Reklama
Reklama
Świat

Niebezpieczny taniec Trumpa. Ostatnie tango w Iranie?

Zgodnie ze świecką tradycją Donald Trump, wracający z weekendowego wypadu do Mar-a-Lago, uraczył nas garścią politycznych komentarzy. Zanim jednak przeszedł do kolejnej ofensywy w Iranie, przez dobrych kilka minut chwalił się „najwspanialszą salą balową” budowaną przy Białym Domu. Niewykluczone, że wkrótce, zamiast uroczystego walca, przyjdzie mu tańczyć samotne polityczne tango.

Piotr Białczyk
Felieton autorstwa: Piotr Białczyk
30 marca
4 minuty
Prezydent USA Donald Trump podczas tańca z małżonką Melanią Trump (fot. arch.). (fot. MAASNI SRIVASTAVA / PAP)

Reklama

TYLKO NA

Donald Trump nie kojarzy się zbytnio z określonym gustem, przynajmniej muzycznym. Jego poprzednicy z muzyki stworzyli swój benchmark – Bill Clinton przygrywał hobbystycznie na saksofonie, George W. Bush ze słuchawkami na uszach oraz iPodem za pasem uprawiał jogging, zaś Barack Obama podśpiewywał z B.B. Kingiem i Mickiem Jaggerem, a co roku demokrata publikuje „ex-prezydencką” składankę w serwisie streamingowym.


Reklama

Trumpa publika kojarzyć może bardziej z dziwnymi ruchami czy wręcz wygibasami scenicznymi, co zwolennicy ruchu MAGA określają mianem tańca. Na sztywnych nogach republikanin często wykręca dłonie, nadgarstki, niezgrabnie też udając obrót w rytm „YMCA” Villagae People, który towarzyszył mu w czasie zwycięskiej kampanii wyborczej. Znanemu konserwatyście nie przeszkodził nawet tekst piosenki spopularyzowanej i wziętej na sztandary przez ruchy LGBT+.

79-latkowi nie przeszkodziło też zderzenie z dziedzictwem kulturowo-historycznym. Kochający złoto niczym Midas republikanin chce teraz przemieniać wszystkie budowle na takie z jego nazwiskiem w nazwie – lotniska, dworce, aleje, promenady w największych miastach.

Wojenne reality show. Trump, Derpienski i bomby na Iran


Reklama

Tylko złośliwi dziennikarze przypominają mu, że z biznesowego imperium TRUMP został jedynie znak handlowy (nowojorczyk siedmiokrotnie wnosił o bankructwo, na mocy jednej z ugód przystał na warunki pozostawienia znaku towarowego, którym sygnował kolejne budowle – red.).


Reklama

Trump nie oszczędził także Białego Domu – także w warstwie symbolicznej. W słynnym Gabinecie Owalnym powoli brakuje miejsca z białą farbą, gdyż z każdej strony jesteśmy atakowani pozłacaną (a może i złotą) ornamentyką. Wielki architekt nowego ładu polityczno-społecznego w USA chce także odcisnąć piętno w deweloperce na działce przy Pensylwania Avenue 1600. Najpierw wybetonował (zaorując przy okazji) Ogród Różany założony przez Jacqueline Kennedy. Beton zastąpił kwiaty, ogród w założeniu miał być miejscem do letnich lunchów. W połowie marca dziennikarze skarżyli się, że podłoże zaczyna się mocno nagrzewać, a nie było przecież jeszcze wiosny.

Betonowa muzyka dla uszu Trumpa

Później do Białego Domu zawitała horda buldożerów z misją wyburzenia wschodniego skrzydła. Cel: miejsce pod nową, wspaniałą salą balową. Od tego momentu postęp prac architektoniczno-budowlanych jest przekazywany przez Donalda Trumpa.

– Pewnie słyszycie w tle ten piękny odgłos prac budowlanych. Słyszycie to? Och, to muzyka dla moich uszu. Uwielbiam ten dźwięk – dzielił się swoimi akustycznymi wrażeniami Trump na świeżo wybetonowanym ogrodzie.


Reklama

Wojna z Iranem. „Co na to NATO? A NATO na to nic”


Reklama

W założeniu sala balowa ma być prawie półtora raza większa od Białego Domu, rosną także obawy o to, że budynek przysłoni historyczną fasadę prezydenckiej siedziby zamieszkiwanej przez commander-in-chiefa nieprzerwanie od czasów Johna Adamsa.

– Pomyślałem, że zrobię to teraz, choć jestem bardzo zajęty. Nie mam na to czasu, toczę wojny i zajmuję się innymi sprawami. To jednak bardzo ważne, ponieważ będzie nam to towarzyszyć przez długi czas. Uważam, że będzie to najwspanialsza sala balowa na całym świecie. Najwyższy poziom – powiedział Donald Trump w drodze powrotnej do Białego Domu.


Reklama

Trumpa nie martwią koszty – jedni fundują złote sale, inni płacą za jego decyzje. Problem w tym, że w huku buldożerów i deklaracji ginie to, co w polityce najważniejsze: cisza.


Reklama

I gdy kurz po wyborach połówkowych opadnie, może się okazać, że w „najwspanialszej sali świata” nie będzie miał z kim tańczyć – zostanie mu tylko samotne, nerwowe tango na własnym parkiecie.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Piotr Białczyk
Piotr BiałczykDziennikarz