Reklama
Kraj

Z osiedla łanowego do centrum Warszawy w dwie godziny. To była pouczająca podróż

Podwarszawskie osiedle o nazwie „Zielono Mi” wielokrotnie pokazywano jako przykład kuriozalnego założenia architektonicznego: długa, wąska linia budynków przecinająca szczere pole. Wygląda jak miejsce, z którego nie da się wydostać bez samochodu. Ja spróbowałem i miałem wiele czasu na przemyślenia o podmiejskiej urbanistyce.

Tymon Grabowski
Opinia autorstwa: Tymon Grabowski
Dzisiaj 12:25
9 min
Ile może trwać podróż do centrum Warszawy? (fot. Piotr Rodzik / Zero.pl)
  • Z opisywanego w wielu mediach łanowego osiedla „Zielono Mi” w podwarszawskim Zamieniu pojechałem komunikacją publiczną do centrum Warszawy. Zajęło mi to ponad dwie godziny i wymagało użycia trzech środków transportu.
  • Ceny nieruchomości wypychają nabywców na przedmieścia miast, łanowe osiedla kuszą spokojem – ale bez samochodu tu nie pożyjesz.
  • Z mojej wycieczki płynie kilka wniosków, a ten najważniejszy i najmniej oczywisty znajdziecie na końcu tekstu.

Już samo wejście na osiedle „Zielono Mi” wygląda nieco dziwnie, bo ma postać szlabanu otoczonego z obu stron płotem przy pustej, wiejskiej ulicy w podwarszawskim Zamieniu. Tak jakby ktoś wyrysował linię łączącą dwie losowe polne drogi, a potem wzdłuż tej linii postawił mnóstwo identycznych segmentów, na koniec zamykając całość szlabanem. Tuż obok trwają prace budowlane nad drugą linią zabudowy o inspirującej nazwie „Zielono Mi 2”, a deweloper reklamuje, że segmencik o powierzchni ok. 76 mkw. można mieć już za mniej niż 700 tys. zł. Wprawdzie te 76 mkw. w segmencie to jak 50 mkw. w normalnym mieszkaniu, bo sporo przestrzeni marnuje się na schody, ale nie o tym dziś będzie.

Osiedle łanowe pod Warszawą. Infrastruktury w okolicy brak, ale może mieszka się przyjemnie? (fot. materiały własne)

Jest godzina 10:50. Ruszam do ratusza

Ratusza Warszawy oczywiście – może nie spotkam prezydenta Trzaskowskiego, ale chciałbym po prostu mu podziękować za sprawne zarządzanie stolicą. Nie podejmuję się ocenić, dlaczego ceny nieruchomości w Warszawie przebiły ponoć średnią 16 tys. zł za metr kwadratowy, ale zapewne nie stałoby się tak, gdyby politycy realnie temu przeciwdziałali. A że nie przeciwdziałali, to mamy sytuację, gdzie można albo załadować się w kredyt na stare, małe mieszkanie w bloku w mieście, albo mieć ładny segment pod miastem, tyle że w absurdalnie zagospodarowanej przestrzeni, gdzie ciąg domów przecina pole kapusty, a wyprawa do sklepu przypomina tę z „Władcy Pierścieni”. 

Reklama
Reklama

W 7 minut dotrzesz do przystanku.

Po kilku minutach docieram na przystanek autobusowy. Sprawdzam jeszcze, czy w okolicy są jakieś sklepy spożywcze – jest jeden, delikatesy „Raj”, oddalone o zaledwie siedem minut marszu. Sam przystanek „Podolszyn” to fascynujące miejsce. Jest wiata z kartką „świeżo malowane”, która wygląda, jakby naklejono ją tu ze dwa lata temu. Przystanek otacza trochę zarośli i kilka poniszczonych ławek, co sprawia wrażenie, jakby ktoś chciał zrobić tu „przestrzeń dla ludzi”. Liczba butelek typu małpka pod jedną z ławek potwierdza, że to się udało. 

Fajny rozkład jazdy, taki dziurawy.

