- Groźby Waszyngtonu wobec sojuszników mogą być elementem szerszej strategii nacisku, a nie realnym planem odwrotu.
- Narastające napięcia wokół Iranu ujawniają rosnący dystans między USA a Europą.
- Kluczowa dla globalnej gospodarki cieśnina Ormuz staje się osią nowej geopolitycznej rozgrywki.
Paradoksy, negocjacyjne zasłony niewiedzy, ambiwalencje i sprzeczności należą do ulubionego repertuaru politycznej retoryki prezydenta Stanów Zjednoczonych. Być może zamiast wsłuchać się w twarde deklaracje, należałoby skupić się na Trumpowskich przemilczeniach? O twardej dacie zakończenia konfliktu lokator Białego Domu mówi niewiele. Czasami deklaruje tydzień, czasami dwa. W środowym orędziu podobnie, Trump woli mówić o rychłym zakończeniu, ale bez jednoznacznego rozstrzygnięcia.
W obliczu eskalacji napięć wokół Iranu oraz ryzyka destabilizacji jednego z kluczowych szlaków transportu ropy naftowej, Waszyngton i Tel Awiw szukają dziś winnych narastających trudności. Jednak problem może leżeć głębiej, w stopniowej utracie zaufania i dystansowaniu się wielu dotychczasowych sojuszników.
„Krok od celu”. Trump w orędziu o końcu wojny
NATO pod presją: Trump uderza w europejskich sojuszników
Administracja Donalda Trumpa coraz ostrzej krytykuje partnerów, którzy nie chcą angażować się w działania przeciwko Iranowi. Brak wsparcia osłabia wspólne bezpieczeństwo, twierdzi amerykański przywódca. Szczególnie wyraźnie widać to w relacjach z Europą.
Prezydent Francji, Emmanuel Macron, który usiłuje prowadzić bardziej niezależną politykę, znalazł się w gronie głównych adresatów amerykańskiej krytyki.
Trump nie ukrywa także swojego sceptycyzmu wobec NATO, nazywając Sojusz w wywiadzie dla brytyjskiego „The Telegraph” „papierowym tygrysem”. W tym kontekście ponownie Trump naciska na większą aktywność swoich sojuszników, sugerując, że bez realnego wkładu finansowego i militarnego ze strony Europy dalsze zaangażowanie USA może stanąć pod znakiem zapytania.
Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa znaczna część światowych dostaw ropy, stała się kluczowym elementem tej geopolitycznej układanki.
Dla monarchii Zatoki stawka jest ogromna. Potencjalna destabilizacja regionu mogłaby zagrozić ich bezpieczeństwu i gospodarce. Niektóre kraje, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, rozważają nawet bezpośrednie zaangażowanie militarne.
System się sypie, pacjenci umierają. Tego nie da się już ukryć
Czy powstanie nowa koalicja bez USA?
W obliczu rosnącego napięcia premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, podejmuje działania na rzecz stworzenia szerokiej koalicji międzynarodowej. Według medialnych doniesień miałaby ona obejmować nawet 35 państw.
Pozostaje jednak pytanie, czy presja ze strony Waszyngtonu przyniesie oczekiwany efekt. Czy Trump, naciskając na większą aktywność swoich sojuszników, zdoła wciągnąć do konfliktu państwa, które dotąd unikały bezpośredniego zaangażowania?
Słowa premiera Kanady, Mark Carney, dobrze oddają obecne nastroje wśród państw zachodnich: „Kiedy nie jesteśmy przy stole, jesteśmy w karcie dań”. W tym sensie polityka Trumpa może mieć paradoksalny efekt. Mobilizować partnerów USA bardziej niż działania ich przeciwników.
Jednocześnie osłabianie struktur takich jak NATO może prowadzić do powstawania nowych układów sił – tzw. „koalicji średnich potęg”, które będą próbowały równoważyć wpływy Stanów Zjednoczonych.
Jedno pozostaje pewne: Trump konsekwentnie naciska na większą aktywność swoich sojuszników, redefiniując tym samym dotychczasowe zasady współpracy w świecie zachodnim.

