Reklama
Kraj

Standardy? Do pierwszego zwycięstwa. Czego uczy nominacja Macieja Berka do TK

W Polsce standardy są jak kampanijne obietnice: łatwo je składać, trudniej przestrzegać. Kontrowersje wokół wyboru byłego ministra Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego po raz kolejny pokazują, że następne ekipy rządzące bez większych oporów sięgają po rozwiązania, które wcześniej same potępiały.

Małgorzata Ziółkowska
Opinia autorstwa: Małgorzata Ziółkowska
Dzisiaj 15:30
6 min
Maciej Berek, do niedawna minister w rządzie, został sędzią Trybunału Konstytucyjnego — mimo wcześniejszych deklaracji koalicji rządzącej o innych standardach. (fot. PAP)
TYLKO NA

Wybór byłego ministra Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego spotkał się z dezaprobatą wielu środowisk. W końcu obecnie rządzący politycy krytykowali Prawo i Sprawiedliwość za wybieranie sędziów z polityczną przeszłością. Dzisiejsze władze deklarowały inne standardy. Zgodnie z zapisami przegłosowanej przez koalicję rządową ustawy z 2024 r. o Trybunale Konstytucyjnym były członek Rady Ministrów mógł kandydować na stanowisko sędziego po upływie co najmniej czterech lat od zakończenia pełnienia funkcji. W uzasadnieniu projektu wskazano, że:

„Regulacja ta ma na celu zapobieżenie sytuacji, w której do Trybunału Konstytucyjnego wybierani są kandydaci będący czynnymi politykami. Okres czterech lat karencji wydaje się czasem wystarczającym na wypracowanie niezbędnego dystansu do bieżącej sytuacji politycznej”.

Czy apolityczność sędziów nie powinna być standardem w demokratycznym państwie? Czy w przypadku obsadzania stanowisk w instytucjach publicznych w Polsce można mówić o jakichkolwiek standardach? Losy Trybunału Konstytucyjnego pokazują, że wierność polityków deklarowanym standardom zależy od interesu partii.

Czytaj także: Berek do Trybunału, Gibała do wyborów, a imprezowicze do hotelu. Podsumowanie tygodnia

Reklama
Reklama

Powszechna hipokryzja

Zawłaszczanie stanowisk w instytucjach publicznych przez partie polityczne charakteryzuje ponadpartyjny konsensus. Obietnice opozycji dotyczące zatrudniania w instytucjach publicznych niezależnych fachowców szybko weryfikuje powyborcza rzeczywistość. Państwowe stanowiska stają się dla zwycięzców walutą służącą spłacaniu partyjnych długów wobec zasłużonych działaczy. Dzisiaj jak żart brzmią obietnice obecnych rządzących z czasów kampanii wyborczej o odpolitycznieniu spółek. Nawet odpolitycznienie spółek samorządowych w Warszawie okazało się kpiną z wyborców.

Kilkanaście osób wolało opuścić partie niż zarząd miejskiej spółki. Trudno im się dziwić. W końcu to spółka im płaci. A co zawdzięczają partii? Może rzeczywiście rezygnacja z partyjnej legitymacji sprawia, że ktoś z dnia na dzień staje się niezależnym fachowcem. Tak samo pełnienie funkcji ministra w rządzie nie powinno mieć wpływu na stanowisko nowego sędziego w sprawach dotyczących działalności byłych współpracowników.

Sprawdź również: Sejm zdecydował w sprawie Berka w Trybunale Konstytucyjnym

Maciej Berek podczas posiedzenia komisji sejmowej rozpatrującej jego kandydaturę na sędziego Trybunału Konstytucyjnego stwierdził, że: „To stosujemy standardy wynikające z nieobowiązującej ustawy czy nie? Ale wszyscy i każdy z tych standardów, który wynika z tego nieobowiązującego prawa. Jeśli wszyscy i wszystkie standardy, to ja jestem też za”. Czy to oznacza, że człowiek powinien stosować tylko te standardy, które inni też stosują? Taka argumentacja byłaby zrozumiała, gdyby chodziło o dzieci kłócące się o sprzątanie zabawek.