Jest to przystanek bezkierunkowy – fascynująca koncepcja, gdzie autobusy podjeżdżają zawsze od tej samej strony, ale mają różne pętle końcowe. Jeździ tu linia 715 i okazjonalnie 815, ta druga trzynaście razy dziennie z wyjątkiem weekendów. „Siedemsetpiętnastka” w godzinach szczytu jeździ co 20 minut, ja trafiłem na okres poszczytowy, więc musiałem poczekać 42 minuty. Z tego przystanku można też dojechać dalej, aż do Janek, jeśli przesiądziemy się w mniejszego, białego busika obsługującego linie „wiejskie”, oznaczonego symbolem R3. Nie jest więc tak, że komunikacja z tego miejsca nie istnieje, jednak jeśli nie wybieracie się do Warszawy między 7 a 8 rano, to na transport przyjdzie wam poczekać naprawdę długo.

Reklama
Reklama

Jest i autobus, czekałem tylko 42 minuty.

Żegnaj, świeżo malowany przystanku.

Autobusy w końcu przyjeżdżają, jeden za drugim

Mam do wyboru: albo jadę do metra na Ursynowie (według rozkładu to 40 minut jazdy), albo do pętli tramwajowej na al. Krakowskiej, czas dojazdu – podobny. Wybieram opcję numer jeden, ale po krótkim czasie i obserwacji zachowaniu nielicznych o tej porze pasażerów autobusu postanawiam ją zmodyfikować i zamiast do metra – dojechać do pociągu. W założeniu pozwoli to jechać krócej autobusem (czyli mniej stać na światłach czy w korku z autami), a większą część trasy pokonać po torach. 

Ładne centrum handlowe, nie ma do niego dojścia chodnikiem.

Reklama
Reklama

Opuszczając okolice Zamienia i Podolszyna, mijam spore centrum handlowe z Lidlem, Netto czy Action. Nie ma tam przystanku autobusowego, za to jest wielki parking w stylu amerykańskim. Nie masz samochodu – no trudno.

Autobus opuszczam po kilkunastu minutach na przystanku PKP Jeziorki, na którym wysiada większość pasażerów. Temat „o której będzie pociąg” zdawał się dominować wśród osób podróżujących ze mną, co potwierdziło, że jeśli ludzie tylko mogą wybrać komunikację szynową – to właśnie na nią postawią, a autobus traktują jak zło konieczne.

Na przystanku PKP Jeziorki zatrzymują się pociągi SKM i KM

Trzeba to wiedzieć: jedno to Szybka Kolej Miejska, drugie – pociągi Kolei Mazowieckich. Dlaczego jest to ważne? Otóż w pociągach Kolei Mazowieckich obowiązują bilety miejskie na SKM, ale poza jednorazowymi i czasowymi. Na dobowym czy 30-dniowym możesz śmiało jechać, ale w wypadku pojedynczej podróży – nic z tego. Na peronie nie ma automatu biletowego, więc podejmuję trud zakupu biletu KM w apce, na szczęście przyjeżdża kolejka SKM, więc mój podmiejski bilet strefowy na autobus obowiązuje tu dalej. 

Pociąg mnie pociąga, podobno jedzie najszybciej.

Reklama
Reklama

Tuż obok przystanku Jeziorki znajduje się zaimprowizowany miniparking P+R. Właściwie to kawałek rozjechanego trawnika bez sensownego wjazdu, gdzie stoi kilkanaście samochodów. Kierowca wielkiego busa, który wjechał na ten teren po przejściu dla pieszych, bezradnie miele kołami w miejscu – zjazd z krawężnika na klepisko został rozjeżdżony do głębokości osi. 

Żeby nie było za łatwo, SKM-ka z Jeziorek nie jedzie do dworca Centralnego ani do dworca Śródmieście. Na wysokości Warszawy Zachodniej skręca na północ i kieruje się na dworzec Gdański. Powiedzieć, że nie ma tłoku, to nic nie powiedzieć, ale też i takie godziny wybrałem z rozmysłem. Podobno o 7:30 trudno tu wcisnąć palec – znalazłem na „Stołecznej” artykuł, w którym pasażerowie narzekają na napchane do granic możliwości pociągi do Warszawy jadące od strony zachodniej i południowo-zachodniej. To pewnie pisali ci życiowi przegrani bez samochodów. 

Czytaj również: Chińskie marki samochodów w Polsce. Nasz subiektywny ranking (z doświadczenia)

W tle spontaniczny parking P+R.

