Wojna na Bliskim Wschodzie zagląda do portfeli Polaków w najgorszym momencie, bo przed świętami – a te zawsze wiążą się z większymi wydatkami na żywność. Kwestia cen w sklepach to jedno, ale równie ważne jest to, ile my sami jesteśmy gotowi wydać na produkty, które znajdą się w wielkanocnym koszyku i na stole. Czy wśród Polaków przeważy chęć przygotowania świąt bez większych wyrzeczeń? A jeśli tak, to ile przyjdzie za to zapłacić?

- Czy drożejące surowce energetyczne napędzą inflację cen żywności? Zero.pl zagląda na półki sklepów największych sieci handlowych.
- Zdaniem dr. Roberta Orpycha z Uniwersytetu WSB Merito, wzrost cen paliw przekłada się na ceny w sklepach z opóźnieniem, ale ten mechanizm działa zawsze. – Pytanie nie brzmi „czy ceny wzrosną”, lecz „kiedy i o ile” – mówi Zero.pl ekspert.
- Które produkty są narażone na największe wzrosty cen? Jaką strategię przyjmą sieci handlowe?
Drożejące w wyniku wojny na Bliskim Wschodzie surowce energetyczne – ropa naftowa i gaz ziemny – napędzają wzrost cen konsumenckich. Oczekiwania ekonomistów co do inflacji za marzec (we wtorek GUS poda jej wstępny szacunek) nie pozostawiają złudzeń: po odczycie 2,1 proc. w ujęciu rok do roku w lutym znów zobaczymy „trójkę z przodu”. Ten wzrost inflacji spowodowany będzie głównie mocnym wzrostem cen paliw w kraju. Eksperci Santander Banku Polska i Banku Millennium wyliczyli, że wzrosły one o ok. 18 proc. w ujęciu miesiąc do miesiąca.
Paliwo niczym krew tętni w żyłach gospodarki, zasilając transport – a więc dowóz produktów do zakładów wytwórczych i gotowych towarów do sklepów. Czy konsumenci zobaczą efekty tej presji na koszty „ostatniej mili”, a więc na końcowy etap łańcucha dostaw, z centrum dystrybucji do sklepu i do rąk klienta? Cena ropy Brent w poniedziałek 30 marca po południu kosztowała ponad 108 dol. za baryłkę, podczas gdy 27 lutego (dzień przed atakiem) wynosiła niewiele ponad 73 dol. To wzrost o blisko 48 proc.
Czy wzrost cen paliw napędzi inflację?
– Wzrost cen paliw przekłada się na ceny w sklepach z opóźnieniem, ale ten mechanizm działa zawsze – mówi portalowi Zero.pl dr Robert Orpych, ekonomista z Uniwersytetu WSB Merito. – Według mnie, teraz nie ma sensu niepotrzebnie nakręcać obaw konsumentów.
Natomiast odłożony efekt wzrostu cen paliw jest niemal pewny i tu nie mam złudzeń.
Rząd pośpieszył na pomoc z tarczą paliwową, ale efekty pakietu „CPN – Ceny Paliwa Niżej” odczują przede wszystkim prywatni posiadacze aut, bo obniżka VAT na paliwa z 23 proc. na 8 proc. jest działaniem neutralnym z punktu widzenia przedsiębiorców z branży transportowej. Ci ostatni mogą odliczyć VAT, jeśli wykorzystują swoje floty do celów związanych wyłącznie z działalnością gospodarczą. Obniżka akcyzy częściowo im pomoże, ale transportowcy dalej będą narażeni na negatywne konsekwencje wzrostu cen paliw w hurcie – jeśli notowania ropy i paliw gotowych będą rosły na światowych rynkach, krajowi gracze, jak Orlen, będą musieli odzwierciedlić to w cennikach. I tutaj zaczyna się problem.
Dane medyczne córki polityka dostępne w sieci. Trafiły na rządową stronę
Ekspert: Ceny wzrosną, pytanie, kiedy i o ile
– Droższe paliwa oznaczają przecież wyższe koszty każdej dostawy do każdego sklepu w Polsce – tłumaczy dr Robert Orpych. – Transport, chłodnictwo, produkcja, opakowania są bardzo energochłonne. Jeśli ceny ropy utrzymają się na obecnym poziomie przez najbliższe tygodnie, to bez wątpienia odbije się to na cenach na półkach. Najpierw w kategoriach o krótkim łańcuchu dostaw, potem w pozostałych. I – warto to podkreślić – koszty te, raz podniesione, bardzo rzadko wracają do poprzedniego poziomu. Pytanie (o ceny – red.) nie brzmi więc, „czy wzrosną”, lecz „kiedy i o ile”.
Na razie detaliści zapewniają, że sytuacja jest pod kontrolą. – Na tę chwilę koszty logistyki nie mają wpływu na ceny u nas w sklepach – przekazała Zero.pl Hanna Bernatowicz, dyrektorka komunikacji w Auchan. – Nie spodziewamy się podwyżek dla klientów przed świętami.
Pozytywne sygnały znajdujemy też w danych dotyczących cen najpopularniejszych produktów żywnościowych, które nadesłały nam sieci handlowe. Prosiliśmy o podanie ich poziomu na dzień 26 marca 2026 r. – czyli tydzień przed Wielkim Czwartkiem, który rozpoczyna Święta Wielkanocne – i na dzień 10 kwietnia 2025 r. (był to dzień przypadający tydzień przed Wielkim Czwartkiem rok temu). Zaznaczyliśmy, że chcemy poznać ceny bez uwzględniania zniżek z aplikacją czy kartą klienta, a także mechanizmów typu „1 plus”, które wpływają na cenę produktu przy zakupie więcej niż jednej sztuki.
Na tak sformułowaną prośbę redakcji Zero.pl odpowiedziały sieci Auchan, Aldi i Lidl. Co się okazało? Tydzień przed Wielkim Czwartkiem w tym roku było taniej niż analogicznego dnia rok wcześniej.
Jakie ceny przed Wielkanocą? Mamy dane z sieci
Zacznijmy od jajek, czyli podstawy wielkanocnego menu. Cena wytłaczanki z dziesięcioma jajami w dwóch z trzech wymienionych wyżej sieci była niższa: w jednej o 19 gr (mowa o najtańszych jajach), w drugiej o 50 gr (jaja ściółkowe w rozmiarze M), w trzeciej poszła w górę o złotówkę, jednak mowa o najdroższych jajach z wolnego wybiegu (po uwzględnieniu promocji zaczynającej się od jednej wytłaczanki, a więc bez mechanizmu „jeden plus”, cena jest niższa o 3 zł).
Tańszy jest też majonez. Przy pojemności 500 ml, różnica w porównaniu z rokiem ubiegłym to złotówka i dwadzieścia kilka groszy. Podobnie jest z olejem rzepakowym – litr kosztuje wyraźnie mniej (w dwóch sieciach o blisko 3 zł, w jednej o nieco ponad 1 zł). Potaniały ziemniaki (w tym przypadku rozpiętość jest większa, w zależności od sieci cena kilograma jest niższa o 50 gr lub o ponad 2 zł).
Cena masła również była w tym roku niższa, o ok. 2-3 zł (nie uwzględniając specjalnej promocji w dniu 26 marca w jednej z ankietowanych sieci). O kilkadziesiąt groszy tańszy był kilogram kiełbasy białej surowej i śląskiej. Ciekawie wygląda sytuacja z groszkiem konserwowym (400 g) – w jednej z sieci cena była wyższa o 35 gr w ujęciu rok do roku, w drugiej pozostała na tym samym poziomie, w trzeciej spadła o 24 gr. Generalnie jednak galopującej drożyzny na tydzień przed świętami nie było widać.
– Ceny w tym roku są niższe niż w roku ubiegłym, głównie wynika to z walki o klienta i działań, jakie są stosowane przez poszczególnych graczy na rynku – mówi Hanna Bernatowicz z Auchan.
– Pewna grupa produktów faktycznie tanieje, co ciągnie inflację w dół – zauważa w rozmowie z Zero.pl Mariusz Dziwulski, analityk rynku rolno-spożywczego z PKO Banku Polskiego. – Tu można wskazać na takie kategorie, jak ziemniaki, których ceny spadły o dwadzieścia kilka procent rok do roku. To efekt dużej podaży – zbiory w Polsce w 2025 r. były o ponad 18 proc. większe. Wyraźnie tanieje również masło oraz wieprzowina.
Spadki odnotowały ceny warzyw korzeniowych. Ale drożeją np. jaja – według danych resortu rolnictwa, w tygodniu zakończonym 22 marca, za jaja ściółkowe sieci handlowe płaciły dostawcom więcej o 12 proc. rok do roku. Z kolei jaja z wolnego wybiegu kosztowały więcej o 8 proc. rdr. Zdrożała też wołowina, tu głównym powodem jest ograniczona podaż.
Czy Polacy zacisną pasa przed świętami?
Niższe ceny w detalu są zatem efektem starań sieci handlowych, by przyciągnąć klienta. Tym bardziej że klient – bombardowany zewsząd informacjami o rosnącej presji na ceny w wyniku konfliktu w Zatoce Perskiej – może stwierdzić, że lepiej przyoszczędzić. Ale nie zawsze.
Rozbudowa polskiej armii konieczna? Polacy nie mają wątpliwości
– Informacja o wojnie i rosnących cenach paliw może oddziaływać na klientów na różne
sposoby – wskazuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito. – Część kupujących zareaguje odruchem przezorności i kupi więcej teraz, zanim będzie drożej, a część wręcz przeciwnie – odłoży większe zakupy na potem. A pozostali nie zareagują w żaden sposób. I w moim odczuciu przeważy właśnie chęć przygotowania świąt bez większych wyrzeczeń.
– Jedno jest jednak pewne już dziś. Wielkanoc to jeden z niewielu momentów, kiedy Polacy z wyprzedzeniem planują większe wydatki. Jeśli w tym okresie pojawia się silny sygnał niepewności, jak konflikt zbrojny i skaczące ceny paliw, to część konsumentów może zrewidować oczywiście te plany i ograniczyć skalę świątecznych zakupów. Nie spodziewałbym się jednak drastycznych ruchów w tym zakresie – podsumowuje dr Orpych.
Na razie kondycja polskiego konsumenta nie wygląda źle. Z raportu Grupy Blix i UCE RESEARCH pt. „Plany zakupowe Polaków na Wielkanoc 2026”, który został udostępniony redakcji Zero.pl, wynika, że 38,2 proc. ankietowanych zamierza ograniczyć tegoroczne wydatki na wielkanocne artykuły spożywcze względem zeszłorocznych (w 2025 roku w stosunku do 2024 roku taki zamiar deklarowało 41,9 proc. respondentów. Zwiększyć wydatki chce z kolei 39,5 proc. ankietowanych (poprzednio – 36,2 proc.).
– Badania zachowań konsumenckich jednoznacznie wskazują, że zakupy przedświąteczne mają w dużej mierze charakter impulsywny – zauważa dr Robert Orpych. – Nawet konsumenci, którzy przychodzą do sklepu z listą, wydają średnio kilkanaście procent więcej, niż planowali. Świąteczna atmosfera, ekspozycja produktów sezonowych i intensywna komunikacja promocyjna skutecznie rozluźniają kontrolę nad budżetem.
Co dalej z cenami żywności w Polsce?
Pytanie, jak zmieni się nastawienie konsumentów, gdy ceny żywności zaczną rosnąć. Dla ich poziomu kluczowe znaczenie mają notowania gazu, którego podaż drastycznie zmalała po zablokowaniu przez Iran Cieśniny Ormuz (przez ten szlak w czasach pokoju przepływało ok. 20 proc. światowego transportu skroplonego gazu ziemnego, czyli LNG) i irańskich uderzeniach na instalacje LNG w Katarze. Gaz jest kluczowym składnikiem w produkcji nawozów stosowanych w rolnictwie.
– Sytuacja na rynku gazu już wpływa na ceny nawozów, choć na razie nie widać przełożenia tych kosztów na ceny surowców rolnych – mówi Mariusz Dziwulski z PKO BP. – Reakcja rynków żywnościowych na konflikt na Bliskim Wschodzie była relatywnie spokojna, biorąc pod uwagę, że ceny surowców energetycznych poszły w górę o ponad 40 proc. w porównaniu z cenami z końca lutego.
Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, uspokaja, że w marcu ceny produktów spożywczych nie powinny mocno wzrosnąć. – Szacujemy, że inflacja cen żywności i napojów bezalkoholowych w marcu wyniosła 0,4 proc. w ujęciu miesięcznym. To niewiele więcej w porównaniu z marcem rok temu, kiedy ceny w tej kategorii wzrosły o 0,3 proc. miesiąc do miesiąca – mówi Zero.pl.
Mariusz Dziwulski z PKO BP zaznacza, że dalszy rozwój wypadków zależy od tego, jak długo potrwa konflikt na Bliskim Wschodzie. – Gdyby ceny ropy i gazu utrzymywały się na wyższym poziomie dłużej, miałoby to negatywne oddziaływanie na światową podaż. Po pierwsze, zużycie nawozów w ujęciu globalnym może spaść – kraje Bliskiego Wschodu to duzi eksporterzy nawozów. Ale też może zmienić się struktura produkcji rolnej.
– Dodatkowo część produktów, takich jak rzepak, kukurydza czy trzcina cukrowa może zostać przekierowana w większym stopniu do produkcji biopaliw, co przełożyłoby się na mniejszą podaż tych produktów rolnych dla sektora żywnościowego – tłumaczy ekspert. I podaje praktyczny przykład: – Mniej trzciny cukrowej kierowanej do produkcji cukru to mniej cukru na rynku, a to spowodowałoby presję na wzrost cen. Na razie jednak te ceny rosną umiarkowanie i przynajmniej w horyzoncie kilku tygodni jakichś szokowych wzrostów na poziomie detalicznym nie należy się spodziewać.
Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito przypomina ze swej strony „dobrze znany” – jak mówi – mechanizm przenoszenia wzrostu kosztu ropy na ceny na półce sklepowej.
– Najbardziej narażone są kategorie, w których energia i transport stanowią największy udział w kosztach końcowych. Na pierwszym miejscu stawiałbym chemię gospodarczą (detergenty, środki czystości, płyny do mycia). Tuż za nią pieczywo i produkty mleczarskie, gdzie koszty ogrzewania piekarni, chłodni i transportu chłodniczego są szczególnie istotne. Wrażliwe są też pozostałe kategorie wykorzystujące obiekty o bardzo wysokim zużyciu energii – szklarnie, kurniki itp.
Wzrosty cen, o ile wystąpią, będą częściowo łagodzone przez promocje w sklepach, ale dr Robert Orpych podkreśla, że nie należy ich traktować jako działania powodowanego troską o konsumenta. – Sieci handlowe stosują je wybiórczo. Najczęściej na produkty, których ceny klient zna bardzo dobrze i po których ocenia, czy dany sklep jest tani, czy drogi. Mówimy tu o mleku, maśle, chlebie, oleju czy jajkach. Na tych produktach sklep utrzymuje często niską cenę, bo wie, że klient, postrzegając je jako relatywnie tanie, zrobi w tym sklepie całe zakupy. Marże odrabia natomiast na produktach, których cen konsument nie pamięta, np. na produktach sezonowych.
– Alternatywą dla jawnej podwyżki ceny jest coraz powszechniej stosowana shrinkflacja, czyli mniejsza gramatura w tej samej cenie (z ang. „shrink”, czyli kurczyć się – red.). Tego narzędzia sklepy używają chętnie, bo jest mniej zauważalne, a statystyki inflacji nie do końca je wychwytują.
