Rosja nie byłaby w stanie prowadzić wojny z Ukrainą przez tyle lat, gdyby nie wsparcie logistyczne i wszelkie inne ze strony Chin.
Ukraina nie byłaby w stanie stawiać oporu, gdyby nie wsparcie finansowe i dostawy broni z USA.
Kiedy Trump zostawił Ukrainę własnemu losowi, ta okazała się zdolna do skutecznej walki z rosyjską agresją. A ciężar dalszego wspierania Ukrainy wzięły na siebie państwa europejskie. Trump pojechał do Chin, żeby poukładać relacje. Po przegranej wojnie z Iranem jego pozycja osłabła do tego stopnia, że nie upierał się przy obronie Tajwanu, a nawet nazwał Tajwan żetonem w grze z Chinami. Jako gest dobrej woli opóźnił dozbrojenie wyspy i po ostrym ostrzeżeniu ze strony Xi Jinpinga nie forsował w rozmowach tematu Tajwanu. Skończyło się na enigmatycznych uzgodnieniach co do wymiany handlowej.
Polityczny przyczółek
Amerykańska strategia wojskowa wobec Chin nie wyklucza ataku na Państwo Środka, zwłaszcza gdyby Chiny chciały przemocą wcielić Tajwan do „macierzy”. Chińczycy jednak, w odróżnieniu od Amerykanów, są dalecy od stosowania „dyplomacji kanonierek”.
Z kolei przywódca chiński wygłosił pod adresem Trumpa przestrogę, polegającą na tym, że gdy jedno imperium upada, a drugie rośnie w siłę, istnieje niebezpieczeństwo konfliktu zbrojnego. Chiny zamierzają prześcignąć Amerykę ekonomicznie, a nie zbrojnie, choć na wszelki wypadek zbroją się coraz bardziej.
Jednym z kluczy do przywództwa jest właśnie Tajwan ze swym quasi-monopolem na wytwarzanie półprzewodników. Trump próbuje nakłonić Tajwańczyków, aby przenieśli swoją produkcję do USA. Tajwańczycy się nie kwapią, bo właśnie ten ich monopol daje Amerykanom powody, by bronić wyspy przed inwazją z kontynentu. Chińczycy z kolei stosują metodę wchłaniania przez dyplomację i budowanie przyczółka politycznego na wyspie.
Język amerykańskiego przywódcy wobec Chin, głównego konkurenta Ameryki do globalnej dominacji, nie jest już tak hardy. Po przegranej wojnie handlowej, kiedy to Chiny podnosiły cła na amerykańskie towary proporcjonalnie do ceł nakładanych przez Amerykanów, aż handel między oboma krajami musiał ustać. I to Trump nie wytrzymał i odpuścił – normalnie Amerykanie sięgnęliby po swój główny i już prawie jedyny atut, siłę zbrojną. Ale nie sięgnęli.
Zaraz po wizycie Trumpa w Chinach przyjedzie tam Putin. Będzie chciał umocnić sojusz z Chinami w ramach współpracy na rzecz świata wielobiegunowego i prosić o zrealizowanie projektu budowy gazociągu Siła Syberii 2. W ten sposób zapewniłby sobie uzależnienie Chin od dostaw rosyjskiego gazu, ale i zapewnił stałe, wielkie dochody potrzebne na kontynuowanie kosztownej wojny z Ukrainą.
Trump próbował zapewnić sobie względy Putina i odciągnięcie go od współpracy ze swoim głównym konkurentem, Chinami, żądając od Zełenskiego, by oddał Donbas bez walki. W tym samym celu zabraniał, a wręcz uniemożliwiał Ukrainie atakowanie Rosji w głębi kraju amerykańskim sprzętem wojskowym.
Teraz jednak, gdy Ukraińcy przełamali ten opór, bo dysponują wyprodukowaną przez siebie bronią w postaci dronów dalekiego zasięgu, Trump nie jest już w stanie chronić Rosji przed nalotami na Moskwę. Choć ostatnio wymusił na Zełenskim zawieszenie broni, żeby mogła się odbyć skromna defilada z okazji Dnia Zwycięstwa.
Wizyta Putina w Pekinie przekreśli chyba rachuby Jankesów na przeciągnięcie Rosji na stronę USA. Współpraca Chin i Rosji jest niesymetryczna i Chińczycy osiągają nieproporcjonalnie większe korzyści, które zwiększają ich przewagę nad USA.
Nieatrakcyjna Europa
Tymczasem Europa, a konkretnie Unia Europejska, wciąż jeszcze nie chce się rozstać z marzeniem o bezpieczeństwie, jakie przez lata powojenne gwarantowały jej Stany Zjednoczone. Niestety nie tylko Ukraina, ale w ogóle Europa przestała być dla Trumpa atrakcyjna. Przez handlowo kalkulującego prezydenta USA jest traktowana najwyżej jako konkurencja rynkowa, dlatego robi on wiele, by UE podzielić i zniszczyć.
Liderem oporu wobec bezwzględnej dominacji USA i jego wojennych zapędów jest premier Hiszpanii Pedro Sánchez. Hiszpanie są najbardziej antywojennie nastawionym społeczeństwem Europy. Werbalny sprzeciw Sáncheza wobec amerykańskiego militaryzmu, a zwłaszcza wojny z Iranem, nie jest pewnie tak ważny jak jego polityczna agenda wewnątrz Hiszpanii.
Zwiększył o 61 proc. płacę minimalną. Zwiększył gwarancje zatrudnienia, zalegalizował pobyt ogromnej liczby imigrantów, kazał ekshumować i rehabilitować 150 tys. ofiar frankizmu. Jego postępowe, lewicowe na wskroś rządy przyniosły krajowi nienotowany od dawna wzrost gospodarczy. W 2025 roku PKB Hiszpanii odnotowało wzrost rzędu 2,8 proc., dzięki czemu kraj ten stał się jednym z najszybciej rozwijających się na zachodzie.
Sánchez udowadnia, że programy: socjalny, propracowniczy i proimigrancki mogą dać znakomite rezultaty ekonomiczne.
Koniec wolnego internetu w Rosji? Telegram i nowe blokady sieci
W miarę jak Europa orientuje się, że USA jej w razie czego nie pomogą, zaczyna kontestować imperializm Trumpa. W świecie coraz bardziej wielobiegunowym USA, które zlikwidowały program amerykańskiej agencji pomocy międzynarodowej USAID, co może doprowadzić do śmierci 14 mln osób do 2030 r., przestają się kojarzyć z Wujkiem Samem. To, że już niczego nie udają i kierują się wyłącznie egoizmem, a dążą do swoich celów przemocą, łamiąc reguły prawa międzynarodowego, sprawia, że tracą przywództwo polityczne. Wujek Sam umarł.