Reklama
Reklama

Na dworcu Warszawa Gdańska wysiadam ok. 12:45

Jeszcze tylko jedna stacja metrem (Dworzec Gdański – Ratusz) i oto o 12:58, po dwóch godzinach i ośmiu minutach jazdy jestem na miejscu, na warszawskim placu Bankowym. Mogę iść przybić piątkę Rafałowi Trzaskowskiemu za udaną misję wypychania mieszkańców z głośnego, turystycznego centrum na dalekie obrzeża, no i przede wszystkim za promowanie ruchu samochodowego. Gdybym z Zamienia jechał autem, dojazd w to miejsce zająłby mi pewnie 35-40 minut, i to już z parkowaniem, choć o to w okolicy coraz trudniej. Czas jednak na parę wniosków, istotnych dla potencjalnych nabywców nieruchomości pod miastem.

Witamy w Warszawie.

Wniosek numer jeden: komunikacja autobusowa w okolicach Warszawy ma niezłą siatkę połączeń „intermodalnych” (z autobusu do pociągu albo do metra), tyle że poza godzinami szczytu te autobusy jeżdżą niebywale rzadko.

Jeśli ktoś zaczyna zajęcia na studiach lub pracę o późniejszej porze, i tak powinien pojechać wcześniej, gdy kursy są co 20-30 minut, żeby uniknąć sytuacji, gdy autobus odjedzie minutę wcześniej, a następny jest za godzinę. Jeśli trafia ci się konieczność jazdy wieczorem albo w weekend, to mogę tylko powiedzieć „powodzenia” oraz doradzić wzięcie odblasków – przydadzą się przy długim marszu przez wieś, gdy autobusy już dawno nie kursują.

Reklama
Reklama

Polecamy: W tym roku VW Passat B5 kończy 30 lat. Obchody rocznicy trwają permanentnie w Węgorzewie

Wniosek numer dwa: jeśli szukasz nieruchomości pod miastem, w pierwszej kolejności patrz na bliskość stacji kolejowej. To jest realna możliwość wydostania się stamtąd do miasta, inne metody – poza własnym samochodem – są niekorzystne czasowo i cechują się bardzo dużą niestabilnością czasu dojazdu.

Jeśli autobus utknie na skręcie w lewo, możesz tam spędzić 10–15 minut w zupełnym bezruchu i nie da się na to absolutnie nic poradzić. W pociągu też może się to zdarzyć, ale jednak prawdopodobieństwo jest niższe. Pociągi jeżdżą względnie często, są czyste i całkiem punktualne, nie ma właściwie na co narzekać. Niezrozumiały jest tylko podział na te dojeżdżające do stacji Śródmieście i omijające ją w kierunku północnym.

Wniosek numer trzy: to nie dojazd do centrum stanowi główny kłopot osób mieszkających na osiedlach typu „Zielono Mi”. Problemem jest raczej brak okolicznej infrastruktury, który zmusza do jazdy samochodem w każdej sprawie – do szkoły, sklepu czy przychodni. Jazda do centrum miasta to zadanie względnie proste, bo komunikacja zbiorowa ma zwykle charakter „słoneczny”, gdzie centrum metropolii jest punktem, do którego jadą wszystkie środki transportu.

Reklama
Reklama

Prawdziwym wyzwaniem jest przemieszczanie się bez samochodu po bliskiej okolicy – to już właściwie niewykonalne. Zatem wszelkie szlochy na temat „samochodozy” stają się śmieszne, gdy sami znajdziemy się na osiedlu wyglądającym, jakby ktoś trzymał kombinację klawiszy Ctrl+V przez dłuższy czas, bez żadnej alternatywy dla auta, gdy chodzi o codzienne, podmiejskie życie.

Jeszcze tylko metro...

W szczególności zabawnie brzmią utyskiwania na „uzależnienie od auta” wypowiadane przez ludzi mieszkających w centrum Warszawy czy Krakowa. Pojedźcie autobusem do Zamienia, a potem obskoczcie sklep, szkołę i dentystę bez auta. 

Czytaj również: Odwiedziłem Nowe Centrum Warszawy. Ktoś tu bawi się w miejskie Lego

Reklama
Reklama

Aha, miał być nieoczywisty wniosek, to proszę: jeśli jazda samochodem sprawia wam przyjemność i jesteście gotowi ponosić jej koszty, to osiedle łanowe nie ma większych wad. Powiedziałbym, że wypada lepiej niż blokowe molochy nowego Wilanowa, Skoroszy czy Białołęki.

DZIEŃ DOBRY, RAFAŁ (czas operacyjny: 2 godziny 8 minut).