W styczniu 2025 r. sąd koleżeński Konfederacji usunął Grzegorza Brauna z szeregów partii. Dla prawicowego polityka mógł to być koniec, ale wyszło dokładnie odwrotnie – według ostatnich sondaży zgarnia nawet 10-11 proc. Słowem: świetnie wyszedł na wyrzuceniu jako micie założycielskim nowej formacji. Nic dziwnego, że po podobne decyzje ustawiają się w rządku już kolejni politycy.
Pełczyńska zgrilluje Tuska, czy na odwrót?
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz praktycznie stoi już w drzwiach wyjściowych z Kancelarii Premiera. Jeszcze podpiera futrynę, ale wszyscy wiedzą już, że na tej imprezie długo nie zostanie. Przyznajmy – nie bez winy gospodarza.
Polska 2050, której Pełczyńska-Nałęcz szefuje, obrała kurs na zaspokajanie potrzeb wyborcy z klasy średniej. Z intuicji (albo badań) wyszło jej, że należy stanąć w obronie wielkomiejskich przeciętniaków, a to zakłada na przykład walkę o kwestię drugiego progu podatkowego czy mieszkaniówki. W tym duchu Polska 2050 chciała ścisłego uregulowania najmu krótkoterminowego, czyli wszystkich platform typu Airbnb. Jej projekt został zamrożony w Sejmie, a prace nad rządowym przeciągały się. Na finiszu rząd przyjął pomysł taki, jakby podyktowała go sama globalna platforma wynajmu.
Ekipa okopana w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej zagotowała się i w mediach społecznościowych zaczęła ujawniać kulisy negocjacji. „Tylnymi drzwiami wprowadzono interes lobby kosztem interesu ludzi” – tak napisał na X Jan Szyszko, wiceminister i członek Polski 2050. „To jest esencja uległości wobec lobbystów. I zero słuchania potrzeb zwykłych ludzi. Dokładne przeciwieństwo tego, co powinniśmy dziś robić, by wygrać przyszłoroczne wybory” – a tak Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Ponieważ debata sejmowa w tej kwestii dopiero przed nami, zapowiada się interesujące grillowanie koalicjantów.
Tak rząd chce regulować najem krótkoterminowy. „Hulaj dusza, piekła nie ma”
Jeśli Polska 2050 zdecyduje się umrzeć za jakąś sprawę, której broni, może nabierze wiarygodności w grupie, do której celuje (na razie ma ok. 1 proc. poparcia w sondażach). Może, bo nie wiadomo oczywiście, jakie działa wytoczy wtedy przeciwko niej premier. Najważniejsze zadanie Pełczyńskiej-Nałęcz to Krajowy Plan Odbudowy. Kto wie, jakie czają się tam niespodzianki, które można wykorzystać przeciwko niej (przypomnijmy: w zeszłym roku o tej porze cała Polska żyła aferą z jachtami kupowanymi za pieniądze z konkursu dla gastronomii).
Morawiecki zgrilluje Kaczyńskiego, czy odwrotnie?
Ciekawe grillowanie – tu akurat w sensie dosłownym – zapowiada się też u Mateusza Morawieckiego, który co prawda jeszcze siedzi przy stole na Nowogrodzkiej, ale nerwowo tupie nogami i spogląda na zegarek. Bo na 31 lipca zaprosił gości na imprezę programową swojego stowarzyszenia. To nie spodobało się prezesowi.
Nic dziwnego. Kiedy w lutym Jacek Prusinowski pisał w Zero.pl, że w ciągu pół roku ludzie byłego premiera będą gotowi do założenia własnej partii, komentatorzy łapali się za głowy, że niby to nieprawda. A tymczasem scenariusz sprawdza się co do przecinka.
Po tym, jak Morawiecki założył stowarzyszenie Rozwój Plus, zaczął jeździć po Polsce i liczyć szable. Bazowo byłemu premierowi nie podobało się, że we władzach PiS nadreprezentowani są ludzie Przemysława Czarnka i „solpolowcy”. Teraz być może już podoba mu się myśl, że znów może być rozgrywającym w jakiejś formacji.
PiS zakazuje stowarzyszeń. Morawiecki nie rezygnuje, a politycy komentują
Prezes PiS dał swoim członkom ultimatum: siedem dni, a potem koniec z fanaberiami, czyli stowarzyszeniami. Jacek Sasin, który też chciał założyć organizację, już zapowiedział, że z własnych planów rezygnuje. Morawiecki – dokładnie odwrotnie. Nadal szykuje się na 31-ego. Co zabawne, kibicuje mu sam premier Donald Tusk.
Co dalej? Widać wyraźnie, że prawa flanka PiS jest zjadana przez wspomnianego już wcześniej Grzegorza Brauna oraz Konfederację Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena. Tu sprawa wydaje się przegrana, PiS może ścigać się już wyłącznie na antyzachodniość czy antyukraińskość z ekspertami w temacie.
W centrum miejsce próbuje wywalczyć Polska 2050, ale im do rozwojowców Morawieckiego wcale nie jest daleko. Może – jeśli wszystkich już wyrzucą – da się usiąść przy wspólnym grillu. To oczywiście nie jest jeszcze pewne. Natomiast warto dzisiejsze kulinarne ruchy czytać dopiero jako przystawkę. Jesienią – na rok przed wyborami parlamentarnymi – dopiero zacznie się prawdziwy MasterChef.
Obejrzyj także film Jana Rokity na Kanale Zero:

