Reklama
Reklama
Kultura

Lanie, które oczyszcza

W śmigusa-dyngusa chodziło nie tylko o pisk dziewuch i triumf chłopaków, ale o oczyszczenie, odnowę, radość z życia. Dziś ta tradycja powoli zanika, choć wciąż próbujemy się obmywać – czasem wodą, czasem gestem solidarności, a czasem internetowym wyzwaniem.

Monika Małkowska
Felieton autorstwa: Monika Małkowska
06 kwietnia
3 minuty
Lany poniedziałek. (fot. Halfpoint / Shutterstock)

Reklama

TYLKO NA

Lanie wody ma moc. Hartujemy się! „Jeśli miałbym wybrać jedno lekarstwo, byłaby to woda” – upierał się „wodny doktor”, bawarski teolog z XIX wieku, ksiądz Sebastian Kneipp. Za tę kurację się płaciło, wcale nie mało. A nasze swojskie polewanie było gratis. Znaczyło wiele, jednak na pewno nie chodziło o zdrowie. Wyobraźcie to sobie: dziewuchy w strojach paradnych, po kościele, chłopaki zaczajeni, każdy ma swoją upatrzoną. I chlup! Pisk, wrzask, zadyszka. Mokre baby, suche chłopy. Woda urody doda, piękna cera, piękne włosy, a nade wszystko – gwarantuje płodność.


Reklama

Zanikająca tradycja

Sceny śmigusa-dyngusa odnotowują już średniowieczne kroniki, a w XX stuleciu przypominają je malarze, którym odrodzona polskość leżała na sercu, szczególnie Zośce Stryjeńskiej, zakochanej w słowiańskiej mitologii. I w jurności polskiego ludu, ostoi narodowego trwania (pod zaborami). Właśnie do prasłowiańskich obyczajów śmigus nawiązuje, ale że wszedł do tradycji chrześcijańskiej, to i mało kto o tym pamięta. Zresztą, to już bez znaczenia.

Słynne (wielko)poniedziałkowe polewactwo zanika, bo… jakoś tak to wsiowo, bo nie było tam nas, był las (prasłowiański), a potem z niego wyrośli wykształceni z wielkich miast. W lany poniedziałek jeszcze tylko dzieciaki mają ubaw, psikając na starszych z różnych saturatoropodobnych gadżetów napełnianych wodą.


Reklama

Od śmigusa do wyzwania w sieci

Jednak zdarzają się bezwiedni kontynuatorzy tradycji. Pamiętacie akcję Ice Bucket Challenge? Wiral medialny, który zaiskrzył w 2014 r., a w 2025 r. powrócił w nowej odsłonie i z nieco inną dedykacją. Jakoś łączy mi się z poniedziałkowym laniem, choć powód inny. Pierwotnie chodziło o wylanie na siebie wiadra lodowatej wody, udokumentowanie tego na wideo i nominowaniu kilku kolejnych chętnych do tego nieprzyjemnego doświadczenia – co miało wesprzeć walkę ze stwardnieniem zanikowym bocznym (ALS), że niby poczują je (na chwilę) na sobie. Albo daj kasę. I dawali, jak słowo daję, była super zrzuta! A kto się nie dał polać, tego niech trafi znieczulica.


Reklama

Jak przetrwać podróż podmiejską kolejką (i nie zwariować)

Wkręcili się: Bill Gates, Mark Zuckerberg, Lady Gaga, Taylor Swift. Ja w to nie weszłam, choć byłam „nominowana”, jednak widać niedostatecznie empatyzowałam z chorymi na ALS. Aż tu się po dekadzie (z okładem) odrodziło, tylko… tym razem chodzi o zdrowie psychiczne młodzieży, walkę ze stygmatyzacją oraz zapobieganie samobójstwom. Jasne, jak się polejesz zmarzniętą wodą, załatwiasz młodym psychotężyznę.

Przeziębienie to dla wielu mężczyzn prawdziwy wyrok

To wszystko à propos lania w Poniedziałek Wielkanocny. Tak, to ludowo-pogańska tradycja, jednak w chrześcijaństwie symbolizuje oczyszczenie i radość ze zmartwychwstania – twojego, człowieku, Boga w tobie. Nie pamiętasz? Chrzest wodą obmywa z grzechu. Lejesz wodę, a nie kojarzysz, że to chodzi o duchową odnowę, oczyszczenie. Czego wszystkim życzę.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Monika Małkowska
Monika MałkowskaAbsolwentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Doktorat na Wydziale Sztuki Mediów. Zajmuje się krytyką i historią sztuki, a także zjawiskami z obszaru kultury społecznej - autor zewnętrzny