- Po rozmowie telefonicznej Putina z Trumpem Rosja dostarczy niemal dwa miliony ton oleju napędowego na rynek amerykański i światowy do końca r.
- To była 16. rozmowa telefoniczna przywódców USA i Rosji w drugiej kadencji Donalda Trumpa.
- Dwa miliony ton oleju napędowego to za mało, żeby zmienić sytuację na światowych rynkach. To tyle, ile USA zużywają w cztery dni.
- Wołodymyr Zełenski mówi, że „pozwalanie Rosji na sprzedawanie produktów naftowych to inwestycja w wojnę, która musi się skończyć, a nie być przedłużana”.
- Rosja znów oskarża Ukrainę o przedłużanie wojny.
Donald Trump dziękujący Władimirowi Putinowi dla nas brzmi bardzo źle, ale amerykański prezydent idzie w zaparte i po rozmowie z rosyjskim przywódcą powtarza to przy każdym kolejnym pytaniu dziennikarzy. „Rosja zgodziła się wysłać nam miliony i miliony baryłek ropy. Chodzi o olej napędowy. Właśnie tego naprawdę potrzebujemy. Dziękuję za to” – mówi najpotężniejszy człowiek świata.
Putin rozmawiał z Trumpem. Padła propozycja dot. zakończenia wojny na Ukrainie
Mówi dziennikarzom, że „Rosja zgodziła się wysłać nam ropę”, tak jakby Rosja wcale nie chciała sprzedawać swojej ropy, jakby tego nie robiła przez dziesięciolecia i jakby świat zachodni nie próbował jej tego uniemożliwić w ramach sankcji nałożonych na Moskwę po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r.
Jak Trump widzi swój interes?
Doświadczony biznesmen Donald Trump najprawdopodobniej swój biznes i swój interes widzi tak: wyciągnę rękę do Putina, z którym i tak muszę się w końcu dogadać (żeby go Chiny całkiem nie pożarły), jednocześnie usadzę na miejsce Zełenskiego, ale przede wszystkim Iran, który nie chce się ze mną dogadać, a ja nie mogę zakończyć operacji (złośliwi powiedzieliby „awantury”), którą rozpocząłem 28 lutego i, tak jak Putin cztery lata wcześniej, miałem nadzieję, że potrwa umowne trzy dni, a nie wiele miesięcy.
Trump nawet w swoim wpisie po rozmowie telefonicznej z Władimirem Putinem i dogadaniu się z nim w sprawie rosyjskich dostaw ropy stwierdził, że dzięki temu oraz „dzięki amerykańskiej całkowitej kontroli nad cieśniną Ormuz (...) ceny oleju napędowego dla Amerykanów, a w zasadzie dla całego świata, będą spadać w rekordowych ilościach i szybko!”. Tyle że ta kontrola polega na tym, że USA blokują irańskie porty, ale to Irańczycy przepuszczają przez cieśninę Ormuz, kogo chcą i kto zapłaci, a innych atakują.
Matematyka się nie zgadza
Donald Trump chce pokazać Irańczykom, że skoro oni nie chcą się z nim dogadać, to on dogada się z ich sojusznikiem Władimirem Putinem. Tyle że te ogłoszone niepełne 2 miliony ton oleju napędowego z Rosji to tyle, ile same Stany Zjednoczone zużywają w cztery dni. Trudno mówić o zalewie rosyjskiego surowca. Matematyka w wykonaniu Donalda Trumpa, ogłaszającego szybkie spadki cen paliw, się nie zgadza, bo w 2025 r. przez cieśninę Ormuz przepływało średnio około 80–85 mln ton ropy naftowej miesięcznie. We wrześniu 2026 r. przez cieśninę Ormuz przepłynęło szacunkowo około 4,6 mln ton ropy naftowej. Ta różnica rok do roku jest dziesiątki razy większa niż rosyjskie 2 miliony ton oleju napędowego.
Rosja ostatnio sama musiała importować paliwa, bo Ukraina od miesięcy konsekwentnie uderza w jej rafinerie, a rosyjska ropa prosto na stacje benzynowe trafić przecież nie może. Na potrzeby ważniejszej dla niego wielkiej geopolitycznej gry Władimir Putin na pewno jednak w pierwszej kolejności wyśle swojego diesla do USA, a nie przeznaczy go dla własnych obywateli.
