- Nowy Volkswagen ID.Polo ma elegancki wygląd i estetyczne wnętrze, ale próbuje konkurować według starych zasad, tymczasem rynek się zmienił.
- Inni „tradycyjni” producenci robią to samo, jak choćby Kia z modelem EV2.
- Tymczasem na liście 20 najpopularniejszych aut elektrycznych w 2025 r. nie ma ani jednego samochodu od „starej gwardii”. Jest tylko Tesla i Chińczycy.
Mogę krytykować i obśmiewać chińskie auta na wiele sposobów, i często na to zasługują. Nie można im jednak odmówić jednej rzeczy: wchodzisz do salonu i oto bazowa wersja jest zarazem tą topową. Po prostu w standardzie jest wszystko co stanowi oczywistość dla danego segmentu, wybierasz kolor i gotowe. Przy tym poziomie cen nie występuje przestrzeń do konfigurowania danego pojazdu według własnych potrzeb, więc cieszysz się, że jest tanio i bogato.
Liczyłem na to samo z Volkswagenem ID.Polo
Długo czekaliśmy na ten model. Pierwszy raz nazwa padła w roku 2024, prototyp obejrzeliśmy we wrześniu 2025, a teraz mamy maj 2026 i oto wreszcie znamy oficjalną specyfikację oraz ceny.
Spodziewałem się, że Volkswagen zrobi to samo co Chińczycy: pokaże jedno ID.Polo ze wszystkim, bez wersji wyposażenia i w jednej cenie, ale za to atrakcyjnej. Ewentualnie dwie wersje pojemności akumulatora. Ale to by nie było w europejskim – choć bardziej niemieckim – stylu.
Zamiast tego mamy na początek cztery wersje, tj. Life, Style i Premiere Edition + Life albo Style. Cena: od 154 290 zł. I adnotacja, że wersja Trend za 99 900 zł będzie dostępna od lipca. Wiemy, że w standardzie będzie klimatyzacja automatyczna, ale kamera cofania pojawi się dopiero w wersji Life.
To nie zachęca mnie jako potencjalnego klienta
Dowiedziałem się, że wersja Life i Style mają akumulator o pojemności 52 kWh, czyli przejechanie 300 km na jednym ładowaniu jest realne w warunkach miejskich. Moc silnika elektrycznego wynosi natomiast niebagatelne 211 KM. Wariant Trend otrzyma akumulator LFP (litowo-fosforanowy) o pojemności 37 kWh, co da mu 200 km zasięgu, a moc będzie wynosić 116 lub 135 KM. Wszystko fajnie, ale ten cennik jest nonsensowny.
- bazowa wersja będzie kosztować 100 tys. zł, ale na razie jej nie ma
- następna w kolejności odmiana Life jest droższa o 54 300 zł, to więcej niż wynosi przeważnie dopłata między modelami z różnych segmentów
- najdroższy wariant przebija 170 tys. zł – był moment, że taniej dawało się kupić Teslę Model Y. To jest cena z kosmosu, inaczej tego opisać się nie da.
Volkswagen przyznaje, że aby przetrwać, musi się zmniejszyć. To dobra wiadomość
Oczywiście nadchodzący model Trend celuje głównie w Kię EV2
Kia trochę namieszała na rynku, oferując atrakcyjnie stylizowanego crossovera EV2 w cenie 99 900 zł i to z akumulatorem 42 kWh – większym niż ID.Polo w wersji Trend. Trudno znaleźć podobnie wycenione samochody u innych „dużych” producentów, nawet popularna ostatnio Grande Panda od Fiata przebija 100 tys. zł.
Tylko że był taki całkiem długi moment, że za 99 900 zł można było kupić chińskiego Leapmotora B10. Samochód ten to już nie jest segment miejski, to zdecydowanie kompakt i to z mnóstwem miejsca na tylnej kanapie, a do tego zasięg 300 km to dla niego żaden problem. Spędziłem trochę czasu z B10 i mogę powiedzieć, że wóz bywa denerwujący i ma swoje wady, a w wielu aspektach nie spodoba się europejskim klientom przez udziwnioną obsługę, ale nadal mowa o dużym, nowym „elektryku” – obecnie wycenionym na ok. 110-120 tys. zł.
Dlatego premiera ID.Polo bardzo mnie dziwi
Można było to naprawdę rozegrać inaczej. Wersja bazowa za 100 tys. zł dostępna od ręki, taka z większym akumulatorem za 120-125 tys. zł i coś specjalnego z bajerami typu elektryczne fotele za 140 tys. zł. Przypomnę, że obecnie Volkswagen oferuje większy od ID.Polo model ID.3 za 145 210 zł – dokładnie taka jest cena „wyprzedażowa” wersji Pure.
Znowu mamy sytuację, gdy wielka, topowa marka europejska miesza klientom w głowach z cennikami. Potem jeszcze tylko obowiązkowe narzekania, że ID.Polo nie sprzedaje się zgodnie z oczekiwaniami, a następnie pozostanie tylko zwolnić trochę pracowników i zamknąć jakąś fabrykę.
Dziwi, ale też martwi
Martwi mnie, że europejscy producenci samochodów tak okrutnie nie nadążają za obecnymi czasami. Mam czasem wrażenie, że najchętniej dalej prezentowaliby swoje samochody na targach motoryzacyjnych, obowiązkowo w towarzystwie atrakcyjnych modelek, a do tego jeszcze drukowaliby prospekty na kredowym papierze.
Przyznaję, to były piękne czasy, ale raczej już nie wrócą. Chińczycy sprzedają swoje samochody jak AGD – tanio, dużo, bez konfiguracji i wymyślania, i nawet jeśli odstają jakością, to wygrywają podejściem do klienta. Mogę tylko zacytować marketingowcom Volkswagena utwór zespołu „Syny”: orientuj się, nie zorientujesz się – będzie źle.

