Reklama
Reklama
Świat

Wojna jest kobietą. Trump pozbył się nie tej

Kowal zawinił, cygana powiesili – to stare kontrowersyjne powiedzenie idealnie odzwierciedla klimat panujący w Białym Domu po pozbyciu się prokurator generalnej USA. Donald Trump – w typowo mizoginistyczny dla siebie sposób – zrobił to mimochodem, między bombardowaniem Iranu a wygłoszeniem orędzia do narodu. W tej najnowszej odsłonie czystek w najbliższym otoczeniu nie chodzi nawet o sam timing, a konsekwencje. Te – podobnie jak w przypadku wojny na Bliskim Wschodzie – odbiją się czkawką 79-latkowi.

Piotr Białczyk
Felieton autorstwa: Piotr Białczyk
02 kwietnia
4 minuty
Prezydent USA Donald Trump oraz (była) prokurator generalna Pam Bondi (fot. arch.). (fot. JIM LO SCALZO / POOL / PAP)

Reklama

Wieść o zwolnieniu prokurator generalnej krążyła po Waszyngtonie od kilkunastu godzin. Kolejne media oraz dziennikarze zbliżeni do Białego Domu w pewnym momencie zaczęli się prześcigać kto szybciej i trafniej ustali z kolejnego źródła, że Donald Trump pozbył się Pam Bondi.


Reklama

A sposób tego zwolnienia był jakże daleki od standardów przyjętych we współczesnych demokracjach. Prezydent USA przygotowywał się do szumnie zapowiadanego przełomowego orędzia do narodu, w którym po raz kolejny miał powtórzyć półprawdy o Sojuszu Północnoatlantyckim.

Narastającą irytację mógł zatem wyładować na kimś słabszym, z którym miał na pieńku. Cel był prosty: kobieta.

Trump spotkał się z Bondi w Gabinecie Owalnym i poinformował o dymisji. Możemy się tylko domyślać, w jak napiętej atmosferze przebiegała ta rozmowa. Oczywiście z wpisu Donalda Trumpa. 


Reklama


Reklama

(Nie)ironiczny wpis Trumpa?

„Pam wykonała niesamowitą pracę, nadzorując masową walkę z przestępczością w całym kraju, a liczba morderstw spadła do najniższego poziomu od 1900 roku. Uwielbiamy Pam, która wkrótce obejmie bardzo potrzebne i ważne stanowisko w sektorze prywatnym, co zostanie ogłoszone w najbliższej przyszłości” – napisał.

Co znamienne, w przeciwieństwie do innych dymisji w administracji, Bondi już tak podpadła Trumpowi, że ten nie chce jej widzieć nigdzie w pobliżu swojego rządu. Dlaczego jednak w tak agresywny sposób republikanin zrezygnował z kobiety, którą forsował aż tak bardzo na świecznik?  


Reklama

Republikanin do dziś nie może wybaczyć jej zarządzania aferą Jeffreya Epsteina, a w zasadzie upublicznieniem kilometrów akt (także zredagowanych, gdzie wygumkowane rzekomo miało być nazwisko Trump) dotyczącymi pedofilii oraz handlem ludźmi. 


Reklama

Prawdopodobnie to ta sprawa była „niewybaczalnym przestępstwem”, o którą oskarżył ją podczas rozmowy pożegnalnej. Bondi miała podobno błagać go o zmianę decyzję, jednak nowojorczyk pozostał niewzruszony.

Sypie się system budowany przez Trumpa

79-latek od lat buduje wokół siebie system, w którym ludzie są wartościowi tylko tak długo, jak są bezwarunkowo lojalni. Bondi, która sama była postacią kontrowersyjną i blisko z nim związaną politycznie, w takim układzie i tak byłaby jedynie narzędziem — a nie niezależnym urzędnikiem stojącym na straży prawa.


Reklama

Do czasu, gdy Bondi wykonywała polityczne polecenia i likwidowała wielodekadową tradycję niezależności Departamentu Sprawiedliwości od Białego Domu w prowadzeniu śledztw, do tego momentu była przydatna. Teraz gdy budowany przez republikanina domek z kart zaczyna się rozsypywać, zaczyna pozbywać się najsłabszych ogniw


Reklama

Zaledwie przed miesiącem z urzędem pożegnała się Kristi Noem. Sekretarz bezpieczeństwa krajowego USA była krytykowana za sposób zarządzania swoim departamentem, a także wdrażaniem kontrowersyjnego prawa migracyjnego forsowanego przez obecną administracją.

Tajemnicą poliszynela jest przeprowadzenie jeszcze głębszej czystki – wśród członków gabinetu przeprowadzono ankietę na temat przyszłości dyrektor wywiadu Tulsi Gabbard. Według niektórych członków urzędniczka rozwścieczyła prezydenta, odmawiając potępienia Joe Kenta na przesłuchaniu w Kapitolu.

To dyrektora ds. walki z terroryzmem, który w zeszłym miesiącu zrezygnował ze stanowiska w związku z wojną z Iranem. A ta – jak wiadomo – jest kobietą. Tej jednak Trump z uporem maniaka pozbyć się nie chce.