, z całą pewnością nie „przyłożymy ręki” ani do zbrodni wojennych ani do ich zapowiedzi.
Na koniec wyrażę opinię, że dwa słowa wyrażone przez przedstawiciela USA „no quarter”, wywołały więcej negatywnych skutków dla Stanów Zjednoczonych Ameryki, niż wszystkie dotychczasowe niedoskonałości komunikacji przez ostatnie miesiące, ponieważ jak w soczewce pokazują poziom emocji, braku głębszej refleksji i chłodnej głowy u liderów największego mocarstwa świata, co samo w sobie może być niebezpieczne.

