Trwa postępowanie przed Sądem Okręgowym w Krakowie. Janusz Szymik domaga się od krakowskiej kurii i parafii w Międzybrodziu Bialskim 20 mln zł za przestępstwa seksualne, jakich dopuścił się wobec niego ks. Jan W.
Do tych wydarzeń dochodziło w latach 1984-1989. W 1984 r. Szymik miał 12 lat. Archidiecezja Krakowska i parafia mają odpowiadać za te czyny jako zwierzchnicy sprawcy.
Świadkiem w sprawie jest kard. Stanisław Dziwisz. Pełnomocnicy Szymika uważają, że hierarcha mógł wiedzieć o działaniach Jana W., ponieważ dostawał sygnały z prośbą o interwencję od ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.
Weto prezydenta wywołało spór. Jezuita krytykuje decyzję Nawrockiego
Sąd chciał przesłuchać byłego ordynariusza krakowskiego kościoła już dwukrotnie. W czerwcu kardynał tłumaczył nieobecność swoim stanem zdrowia i przedstawił zwolnienie od lekarza.
W ubiegłym tygodniu powodem nieobecności był urlop duchownego i wyjazd do Watykanu.
W międzyczasie – jak przekazała sędzia Monika Szczepaniec-Czech – do sądu wpłynęło pismo, w którym kardynał Dziwisz wskazał, że nie ma wiedzy w tej sprawie, a w latach 1978-2004 przebywał w Rzymie.
Powołując się na swój wiek i stan zdrowia oraz zalecenia lekarzy, napisał, że nie może brać udziału w czynnościach wywołujących u niego stres, a także poprosił o niewzywanie go więcej do sądu.
Sąd czeka na zaświadczenie lekarza sądowego, który to potwierdzi.
Jeżeli tak się stanie, wówczas sąd będzie mógł go przesłuchać w miejscu zamieszkania. W przeciwnym razie może nałożyć grzywnę lub zdecydować o zarządzeniu przymusowego doprowadzenia.
Kolejny termin wyznaczono zatem na poniedziałek, 3 sierpnia.
W punkt księże kardynale!
W środę jednak kardynał Dziwisz pojawił się... na Podhalu.
– Kościół pragnie jeszcze bardziej czerpać z pokładów mądrości i wrażliwości kobiet, z ich charyzmatów, by docierać z Dobrą Nowiną do dzisiejszego świata, w którym panuje tyle przemocy, niewrażliwości na los człowieka, ale także obojętności na najważniejsze sprawy Boże – mówił w kazaniu podczas odpustu ku czci św. Marii Magdaleny w Poroninie.
W punkt księże kardynale! Jak widać kościelni hierarchowie jednak są zdolni do samokrytyki. Analiza rzeczywistości okazała niemal bezbłędna, bo i rzeczywiście dowodów na „niewrażliwość na los człowieka” nie brakuje, a dostarcza ich sam kard. Dziwisz.
Ignoruje nie tylko ofiarę, ale i fakty
Pytanie, czy w dostarczonym do sądu zaświadczeniu lekarskim jest mowa o problemach ze wzrokiem, bo kard. Dziwisz swoimi działaniami pokazuje, że nie dostrzega już nie tylko osoby tak boleśnie skrzywdzonej kilkadziesiąt lat temu przez kościół – co w dyskursie dorobiło się terminu „dokrzywdzanie” – ale także pozostaje obojętny wobec faktów.
Biskup Ważny o skandalach w Kościele: To nie jest czas na odwracanie oczu i obronę instytucji
W piśmie skierowanym do sądu tłumaczy, że w latach 1978-2004 przebywał na stałe w Watykanie.
Rola Dziwisza jako świadka polega jednak na tym, że w 2012 r. otrzymał on od nieżyjącego już ks. Isakowicza-Zaleskiego informacje, w tym list znajdujący się w kurialnym archiwum, o krzywdzie wobec Janusza Szymika.
