Państwa arabskie z regionu Zatoki Perskiej, z Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi na czele, mają naciskać na prezydenta Donalda Trumpa, aby kontynuował operację wojskową przeciwko Iranowi. Według źródeł dyplomatycznych, sojusznicy USA argumentują, że dotychczasowa kampania nie osłabiła Teheranu wystarczająco, by trwale wyeliminować zagrożenie.

- Państwa Zatoki Perskiej mają naciskać na Stany Zjednoczone, by kontynuowały operację przeciw Iranowi.
- Kraje arabskie mają widzieć konflikt jako „historyczną okazję” na zmianę władzy w Iranie.
- Donald Trump sygnalizuje jednocześnie gotowość do negocjacji i grozi eskalacją.
Mimo początkowych napięć i skarg na brak konsultacji przed atakiem USA i Izraela, stanowisko krajów Zatoki Perskiej uległo zmianie – informuje Associated Press. Obecnie Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt i Bahrajn mają postrzegać konflikt jako „historyczną okazję” do ostatecznego zakończenia dotychczasowych rządów w Iranie.
W rozmowach z agencją przedstawiciele tych państw mieli zaznaczyć, że nie chcą zakończenia działań wojennych, dopóki nie nastąpi zmiana władzy w Teheranie lub radykalny zwrot w zachowaniu reżimu.
Atak na tankowiec u wybrzeży Dubaju. Trump zmienia strategię wobec Iranu.
Trump mówi o pokoju i grozi eskalacją
Doniesienia pojawiają się w momencie, w którym coraz częściej ze strony Donalda Trumpa padają słowa o rzekomych negocjacjach pokojowych i gotowości do ugody z Iranem, podsycone groźbami o eskalacji w przypadku braku porozumienia.
„Stany Zjednoczone Ameryki prowadzą poważne rozmowy (…) w celu zakończenia naszych operacji wojskowych w Iranie. Osiągnęliśmy znaczny postęp, ale jeśli z jakiegokolwiek powodu porozumienie nie zostanie wkrótce zawarte – choć prawdopodobnie tak się stanie – oraz jeśli cieśnina Ormuz nie zostanie natychmiast »otwarta dla interesów«, zakończymy nasz uroczy »pobyt« w Iranie, wysadzając w powietrze i całkowicie niszcząc wszystkie ich elektrownie, szyby naftowe oraz wyspę Chark (a być może także wszystkie zakłady odsalania!), których celowo jeszcze nie »tknęliśmy«” – pisał w mediach społecznościowych Trump.
Różne nastawienie państw Zatoki Perskiej
Chociaż państwa Zatoki Perskiej goszczą amerykańskie bazy, same nie dołączyły do ataków na Iran. AP wskazuje, że widać wśród nich znaczne różnice. Abu Zabi, będące celem ponad 2,3 tys. ataków rakietowych Iranu, obawia się o swój wizerunek bezpiecznego centrum handlu. Kuwejt i Bahrajn również skłaniają się ku opcji siłowej, podczas gdy Oman i Katar wciąż liczą na dyplomację.
Arabia Saudyjska argumentuje za to, że przedwczesny pokój nie zagwarantuje bezpieczeństwa. Następca tronu, Mohammed bin Salman, miał przekazać Waszyngtonowi, że uważa dalsze osłabianie Iranu za kluczowe dla regionu. Saudyjczycy domagają się likwidacji irańskiego programu nuklearnego, zniszczenia rakiet balistycznych oraz pełnej drożności cieśniny Ormuz.
Donald Trump: Myślę, że zawrzemy układ z Iranem. Ale możliwe, że nie.
Zaostrza się także retoryka Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
„Irański reżim, który wystrzeliwuje rakiety balistyczne w stronę domów, wykorzystuje globalny handel jako broń i wspiera bojówki, nie jest już akceptowalnym elementem regionalnego krajobrazu” – napisała Noura Al Kaabi, minister stanu w MSZ ZEA, na łamach dziennika „The National”.
Biały Dom oficjalnie odmawia komentarza na temat przebiegu rozmów z sojusznikami. Sekretarz Stanu Marco Rubio potwierdził jednak publicznie, że Waszyngton i kraje arabskie nadają „na tych samych falach”.
– To religijni fanatycy, którym nigdy nie można pozwolić na posiadanie broni jądrowej, ponieważ mają apokaliptyczną wizję przyszłości – mówił w programie „Good Morning America”.