Czasami czuję się jak jeden z bohaterów „Martwych dusz” Gogola. Niejaki Pluszkin, występujący w drugiej części powieści, w kompulsywny sposób gromadził różnego rodzaju bibeloty. Jądrem jestestwa biednego Pluszkina, który zaprzepaścił pokaźną część rodzinnego majątku, stało się zbieractwo niepotrzebnych figurek, porcelan i zdekompletowanych, posrebrzanych zastaw. Pluszkinowy bzik spowodował, że trudno było mu się poruszać po własnym domu. Z czasem, coraz rzadziej, wychodził na zewnątrz otoczony i zamknięty przez własne zbieractwo.
Z Pluszkinem łączy mnie nienasycone, narkotyczne wręcz zbieranie, co prawda nie bibelotów, lecz książek. W moim domu nie oszczędzano nigdy na dwóch rzeczach: usługach dentystycznych i książkach. Czytelnicze fawory moi rodziciele rozdawali swoim dzieciom po równo. W jednym wypadku ziarno spadło na skalisty grunt, a u mnie czytanie stało się najlepszą przygodą mojego życia.
Mógłbym ugotować kipiący garnek czarnych liter o dobrodziejstwach lektury, godzinami mógłbym przekonywać do możliwości podróży bez wychodzenia z domu czy karmieniu erudycji. Prawda jest jednak zupełnie inna. Czytanie może równie szkodzić, co przynosić korzyści. Dziwią mnie zawsze umoralniające wypowiedzi ekspertów, że Polacy nie czytają. Śmieszą mnie rapsodyczne wizje grożącego nam wtórnego analfabetyzmu.
Czy dzięki książkom stajemy się lepsi? Na tak górnolotnie postawione pytanie należy odpowiedzieć z pewnym ubolewaniem negatywnie. Nałogowym czytelnikiem był niejaki Stalin, który osobiście poprawiał – i to z pewnym znawstwem – pisma Maksima Gorkiego czy Michaiła Bułhakowa.
A lektury o rycerskich wyczynach zwichnęły bezpowrotnie niejakiego Don Kichota.
„To się powinno ograniczać”. Politycy o kontrowersyjnym przetargu Totalizatora Sportowego
Stabilizacja czytelnictwa w Polsce po latach spadków
Jak co roku, Biblioteka Narodowa opublikowała „Stan czytelnictwa w Polsce”. Badanie, przeprowadzone na reprezentatywnej próbie ponad dwóch tysięcy osób powyżej 15. roku życia, pokazuje, że po rekordowo niskim poziomie 34 proc. w latach 2021-2022, wskaźnik czytelnictwa utrzymuje się od trzech lat na poziomie nieco powyżej 40 proc. To sygnał zatrzymania negatywnego trendu, choć bez wyraźnego wzrostu.
Najaktywniejszą grupą czytelników pozostają osoby uczące się i studiujące. Jednocześnie dane pokazują pewien paradoks – aż 36 proc. osób z tej grupy nie sięgnęło w ciągu roku po żadną książkę.
Wyraźne różnice widoczne są także w podziale ze względu na płeć. Czytelnictwo deklaruje 47 proc. kobiet, podczas gdy wśród mężczyzn odsetek ten wynosi jedynie 34 proc. Więcej czytają również osoby z wyższym wykształceniem oraz te, które dorastały w domach, gdzie książki były obecne na co dzień.
Autorzy raportu podkreślają znaczenie środowiska społecznego: „Nie rodzimy się czytelnikami – nawyki lekturowe kształtują się w otoczeniu, w którym książki są obecne lub nie. Mają one wpływ na całe nasze życiowe wybory”.
Jednym z ciekawszych wniosków raportu jest rosnąca rola bibliotek. Aż 19 proc. respondentów wskazało biblioteki publiczne jako główne źródło książek, a kolejne 6 proc. korzysta z bibliotek szkolnych. To najlepszy wynik od lat.
Jednocześnie spada liczba osób kupujących książki. W 2025 r. robiło to 43 proc. czytelników, co oznacza spadek o 7 punktów procentowych względem roku poprzedniego i najniższy wynik od trzech lat. Warto jednak zaznaczyć, że statystyki obejmują także dostęp do platform abonamentowych oferowanych przez biblioteki, takich jak Legimi czy Empik Go. W takich przypadkach biblioteka pełni rolę pośrednika, a użytkownik korzysta z cyfrowych zbiorów bez fizycznego wypożyczania książki.
Wśród najchętniej czytanych autorów niewiele się zmienia. W czołówce nadal znajdują się popularni pisarze, a zmiany mają raczej kosmetyczny charakter. Na pierwszym miejscu znajdują się kryminały Remigiusza Mroza, na drugim powieści Henryka Sienkiewicza, a na trzecim – fantastyka Andrzeja Sapkowskiego.
Audiobooki. Rynek, który rośnie mimo braku w raporcie
Raport nie uwzględnia audiobooków, ponieważ, zgodnie z metodologią badania, słuchanie nie jest traktowane jako czytanie. Tymczasem rynek wyraźnie pokazuje rosnącą popularność tej formy kontaktu z literaturą.
Według danych platformy Empik Go w 2024 r. audiobooki stanowiły już 51 proc. konsumowanych treści, wyprzedzając ebooki (49 proc.). Szacunki europejskie wskazują natomiast, że co trzydziesta „przeczytana” książka to w rzeczywistości wysłuchany audiobook.
Autorzy zapowiadają publikację pełnego raportu w najbliższym czasie. Niewykluczone, że pojawią się w nim także nowe dane dotyczące preferencji czytelniczych oraz, być może po raz pierwszy, również słuchaczy książek.
Na razie jedno jest pewne: choć Polacy nie czytają więcej niż wcześniej, przynajmniej przestali czytać mniej. A to już punkt wyjścia do dalszych zmian.
Czy należy jednak namawiać do czytania? Paradoksalnie odpowiem, wbrew temu co napisałem na początku, jak najbardziej – tak.
Przypomina mi się wywiad z rosyjskim pianistą Władimirem Aszkenazym. Dziennikarz, parafrazując słynne zdanie z Dostojewskiego, zapytał artysty czy muzyka zbawi świat? Wyraźnie zakłopotany Aszkenazy podrapał się po głowie, następnie filuternie uśmiechnął i odpowiedział: „Nie sądzę, ale będę się starał”.
Kto wie czy Polacy nie wzięli sobie do serca rady Jules’a Micheleta: „Mało lektur, ale proste, mocne, które zostawiają niezatarty ślad”.