Według Isakowicza-Zaleskiego kardynał miał przyjąć od niego bezpośrednio te informacje i obiecać dalsze działania.
Dziwisz zaprzeczał faktowi takiego spotkania aż do momentu... odnalezienia listu. Potem o całej historii sobie przypomniał.
Biorąc pod uwagę dorobek kardynała Dziwisza, można śmiało stwierdzić, że to człowiek-instytucja. Mało kto bardziej uosabia korporacyjną, hierarchiczną i miejmy nadzieję powoli już przemijającą twarz kościoła cieszącego się nad Wisłą nietykalnością.
Próba przeczekania, lekceważenie, wykorzystywanie wszystkich dostępnych procedur do opóźnienia niekorzystnego rozwiązania i doprowadzenia do zmęczenia lub zniechęcenia drugiej strony – to wachlarz rozwiązań stosowanych wobec zwykłych ludzi przez wielki biznes, korporacje i instytucje, które mają coś na sumieniu.
A może – cytując jeden z komentarzy znalezionych w internecie – osoba, która przez lata była najbliżej św. Jana Pawła II i całe życie poświeciła kościołowi uważa, że już nie jest zobowiązaną do stawiennictwa przed sądem „osobą fizyczną”, tylko „osobą duchową”, wymykająca się zobowiązaniom wynikającym z prawa cywilnego?
Kino a może basen? Urzędnicy uczyli się, co robić z pustymi kościołami
Być może to w tej sprawie kwestia trzeciorzędna, ale duchowny stawia w bardzo trudnej sytuacji także polskie państwo i wymiar sprawiedliwości.
W przypadku niepotwierdzenia przez lekarza sądowego, że stan zdrowia kardynała wyklucza możliwość jego przybycia do sądu, prowadzący sprawę sędzia będzie musiał zdecydować, czy wydać zgodę na doprowadzenie zaawansowanego wiekowo hierarchy siłą i rozbudzić w ten sposób emocje społeczne u jednych, czy też ulec i podważyć zasadę równości wobec prawa, deprymując przy tym pozostałych.
Na osobną ocenę zasługuje z kolei fakt, że większym źródłem stresu dla kardynała – które ma unikać – jest przesłuchanie w charakterze świadka niż zwlekanie, odkładanie i wykręcanie się od odpowiedzialności wobec osoby skrzywdzonej i naznaczonej na całe życie w wieku 12 lat.
Sprawa Janusza Szymika
W 2025 r. Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej przyznał mężczyźnie 400 tys. zł zadośćuczynienia od Diecezji Bielsko-Żywieckiej za brak reakcji na doniesienia o nadużyciach seksualnych. Sąd nie miał wątpliwości, że Szymik „został wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez proboszcza”.
Uznał jednocześnie, że za winę księdza nie ponosi odpowiedzialności Diecezja Bielsko-Żywiecka, powstała dopiero w 1992 r., lecz Archidiecezja Krakowska, ponieważ to jej podwładnym był wówczas międzybrodzki proboszcz.
Szymik w przeszłości był ministrantem. Jak wskazywał, po raz pierwszy został skrzywdzony przez ks. Jana W., ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim, gdy miał 12 lat. Po powstaniu diecezji bielsko-żywieckiej w 1992 r. Szymik opowiedział o wszystkim jej ordynariuszowi, bp. Tadeuszowi Rakoczemu. Pozostało to bez echa.
Działania Kościół bielsko-żywiecki podjął dopiero w 2014 r., gdy nowym ordynariuszem został bp Roman Pindel. Doszło wtedy do procesu kanonicznego, w którego trakcie ks. Jan W. przyznał się do współżycia z nieletnim. Wówczas został zawieszony, a potem ukarany przez Kościół.
Pełnomocnicy starają się, by także były ksiądz Jan W. był świadkiem w procesie Janusza Szymika. Nie jest jednak znane miejsce jego pobytu. Wezwanie skierowano m.in. do jednego z klasztorów. W środę sąd poinformował, że pod tym adresem nie zostało ono odebrane.