Reklama
Reklama

A przecież używa jej osoba, która chce być sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Kluczowej dla stabilności państwa instytucji. Wicepremier Kosiniak-Kamysz ma rację, nazywając polityków Prawa i Sprawiedliwości „hipokrytami do kwadratu”. W końcu do Trybunału Konstytucyjnego trafili posłowie poprzedniej ekipy rządzącej. Czy fakt łamania fundamentalnych zasad przez poprzedni rząd powinien stanowić uzasadnienie dla ich deptania przez obecny? Wielu ludzi naiwnie wierzyło, że wraz ze zmianą władzy zmienią się standardy jej sprawowania.

Może Cię zainteresować: Sędziowie TK apelują o dopuszczenie całej czwórki. Powołali się na decyzję europejskiego trybunału

Ostatecznie okazało się, że nic się nie zmieniło. Najwyraźniej skutkiem ubocznym jej zdobycia jest zanik standardów. W Polsce jest wiele osób, które spełniają wymagania stawiane sędziemu sądu konstytucyjnego. W sytuacji trwającej od lat politycznej wojny w budynku przy alei Szucha w Warszawie powinny zasiąść osoby niebudzące jakichkolwiek kontrowersji. Trybunał Konstytucyjny nie jest miejscem dla osób znanych z lojalności wobec polityków.

Tradycja braku standardów

Kolejna odsłona wojny o Trybunał Konstytucyjny nie powinna zaskakiwać. W Polsce od lat żaden obóz władzy nie stosował jakichkolwiek standardów w zakresie polityki kadrowej państwa. Rządzący politycy nie muszą ich przestrzegać, gdyż ich polityczni konkurenci też tego nie zrobią. Z niejasnych przepisów korzystają wszyscy uczestnicy tej partyjnej waśni. Pewnie dlatego nie zbudowaliśmy służby cywilnej. Konstytucja stanowiąca podwaliny dla jej działania została uchwalona prawie 30 lat temu.

A my nadal nie mamy zawodowych i politycznie neutralnych struktur administracji publicznej. Państwo kierowane przez polityków działa poprzez instytucje, w których pracują urzędnicy. Zadania publiczne muszą być realizowane niezależnie od zmian politycznych. Właśnie zapewnienie ciągłości funkcjonowania państwa wymaga zatrudniania apolitycznych urzędników. W obronie służby cywilnej w grudniu 2015 r. protestowali politycy Koalicji Obywatelskiej. To wtedy rząd Zjednoczonej Prawicy zastąpił konkursy na wyższe stanowiska w najważniejszych urzędach administracji rządowej uznaniowym powołaniem.

Reklama
Reklama

Poseł Jan Grabiec zmiany uderzające w służbę cywilną nazwał „obniżeniem dramatycznym standardów”. Dzisiaj Jan Grabiec jest Szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Obecna koalicja nie zdołała przez blisko 3 lata cofnąć wprowadzonych w służbie cywilnej zmian. Zawarte w umowie koalicyjnej zobowiązanie do „odbudowy służby cywilnej” pozostaje kolejną pustą obietnicą. To, co dla posłów opozycji w 2015 r. było rozmontowaniem i zniszczeniem służby cywilnej, kilka lat później dla tych samych posłów z partii rządzącej stało się standardem.

Polecamy także: Cios w Trybunał Konstytucyjny. „Nie otrzyma ani złotówki”

Granice hipokryzji

Rządzący politycy odwołują się do standardów, gdy to im się opłaca. Najczęściej o standardach przypominają sobie, gdy krytykują przeciwników. Kiedyś w wiadomościach ucieczkę byłego ministra sprawiedliwości komentował inny były minister sprawiedliwości. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby sam wcześniej nie został nieprawomocnie skazany. Niejeden polski parlamentarzysta został pozbawiony immunitetu na wniosek prokuratury. Nie ma ludzi idealnych. Każdy czasem łamie zasady, popełnia błędy. Jednak nawet hipokryzja wśród polityków powinna mieć jakieś granice przyzwoitości.

Źródło: Zero.pl
Małgorzata Ziółkowska
Małgorzata ZiółkowskaWspółzałożycielka Fundacji Sprawne Państwo, była wieloletnia urzędniczka z doświadczeniem w pracy m.in. w ministerstwach, urzędach centralnych, wojewódzkich, Absolwentka Krajowej Szkoły Administracji Publicznej - autor zewnętrzny