
– Nie ma drogi na skróty, nie ma czegoś takiego, że sobie przeskoczysz pare schodków i będziesz gwiazdą – mówi aktor Rafał Zawierucha. W rozmowie z Krzysztofem Stanowskim opowiada o aktorstwie, kulisach pracy z Quentinem Tarantino a także rodzinie i ojcostwie.
– W większości u ludzi, których poznałem, Snoop Dogga, czy Leonardo di Caprio, Adriena Brody, czy Margot Robbie, z którą tak naprawdę najwięcej czasu spędziłem – tam nie było czuć ani grama ego – tak Rafał Zawierucha wspomina pracę na planie filmu Quentina Tarantino „Pewnego razu… w Hollywood”.
Aktor był gościem Krzysztofa Stanowskiego w „Ognisku u Stana” w Kanale Zero.
Legenda polskiego kina w nowej roli. Zanussi pojawi się w Gdyni
„Wszystkim nam zależy na tym samym”
Zawierucha wyjaśniał, że w aktorstwie problemem bywa iluzja łatwej drogi do sławy. Chwilowa popularność bez solidnych fundamentów szybko się kruszy. Trwała kariera wymaga systematycznej pracy, konsekwencji i budowania warsztatu jak solidnej konstrukcji.
Jak podkreślał, praca na planie wymaga świadomości wspólnego celu i wzajemnego szacunku.
– Tam było: wiem, kim jestem, wiem, kim Ty jesteś, wiem, że jesteśmy w tym samym kręgu, bo robimy ten sam film – mówił Rafał Zawierucha. – Wszystkim nam zależy na tym samym, na zrobieniu jak najlepszego kina, zagraniu najlepszej roli – wyjaśniał.
„To było takie grillowanie”
Rafał Zawierucha wspominał scenę kręconą na lotnisku w Los Angeles z udziałem Brada Pitta. – Jest ujęcie, postawiona jazda, jest kamera, Bobby Richardson za kamerą, cała ekipa za kamerą (...) Brad ma pchać wózek z walizkami. No wiesz, jak wózek lotniskowy – wspominał Zawierucha.
– Stoję za kamerą, wszyscy patrzymy, jak oni to kręcą (...) no i Brad jedzie z tym wózkiem, ale o ścianę mu ten wózek zahaczył kołem. I on nie może ruszyć. Za kamerą cisza, Brad czerwony jak burak, po prostu jest czerwony i nie może, zaczyna się brechtać – opowiada.
W końcu aktor uwolnił kółko i pchnął wózek. Dopiero gdy Quentin Tarantino ogłosił koniec ujęcia, wszyscy parsknęli śmiechem. – Nie było czegoś takiego, że on przerwał ujęcie, że Quentin przerwał ujęcie, to była chwila. To było takie grillowanie, stary, reżyser kontra najlepszy aktor i co teraz zrobisz i co teraz powiesz i jak się zachowasz – mówił Zawierucha.
„Po co mi Kłeczek, skoro mam AI”? Internetowa papka w Telewizji Republika
Jak podkreślił, nauczyło go to, że jeśli jeden z najwybitniejszych aktorów świata może się pomylić, to może to zrobić każdy. – Bardzo dużo pokory nabrałem – podsumował.
Całe nagranie już dostępne w Kanale Zero:
Może zainteresuje Cię również:

