Rymy, pętle, powidoki, wszystko wszędzie naraz. Jeśli miarą dojrzałości rodzimej popkultury nie jest fakt, że w 2026 r. o naszą uwagę rywalizują aż dwie adaptacje „Lalki” Bolesława Prusa, to nie wiem, co nią jest. Może jedynie to, że sprawa obsady sequela „Nigdy w życiu” będzie niedługo procedowana w Sejmie.
Przed laty „Lalki” też chodziły parami. Z tą różnicą, że wersja wielkiego surrealisty Wojciecha Jerzego Hasa wyprzedzała tę zgrzebną, serialową w reżyserii Ryszarda Bera o dobrą dekadę. Dziś to serial – nieznacznie, ale jednak – wyprzedza kino. I dobrze. Lepiej zacząć od elektrowstrząsów, a dopiero potem rozkoszować się popołudniową herbatką.
Czy „Lalka” była dobrym wyborem do rozprawki? Polonista tłumaczy
Kobieta-„Bluszcz”
Przerażonych kierunkiem, który przed premierą serialu obrał marketing Netfliksa, uspokajam. Pomimo krzykliwych plakatów kapitalizujących popularność konkursu na młodzieżowe słowo roku, „Lalka” Pawła Maślony nie jest ani opowieścią o „daddy issues”, ani o „klasycznych toy boyach”, ani nawet o oślizgłym „creepie”, czającym się na „ricz bicz”. A jeśli jest, to nie wyciąga tych wątków ze sztambucha kultury woke, tylko destyluje je bezpośrednio z prozy Prusa.
Weźmy Stanisława Wokulskiego (w tej roli Dawno-Niewidziany-Tomasz Schuchardt) – byłego powstańca i współczesnego przedsiębiorcę, o którym w szkole mówili, że to na poły pozytywista, a na poły romantyk. No i faktycznie. Jeśli zmrużymy oczy, facet przypomina trochę „marzyciela, średniowiecznego trubadura, który wymyka się do lasu, ażeby wzdychać i wypatrywać zeszłotygodniowych śladów jej stóp”.
Jednocześnie scenarzyści każą mu dość ostentacyjnie obnosić się ze swoim pragmatyzmem. A także nieco subtelniej maskować buzującą za kamiennym obliczem frustrację. Postawiony przed takim zadaniem, Schuchardt odstawia peleton rodzimych aktorów o parę kilometrów.
Mówiąc krótko, „Wokulski Netfliksa” niby czai się za krzakiem i czyha na swoją wybrankę, ale nie oblizuje warg i nie rozmasowuje dłoni. Jego wątpliwa moralnie taktyka uwodzenia to w gruncie rzeczy manifestacja klasowego resentymentu – „Lalka”, przynajmniej w moim słowniku, jest opowieścią właśnie o tym.
W dalszej części serialu Wokulski otrzymuje zresztą szansę na odkupienie, której Prus nigdy mu nie podarował. Pewnie dlatego, że nie żył i nie tworzył w świecie, w którym „osobowość narcystyczna” to przestępstwo, za które płaci się na stryczku w mediach społecznościowych.

Tomasz Schuchardt (Stanisław Wokulski) i Sandra Drzymalska (Izabela Łęcka) w serialu „Lalka”, reż. Paweł Maślona, prod. Netflix / Akson Studio, 2026 (fot. materiały prasowe)
Weźmy zubożałą arystokratkę Izabelę Łęcką (Sandra Drzymalska), która powinna walczyć o łyk powietrza w ciasnym gorsecie i obdarowywać absztyfikantów spojrzeniem pełnym fascynacji i pogardy. „Netfliksowa Łęcka” robi wszystkie te rzeczy. Zaczyna jednak traktować je niczym emancypacyjny oręż dopiero wtedy, gdy na jej drodze staje… Eliza Orzeszkowa (Agnieszka Grochowska).
Autorka „Nad Niemnem” oraz redaktorka słynnego feministycznego magazynu „Bluszcz” pojawia się w serialu trochę jak Doktor Strange w filmie o przygodach Spider-Mana – znikąd, ale dobrze wiadomo, po co. W Łęckiej dostrzega odklejone od rzeczywistości dziecko, któremu trzeba wytłumaczyć świat.
Łęcka tupie nóżką, grymasi, plecie intrygi i lamentuje nad upadkiem starego ładu. Drzymalska gra ją przy użyciu tylu wariantów ekspresji rozwydrzonego bachora, że momentami chce się wstać z kanapy i bić brawo. O wiele łatwiej dzięki temu uwierzyć w jej przemianę – nawet jeśli rzeczona przemiana jest daniną złożoną na ołtarzu współczesnej wrażliwości.
Weźmy Ignacego Rzeckiego (Dariusz Chojnacki), Kazimierę Wąsowską (Magdalena Cielecka), Florentynę (Julia Wyszyńska), naukowca Juliana Ochockiego (Mateusz Król), barona Krzeszowskiego (Piotr Adamczyk)… Niemal każda postać jest tu drobnym eksperymentem – funkcjonuje dzięki delikatnym fabularnym przewrotkom, przesunięciom powieściowych akcentów oraz intrygującemu pytaniu: „A co by było, gdyby…?”.
W najgorszym wypadku prowadzi to do zamachu na znacznie ciekawszych literackich bohaterów. Przykładowo subiekt Rzecki, uwieszony na ramieniu Wokulskiego z zestawem dobrych rad, przywodzi raczej na myśl doktora Watsona z opowieści o Sherlocku Holmesie niż figurę autorytetu ze świata dawnych wartości.
