Reklama
Kultura

Nie pomylcie „Lalki”! Ekranizacje mogą namieszać uczniom w głowach

W tym roku uczniowie dostają wyjątkowo podchwytliwe zadanie. „Lalka” jest wszędzie: w kinach, na Netflixie i na listach lektur. Problem w tym, że tylko jedna z tych „Lalek” może pomóc zdać sprawdzian bez przykrych niespodzianek – pisze dla Zero.pl krytyk filmowy Łukasz Adamski.

Łukasz Adamski
Opinia autorstwa: Łukasz Adamski
Dzisiaj 16:40
7 min
Tomasz Schuchardt i Sandra Drzymalska jako Wokulski i Łęcka w netflixowej „Lalce” – serialu, który maturzystom nie powinien zastąpić lektury (fot. Instagram / Netflix)
TYLKO NA

„Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” – takim hasłem dystrybutor Velvet Spoon reklamuje wprowadzany do kin 30 września horror „Lalka”. W tym samym dniu w kinach debiutuje „Lalka” Macieja Kawalskiego z Marcinem Dorocińskim w roli Stanisława Wokulskiego i Kamilą Urzędowską w roli Izabeli Łęckiej. Jestem ciekaw, czy znajdzie się wycieczka szkolna, która przez przypadek wejdzie do sali kinowej, gdzie na ekranie będzie ganiająca za swoimi ofiarami po lesie upiorna lalka, zamiast polskiego kupca uganiającego się za arystokratką. To byłby dla maturzystów zabawny i niegroźny psikus. Gorzej, jeżeli uznają, że do egzaminu dojrzałości wystarczy im seans „Lalki” z Netflixa. Nie pomyl „Lalki”, maturzysto!

Wokulski za krzakiem, Łęcka w redakcji. Recenzujemy netfliksową „Lalkę”

Najpierw serial

Żeby było jasne – jestem fanem netflixowej „Lalki” w reżyserii Pawła Maślony. Uważam, że ta adaptacja motywów powieści Bolesława Prusa jest bezczelnie odważną produkcją, nakręconą przez jednego z najzdolniejszych polskich reżyserów. Napisana przez Pawła Demirskiego, Jagodę Dudkiewicz i Pawła Maślonę opowieść o toksycznej miłości odrzuconego przez arystokrację kupca Stanisława Wokulskiego (Tomasz Schuchardt) do pochodzącej ze zubożałej arystokracji Izabeli Łęckiej (Sandra Drzymalska) jest kawałkiem pierwszorzędnie zrealizowanego kina (zdjęcia, kostiumy, scenografia zacnie wyglądałyby też na dużym kinowym ekranie).

Paweł Maślona lubi w swoim kinie robić wycieczki do najróżniejszych zakamarków gatunkowych, czego najlepszym dowodem jest jego kościuszkowski western „Kos”. W „Lalce” znajdziemy odniesienia zarówno do „Niebezpiecznych związków” Stephena Frearsa z Johnem Malkovichem i Glenn Close, gdzie degeneracja moralna i etyczna francuskiej arystokracji została pokazana w równie wysublimowany, co bezwzględny sposób, jak i do kina kostiumowych wariacji Guya Ritchiego („Sherlock Holmes”). Pod tym kątem „Lalka” jest brawurowa. Po kinowej premierze „Lalki” Kawalskiego zaczną się też porównania ról kochanych przez masowego widza aktorów i aktorek, które wcielają się w te same postacie. Widziałem już wersję Kawalskiego i zapewniam, że te porównania będą przepyszne.

Reklama
Reklama

Emmy 2026. Gdzie obejrzeć nagrodzone hity?

Te zestawienia może znajdą swoje miejsce w polskich liceach. Znajdą? Tylko jeżeli nauczyciel języka polskiego będzie miał otwartą, a nie zakutą jak arystokraci u Prusa, głowę.

Potem film

Nie będzie złamaniem embarga na recenzję, jeśli napiszę, że polscy licealiści powinni swoją wiedzę o powieści Prusa bardziej czerpać z filmu z Dorocińskim. Tyle że może okazać się, iż powszechny dostęp do Netflixa przeważy nad chęcią wybrania się do kina. Nawet w ramach obowiązkowej wycieczki szkolnej. Co wtedy? Ano wtedy polski licealista może być równie zaintrygowany, co skonfundowany, gdy na klasówce albo podczas matury zobaczy, że wiedza czerpana z wersji Maślony dała mu pałę. Budowanie swojej wiedzy o najważniejszym dziele Prusa na podstawie serialu Netflixa to jak przekonanie, że naziści przegrali wojnę po zamachu w paryskim kinie, którego w „Bękartach wojny” Quentina Tarantino dokonała mściwa gromada Żydów pod batutą Brada Pitta.

Nie chodzi tylko o to, że postacie w netflixowej „Lalce” piją, ćpają, bluzgają, gwałcą i nawet się brutalnie zabijają. To są tylko ozdobniki (ja je kupuję z całym dobrodziejstwem inwentarza) czegoś znacznie ważniejszego. Netflix reklamuje swój serial jako dzieło oparte na motywach powieści Prusa.

