Reklama
Reklama
Świat

Przeżyliście kolejny koniec świata? Czas na TACO w menu

Świat kończył się nam już tyle razy, że powoli trudno nadążyć za kolejnymi apokalipsami. Dorastaliśmy w epoce przepowiedni, które miały zmieść nas z powierzchni ziemi. Tymczasem wciąż tu jesteśmy, za to nasze nerwy i portfele regularnie przechodzą stres-testy. Każde „ostateczne” zagrożenie okazuje się tylko kolejną rundą w grze, w której ktoś zawsze traci, a ktoś inny – całkiem nieźle zarabia.

Michał Pogoda
Felieton autorstwa: Michał Pogoda
Wczoraj 15:18
5 min
Koniec Świata, Wielkopolskie. (fot. Tomasz Wos / Shutterstock)

Reklama

TYLKO NA

Jeśli nic w życiu nie wyszło Wam tak jak włosy, to znaczy, że jesteśmy w podobnym wieku. Przez ponad cztery dekady przeżyłem szereg końców świata, których byłem mniej lub bardziej świadom. Apogeum, że użyję tego słowa, przypadło na przełom wieków. Informacje o zbliżającym się armagedonie były wtedy tak powszechne jak Nokia 3310, co odcisnęło na nas, urodzonych po stanie wojennym, znaczące piętno.


Reklama

Gdy nie chciało się nam czegoś robić, filozoficznie podważaliśmy sens wykonywania danej czynności prostym: „i tak zaraz wszyscy zginiemy”. Gdy okazało się, że kolejny kalendarz, mag, wróżka czy inny meteoryt nie mają najmniejszej ochoty unicestwić życia na naszej planecie, chcąc nie chcąc musieliśmy zakończyć beztroską prokrastynację i wziąć się do roboty.

Kolejne kryzysy

Łatwo nie było – jak mawiają, biednemu zawsze wiatr w oczy. Przetrwaliśmy zatem największy kryzys finansowy w historii, który długo i namiętnie wywoływaliśmy, wydając nie swoje pieniądze i sztucznie zawyżając cenę dowolnej nieruchomości. Był to rodzaj finansowej apokalipsy, z którą nie każdy umiał sobie poradzić. Jak tu nie jechać dwa razy w roku na zagraniczne wakacje? Weekend bez sushi? Kostucha czaiła się w niejednym portfelu.


Reklama

Gdy część z nas spłaciła nareszcie karty kredytowe w stopniu pozwalającym na zakup Thermomixa na raty, pojawiło się nowe, tym razem biologiczne zagrożenie. Najsłynniejsza choroba świata uderzyła z mocą masowych lockdownów, zmuszając nas do spędzania czasu z rodziną. Co zaowocowało masowymi pozwami o rozwód i sprzeczkami o to, kto zabiera, a kto spłaca Thermomix. Obowiązkowe maseczki, godziny dla seniorów, w trakcie których nie można było kupić awokado — wszystko to sprawiło, że nasze życie stało się szare. Wręcz nieznośne.


Reklama

I gdy po raz kolejny próbowaliśmy stanąć na nogi, ciesząc się upragnioną wolnością, jak zły omen do władzy powrócił Donald TACO. I nie, nie chodzi tu o popularne meksykańskie jedzenie! Nic z tych rzeczy. Prezydent USA znany jest ze swojej niechęci do południowych sąsiadów. TACO w wolnym tłumaczeniu oznacza: Trump się zawsze wykpi, czego dowodem może być chociażby polityka celna jego administracji czy szeroko dyskutowana aneksja Grenlandii.

TACO to również nazwa popularnej strategii rodem z Wall Street. Wystarczy, że pan prezydent podzieli się złotą myślą ze światem w jedynych prawdziwych mediach społecznościowych, a wartość akcji określonych spółek leci na łeb na szyję. W tym czasie grupa dżentelmenów cierpiąca na zupełnie przypadkowy nadmiar gotówki skupuje te, wydawałoby się nic niewarte papiery i zaczyna się magia.

Katastrofa smoleńska. Gdy pęknięcie zamieniło się w most – na chwilę


Reklama

Przywódca wolnego świata nagle, w akcie łaski, zmienia zdanie, ratując nas przed kolejną klęską, końcem świata i całą resztą. Wartość pikujących przed chwilą akcji błyskawicznie rośnie. A dżentelmeni cierpiący na nadmiar gotówki sprzedają nabyte wcześniej papiery wartościowe ze sporym zyskiem, co — jak mniemam — tylko pogłębia ich katusze.


Reklama

Mechanizmy strachu a reakcja rynków

Mechanizm z założenia jest dość prosty: należy wywołać w społeczeństwie niepewność, najlepiej strach, tak aby rynki szybko zareagowały. Wprowadzi cła czy nie wprowadzi? Jak to się przełoży na naszą sytuację finansową i dlaczego nie kupię nowiutkiego iPhone’a po premierze? Wszystko, co może wyrwać nas z przyjemnego konsumenckiego kokonu, staje się zagrożeniem. A skoro coś nam grozi, to powinniśmy o tym głośno mówić.

Nie żyjemy przecież w dyktaturze, choć właśnie tak najlepiej przedstawiać rządy tych, którzy akurat nam nie pasują. Głośno krzyczeć, manifestować i udowadniać na wszelkie możliwe, przewidziane w krajach demokratycznych sposoby, że nasza wolność właśnie się skończyła. Wtedy dżentelmeni cierpiący na nadmiar gotówki będą konać w agonii, dławiąc się łatwo zarobionym pieniądzem.

Otyłość w Polsce. Skala problemu i konsekwencje społeczne


Reklama

Nie wierzycie? Dzień po domniemanym „zniszczeniu cywilizacji”, odczytanym przez niektórych jako zapowiedź apokaliptycznej wojny atomowej, wydajność Dow Jones Industrial Average wzrosła o 1325 punktów (2,85 proc.), i był to jeden z największych dziennych wzrostów od kwietnia 2025 roku. Wyraźnie wzrosły również S&P 500 i Nasdaq Composite. Tłumacząc z polskiego na nasze: gdybyście we wtorek 7 kwietnia, gdy cień Jeźdźców Apokalipsy stawał się coraz groźniejszy, nabyli akcje dajmy na to United Airlines, to w środę 8 kwietnia moglibyście je spokojnie sprzedać z trzynastoprocentowym zyskiem. Wszystko absolutnie legalnie.

Jak widać, wróżenie końca świata może być bardzo opłacalne — dla niektórych, niekoniecznie tych głośno krzyczących. Oby do następnego! Obyśmy i my zaczęli cierpieć na nadmiar gotówki. Czego sobie i Wam serdecznie życzę.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Michał Pogoda
Michał PogodaPiszę o wielkich sprawach w skali mikro, na ogół z przymrużeniem oka. O tym, jaki wpływ na jednostkę wywierają biznes, technologia, kultura i nauka - autor zewnętrzny