
Mniej więcej pięć lat temu średnio raz w tygodniu pisałem wiadomość o tym, że kolejny producent stawia na stuprocentową elektryfikację gamy w perspektywie najbliższych pięciu lat. Dziś prezesi drapią się po głowie i pytają, co poszło nie tak.

Mniej więcej pięć lat temu średnio raz w tygodniu pisałem wiadomość o tym, że kolejny producent stawia na stuprocentową elektryfikację gamy w perspektywie najbliższych pięciu lat. Dziś prezesi drapią się po głowie i pytają, co poszło nie tak.

Koncern Stellantis chciał wprowadzić do sprzedaży elektryczne samochody o bardzo dużym zasięgu wynoszącym ok. 500 km. Pomóc w tym miały nowoczesne europejskie akumulatory o pojemności 97 kWh. Zainteresowanie klientów nawet wystąpiło, ale zderzenie z trudnościami technicznymi zabolało mocniej niż sądzono.

Najpierw ogromny wzrost, teraz drastyczny spadek. Norwegowie przestali kupować Tesle. Przestali też już kupować samochody benzynowe. To co oni teraz kupują, ci pionierzy europejskiej elektromobilności?

Prace nad ulepszaniem technologii akumulatorów trwają bez ustanku. Tym razem chiński gigant CATL zapowiedział, że ma już gotową supernowoczesną baterię z inteligentnym chłodzeniem, której nie szkodzi ładowanie prądem stałym o wysokiej mocy. Dlaczego to jest ważne?

EREV: to żadna nowość, ale w ostatnim roku samochody tego typu znacząco zyskały na popularności. Na razie w Chinach, ale to właśnie Chiny są największym eksporterem aut na świecie. Czy wkrótce zaleją nas EREV-ami?

Pierwsze kraje zaczynają powoli wprowadzać w życie to, co i tak było nieuniknione: podatek za korzystanie z dróg dla użytkowników samochodów elektrycznych. I tak się dziwię, że dopiero teraz i na tak małą skalę.

Kiedy Niemcy wycofali dopłaty do samochodów elektrycznych, ich sprzedaż załamała się w skali całej Europy. Teraz wracają z nowymi wagonami pieniędzy i „sprawiedliwym” sposobem ich przyznawania. Dlaczego tę sprawiedliwość ubrałem w cudzysłów – zaraz wyjaśnię.