Wersja Maślony reinterpretuje opowieść o miłości Wokulskiego do Łęckiej i całkowicie zmienia jej wymowę. Absurdalnie skostniały i nadal pruski system polskiej edukacji nie opiera się na promocji ożywczych i własnych interpretacji wielkiej klasyki literatury, więc radykalna zmiana percepcji Izabeli Łęckiej może być dla licealistów nie lada wyzwaniem poznawczym. Innymi słowy, mogą mieć po seansie i prawilnych lekcjach o Prusie niezłego mindfucka.

Reklama
Reklama

Łęcka w wykonaniu Sandry Drzymalskiej nie jest ani bierną laleczką, którą otoczenie przesuwa po planszy, ani też nie jest wyłącznie zepsutą arystokratką bawiącą się sercem pogardzanego przez jej otoczenie bogatego kupca Wokulskiego. Łęcka to ambitna i bystra kobieta pragnąca być emancypantką. A więc współczesna feministka? Nie, bo twórcy w inteligentny sposób wdrukowują w „Lalkę” motywy z „Emancypantek” tegoż samego Prusa, ale też umieszczają w opowieści ikoniczną pisarkę tamtego okresu, Elizę Orzeszkową (Agnieszka Grochowska). W wizji twórców serialu kieruje ona kobiecym pismem „Bluszcz”, które powstało w 1865 r. To szalenie intrygujące i ożywcze, ale też zupełnie oderwane od faktów historycznych pomieszanie wątków.

Ostatnie „Kuce z Bronksu”. Koniec kultowej serii

Głównym motywem netflixowej „Lalki” jest nie tyle miłość Wokulskiego do Łęckiej, ile pragnienie obojga bohaterów wejścia do klasy społecznej, która ich odrzuca. O ile w przypadku pogardzanego i jednocześnie wykorzystywanego przez arystokratów Wokulskiego nie jest to sprzeczne z Prusem, o tyle już w przypadku Łęckiej jest to zmiana radykalna wobec jego dzieła. Dowiadujemy się, że Łęcka jest progresywna, bo w duchu liberalizmu i oświecenia wychował ją ojciec Tomasz (czarująco szarżujący Jacek Braciak), który nie jest wyłącznie zbankrutowanym pozerem, ale postacią niemal wyjętą z Szekspira.

Reklama
Reklama

To czuły ojciec zgnieciony przez system. Świadomy swoich szachrajstw i machlojek, a nie żyjący w wygodnej iluzji i poczuciu wyższości upadły arystokrata. Również najbliższy przyjaciel Wokulskiego, Rzecki (Dariusz Chojnacki), ma zupełnie inny wymiar. Nie jest subtelnym i pełnym melancholii kompasem moralnym Stanisława, ale pełnym wigoru przybocznym, który zakochuje się w byłej prostytutce Mariannie (Maria Kania). Swoją drogą, poczekajcie, aż zobaczycie, jak tę rolę ujął Marek Kondrat w kinowym filmie.

Powrót Monty Pythona? Cleese ujawnia kulisy konfliktu

Finał może zaskoczyć

To tylko najbardziej rzucające się w oczy zmiany w „Lalce” względem oryginału literackiego. Finał serialu jest już zupełnie odjechaną wariacją, która pokazuje, że można z takiego ultraklasyka, jak Prus, zrobić coś świeżego, nowatorskiego i perfekcyjnie popkulturowego. „To takie zadanie na szóstkę, ale znajcie pierwowzór, by wiedzieć, jak daleko od niego odeszliśmy” – mówił reżyser w jednym z wywiadów. Pełna zgoda. Filmowo jego serial jest na solidną piątkę (w skali ocen szkolnych).

Mięsiste role charyzmatycznego Schuchardta i magnetycznie niejednoznacznej Drzymalskiej, kilka świetnych epizodów na czele z Piotrem Adamczykiem (mającym wszystkie najgorsze cechy narodowe Krzeszowskim) i wątek klasowy (uprzywilejowana arystokracja vs. prekariat), który rezonuje szczególnie mocno w czasach, gdy młodzi ludzie zastanawiają się, czy kiedykolwiek będzie ich stać na własne mieszkanie. To wszystko powoduje, że „Lalka” Netflixa będzie pewnie bliska serca większości nastolatków wychowanych w dzisiejszej kulturze popularnej. No ale jest jeszcze egzamin, który trzeba zdać. Do kina więc będzie trzeba iść.

Źródło: Zero.pl
Łukasz Adamski
Łukasz AdamskiKrytyk filmowy i publicysta, związany Polskim Radiem Olsztyn, Interia.pl i „Rzeczpospolitą”. Laureat nagrody Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej za krytykę filmową. Przez kilka lat prowadził programy, audycje filmowe i studia festiwalowe w TVP Kultura. Wieloletni ekspert PISF, autor licznych wywiadów z twórcami z Polski i Hollywood - autor zewnętrzny