W najlepszym wypadku scenarzyści i aktorzy zapraszają swoich bohaterów na historyczno-literacki plac zabaw. Nie mam pojęcia, co musiałby zrobić Andrzej Seweryn w kinowej wersji „Lalki”, żeby przebić popisy Jacka Braciaka w roli patriarchy rodu Łęckich. Wiem natomiast, że dawno nie widziałem jaskrawszego i bardziej intrygującego symbolu upadającej arystokracji.
Bez spojlerów!
Stojący za kamerą Paweł Maślona ma w dorobku filmy o Polsce dawnej („Kos”) i współczesnej („Atak paniki”). Zazwyczaj jednak jest to Polska w stanie chaosu, zamieszkała przez ludzi targanych sprzecznymi impulsami, rozszarpywana kawałek po kawałku w imię prywatnych interesów. „Lalka”, ze swoją XIX-wieczną Warszawą jako bulgoczącym na wolnym ogniu tyglem kultur oraz ideologii, wydaje się naturalnym przedłużeniem tych fascynacji.
Katarzyna Bonda: „Zło wchodzi mi pod skórę, sprawia, że choruję”. Wywiad dla Zero.pl
Bohaterowie robią z grubsza to, co przykazał im Prus. Wokulski wraca z obczyzny i pomnaża majątek. Łęcka chwyta się brzytwy, żeby ratować szlacheckie przywileje. Ochocki kombinuje, jak zmienić świat. A baron Krzeszowski złowrogo podkręca wąs. Scenariopisarski tercet Paweł Maślona – Paweł Demirski – Jagoda Dutkiewicz trzyma jednak dłonie na zwrotnicy. Żongluje perspektywami, wypuszcza nas w ślepe uliczki, przenosi punkty ciężkości.

Julia Wyszyńska (Florentyna), Jacek Braciak (Tomasz Łęcki) i Sandra Drzymalska (Izabela Łęcka) w serialu „Lalka”, reż. Paweł Maślona, prod. Netflix / Akson Studio, 2026 (fot. materiały prasowe)
Przyszło mi do głowy zdanie „więcej nie zdradzę”, co jest pewnie największym komplementem pod adresem nowej „Lalki”. Prusa znamy, przynajmniej w teorii, na pamięć. W praktyce jednak lubimy ustawiać go na koturnach tak wysokich, że z dołu widać jedynie powiewający płaszcz.
To stąd przekonanie, że klasykę tego formatu trzeba adaptować albo wiernie, albo wcale. I stąd efekt Mandeli w postaci fascynacji „szacowną” i „konserwatywną” wersją Hasa. Gdyby ktoś obejrzał ją dziś, odkryłby z przerażeniem, że jest to wizja cokolwiek narkotyczna. Warszawa to w niej labirynt bez wyjścia, Wokulski jest skończonym cynikiem, a Łęcka – pomiotem Szatana.
Połowa historii
„Lalka” Maślony nie jest ani tak mroczna, ani tak wywrotowa. Nawet jeśli chodzi o sam język kina kostiumowego, pozostaje dość zachowawcza. Impresjonistyczne perełki w rodzaju sceny pożaru nad Wisłą czy równolegle montowanej sekwencji gonitwy konnej robią wrażenie, ale zazwyczaj sąsiadują z utrzymanymi w „stylu zerowym” scenami dialogowymi. Jasne, widać tu każdą wydaną złotówkę, ale brakuje mi trochę stylistycznych szaleństw oraz ciekawszych estetycznych kontrastów.
Nie podoba mi się w tym serialu wiele rzeczy. Na przykład chwile, w których potoczysta fraza przechodzi w rytm współczesnego języka. Albo wyrugowanie z opowieści kilku kluczowych postaci, będących lustrem dla skomplikowanej – ekonomicznie i emocjonalnie – relacji Wokulskiego i Łęckiej. Nie mówiąc nawet o klimatach łotrzykowskiej przygody, w którą „Lalka” zamienia się bliżej finału.
Podoba mi się natomiast znacznie więcej rzeczy. Inscenizacyjny rozmach, nagłe zmiany tempa opowieści, erupcje nieoczywistej wrażliwości wizualnej, odwaga w przenicowywaniu wątków z oryginału. Wreszcie – Schuchardt i Drzymalska to Wokulski i Łęcka, w których wierzę. Gdy w zaskakującym akcie werbalnej i fizycznej agresji wylewają z siebie żale, przypominamy sobie, że chodzi tu i o miłość, i o politykę, i o wielką historię. Trudno o lepszą ilustrację ponadczasowości „Lalki”.
Kochana, co by tu jeszcze zniszczyć na rynku książki? Czyli o flircie pisarzy z AI
Jak zatem na „Lalkę” odpowie „Lalka”? Mam nadzieję, że z energią o takiej samej sile i przeciwnym wektorze – na spokojnych wodach box office’u przydałby się galeon tak imponujących rozmiarów. Jeśli zatem dostrzegacie w tej recenzji oszczędzanie sił na analizę porównawczą, to cóż, nie będę wyprowadzał was z błędu. Taki to minus lepszej pozycji startowej. Ale jest też plus – zanim dogoni nas konkurencja, możemy sobie poszaleć.
Serial będzie dostępny w serwisie Netflix od 16 września.


