Reklama
Kraj

Rozstanie, ale tylko na chwilę. Zdaniem Prusinowskiego najdalej za rok PiS się zjednoczy

Pierwszy sezon politycznej opery mydlanej „Nowogrodzka” już wkrótce dobiegnie końca i wszystko wskazuje na to, że zakończy się rozwodem. Dla wiernych i być może zasmuconych takim obrotem sprawy widzów mamy kilka słów pocieszenia. Skłóceni teraz bohaterowie wrócą do siebie i będą na to potrzebowali niespełna roku.

Jacek Prusinowski
Opinia autorstwa: Jacek Prusinowski
Dzisiaj 09:17
4 min
Najdalej za rok, czyli jeszcze przed oficjalnym startem kampanii, rozłamowcy i ci, którzy zostali u boku Jarosława Kaczyńskiego podpiszą porozumienie (fot. Paweł Supernak / PAP)
TYLKO NA

Szkodliwa wymiana ciosów

Im szybciej dojdzie do pęknięcia Prawa i Sprawiedliwości, tym dla tej partii lepiej. Festiwal oskarżeń, personalne ataki, zapowiedzi procesów i publiczne pranie brudów miałyby jeszcze sens, gdyby PiS i Rozwój Plus (nie mam pewności, że tak będzie się nazywała partia Mateusza Morawieckiego) miały rywalizować ze sobą w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.

Tak jednak nie będzie. Najdalej za rok, czyli jeszcze przed oficjalnym startem kampanii, rozłamowcy i ci, którzy zostali u boku Jarosława Kaczyńskiego podpiszą porozumienie i jako koalicja rozpoczną przygotowania do wspólnego już startu w wyborach. Na dzisiaj to absolutnie bazowy scenariusz dla obu stron z kilku powodów.

Czytaj również: Rozłam PiS? Morawiecki ujawnił kulisy rozmów na Nowogrodzkiej. Złożył propozycję Kaczyńskiemu

Zjednoczenie zagwarantuje przeżycie

Pierwszemu na imię Konfederacja. Prezes PiS nie może sobie pozwolić na utratę prymatu na prawicy. Do niedawna układ sił można było jeszcze określić jako zdecydowaną dominację jego formacji, teraz zagrożona jest nawet pozycja lidera, a o dominacji nie ma oczywiście mowy.

Reklama
Reklama

Inny cel mają mniej rozpoznawalni posłowie, którzy idą krok w krok za byłym premierem, a to całkiem liczna, bo kilkunastoosobowa grupa. Samodzielny start w wyborach oznaczałby dla nich walkę o parlamentarne życie ze skromną nadzieją na powodzenie, nawet jeżeli partia przekroczyłaby 5 proc. próg.

Wariant zjednoczeniowy to z kolei gwarancja uzyskania miejsc na wspólnej liście, które można będzie uznać za biorące. To musi być jeden z pierwszych warunków Mateusza Morawieckiego. Bo jeżeli nie zawalczy skutecznie o swoich ludzi, następnym razem nie będą wiernie podążać za liderem swojego środowiska.

Ziobro dał przykład Morawieckiemu, jak grać z Kaczyńskim

I jedni, i drudzy wspominają też o d’Hondtcie, ale jestem przekonany, że metoda przeliczania głosów ma w tym wypadku przesłonić tylko realne i bardziej praktyczne powody przyszłego zjednoczenia. Harcerze chcą pójść śladem swoich obecnych rywali, którzy pod szyldem Solidarnej Polski, ze Zbigniewem Ziobrą na czele, najpierw rzucili rękawicę Prawu i Sprawiedliwości, ale przed wyborami parlamentarnymi umieli się porozumieć i wprowadzili do Sejmu, właśnie z list PiS, silną grupę swoich zwolenników.

Reklama
Reklama

Jednym słowem, dał Ziobro przykład Morawieckiemu, jak grać o swoje z Jarosławem Kaczyńskim. Ten pierwszy wie już od dawna, że nie spełni swoich ambicji i nigdy nie zostanie prezesem Prawa i Sprawiedliwości, dla Morawieckiego to ciągle realny i niezwykle ważny cel.

Czytaj również: Morawiecki spotkał się z Kaczyńskim. Rzecznik PiS o rozmowach na temat przyszłości partii

Wielu moich rozmówców z PiS twierdzi, że chwila, w której Kaczyński zdał sobie z tego sprawę, zapoczątkowała etap twardej rozprawy z partyjnymi buntownikami. Bo jeszcze dwa lata temu z Morawieckim kojarzeni byli tylko jego współpracownicy z rządu, dzisiaj to zdecydowanie liczniejsza grupa parlamentarzystów. Prezes nie chciał sprawdzać, gdzie były premier będzie za rok i już teraz wytycza jasną linię podziału. 

Czytaj również: Morawiecki kontra Kaczyński. Politycy PiS komentują konflikt w partii