Gypsy King i Trump razem w ringu? Fury: Złożę ofertę mojemu staremu kumplowi
Putin zaciera ręce
Ppłk KGB Władimir Putin w takie „piękne umowy” wchodzi wyjątkowo chętnie, bo robi wyłom w sankcjach, coraz śmielej wychodzi z międzynarodowej i gospodarczej izolacji, a do tego znów może przedstawiać Ukrainę i Wołodymyra Zełenskiego jako złych bohaterów w tej historii. „Władimir Putin szczegółowo omówił działania, które podejmujemy w odpowiedzi na ataki terrorystyczne ze strony kijowskiego reżimu, który obrał kurs na eskalację i robi wszystko, co w jego mocy, aby przedłużać konflikt” – powiedział po rozmowie Trumpa z Putinem doradca Kremla ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow. Dodał też, że Putin powiedział Trumpowi, iż to ukraińskie ataki uniemożliwiły natychmiastowe wznowienie procesu negocjacyjnego.
Moskwa odwraca pojęcia, bo mówi de facto, że wojny nie można zakończyć, ponieważ zaatakowana najpierw w 2014, a potem w 2022 r. Ukraina się broni i odpowiada na rosyjskie ataki. Z tym że Donald Trump też chciał, żeby Kijów przestał atakować rosyjskie rafinerie. Apelował o to do Wołodymyra Zełenskiego, ale ten nie posłuchał i ukraińska armia wciąż konsekwentnie niszczy rosyjską infrastrukturę energetyczną, tak jak Rosja niszczy ukraińską.
Sygnał dla Kijowa
Już po ogłoszeniu „pięknej umowy” Trumpa z Putinem Kijów uderzył w rosyjski terminal naftowy w Rostowie nad Donem i w rafinerię w Omsku. Zełenski nie zmienił strategii mimo ostrzeżeń, które według portalu Axios miał usłyszeć od Jareda Kushnera i Steve’a Witkoffa, że jeżeli nie zaprzestanie ataków na rosyjskie rafinerie, to zostanie odcięty od amerykańskich danych wywiadowczych, które znacznie zwiększają ukraińską skuteczność na froncie.
Jeżeli rozmowa z Putinem i kupienie od niego ropy miały być, przy okazji wywierania presji na Iran, próbą poskromienia krnąbrnego Zełenskiego, to nieudaną. Przynajmniej natychmiastowego skutku nie było. Ukraiński prezydent stwierdził na portalu X, że „pozwalanie Rosji na sprzedawanie produktów naftowych to inwestycja w wojnę, która musi się skończyć, a nie być przedłużana”, i uznał, że „każde złagodzenie sankcji wobec Rosji bez wyraźnego i trwałego porozumienia z Rosją w sprawie deeskalacji jest oznaką ewidentnej słabości”. Ciężko zrozumieć to inaczej niż jako nazwanie przywódcy USA słabym. I nawet jeżeli Donald Trump chciałby to „przegapić” i dlatego jakby celowo nie dosłyszał pytań amerykańskich dziennikarzy o reakcję Zełenskiego, to jednak ci powtórzyli mu je kilka razy.
Trwająca od początku drugiej kadencji prezydenckiej Donalda Trumpa gra Waszyngtonu z Moskwą jeszcze nie dała zwycięstwa Waszyngtonowi. Nawet jeżeli amerykański przywódca uważa, że zasługuje na osiem pokojowych Nobli i oburza się, że znów go nie dostał, to ostatnia rozmowa telefoniczna z Putinem była jego szesnastą, a licząc ze spotkaniem na Alasce, siedemnastą rozmową z carem z Kremla od stycznia 2025 r. Niemal po każdej z nich jest dużo entuzjazmu Trumpa bezpośrednio po rozmowie i duże rozczarowanie kilka tygodni później.
Teraz Donalda Trumpa też może czekać rozczarowanie, bo Putin nic nie straci. Jest tak bardzo na minusie, że może tylko z tego minusa wychodzić, ale amerykański prezydent może się znów przekonać, że nie docenił Iranu, że w Teheranie też umieją liczyć, że porozumienia z nim nie będzie i że rosyjska ropa wcale znacząco nie zmieni sytuacji na światowych rynkach paliw. Dodatkowo może się okazać, że wyborcy Trumpa kolejnymi flirtami z Władimirem Putinem wcale zachwyceni nie będą i wcale nie doda to punktów Partii Republikańskiej przed listopadowymi wyborami połówkowymi do Kongresu USA.


