
Tomasz J., Polak, za którym wydano czerwoną notę Interpolu, został zatrzymany w ekwadorskiej willi w Montanicie. Jak podaje Wirtualna Polska, 48-letniemu mężczyźnie prokuratura zarzuca udział w zorganizowanej grupie przemycającej znaczne ilości narkotyków do Europy.
- Śledczy rozbili grupę, w której działał Polak, dzięki wiadomościom pozyskanym z komunikatora internetowego. Tomasz J. opisywał w sieci m.in. wyprawę do laboratoriów kokainy ukrytych w dżungli i przesyłał zdjęcia paczek z narkotykami.
- Kokainę ukrywano w kontenerach z legalnymi towarami, takimi jak banany, owoce morza czy kakao, i wysyłano z ekwadorskich portów do Europy.
- Według szacunków śledczych grupa, w której działał 48-letni mężczyzna, mogła w ten sposób przemycić nawet do dwudziestu kilku ton narkotyków.
Według prokuratora Tomasz J. był jednym z przywódców organizacji i jednym z głównych łączników lokalnych karteli z mafią albańską. Grupa miała powiązania z albańską i polską mafią oraz kolumbijskimi grupami zbrojnymi. Polak był akcjonariuszem spółki Techpolska, założonej przez jego partnerkę, która nie zatrudniała pracowników, a jej jedyny majątek wynosił 1424 dol.
Tymczasem na osobistych rachunkach J. w ekwadorskich bankach w ciągu dekady zarejestrowano dużo wyższe wpływy, w tym wpłaty gotówkowe. Według ustaleń Wirtualnej Polski grupa, w której działał J., ukrywała kokainę w legalnych ładunkach.
Narkotyki trafiały do kontenerów z bananami, owocami morza, drewnem, kwiatami czy kakao, a w jednym przypadku do przesyłki z tuńczykiem. Z przechwyconych rozmów wynika, że podrzucano też narkotyki do legalnych ładunków, chowano je w panelach chłodniczych i w przerobionych kontenerach. Paczki miały lokalizatory GPS. Kontenery wysyłano z głównych portów Ekwadoru do portów w Europie, w tym w Polsce, Holandii, Belgii i Niemczech.
Międzynarodowa grupa przemycała narkotyki do Europy. Śledczy: Tomasz J. pełnił kluczową funkcję
Organizację tworzyli obywatele Ekwadoru oraz państw europejskich, m.in. Polski, Albanii, Litwy, Holandii i Wielkiej Brytanii. Pomagali jej kierowcy ciężarówek oraz pracownicy i ochroniarze portów. Prokurator wyjaśnia, że współpracowała też z dwoma zwalczającymi się kartelami, Los Lobos i Los Choneros, które bywają wynajmowane do konkretnych usług, np. transportu narkotyków. Śledczy szacują, że przez kilka lat do Europy mogło trafić nawet do dwudziestu kilku ton kokainy, choć część ładunków przechwycono.
Śledztwo w sprawie grupy J. było możliwe dzięki złamaniu zabezpieczeń komunikatora Sky ECC, używanego przez międzynarodowe grupy przestępcze do organizowania handlu narkotykami i prania pieniędzy. Polski wątek sprawy odkryto po analizie rozmów z aplikacji, prowadzonych po polsku i częściowo po hiszpańsku. Najpierw ustalono, pod jakim pseudonimem ukrywał się J. a potem, jak podał prowadzący sprawę prokurator, odsłaniano po kolei piramidę przestępczości zorganizowanej.
Według śledczych Polak pełnił jedną z ważniejszych funkcji w całej strukturze grupy. Tomasz J., obecnie 48-latek, przeprowadził się do Ekwadoru w 2017 r., zdobył tamtejszy paszport i zamieszkał w nadmorskim Montañita. Z rozmów pozyskanych ze Sky ECC wynika, że działał głównie w portach w Guayaquil. Prokurator Borman Peñaherrera twierdzi, że był jednym z przywódców organizacji i jednym z głównych łączników lokalnych karteli z mafią albańską. Zatrzymano go razem z Albańczykiem Daci P., uznawanym za emisariusza tej mafii w Ekwadorze, oraz kilkunastoma obywatelami Ekwadoru.
Afera w Kłodzku. Wyciekły dane ofiar Przemysława L.
Polak oskarżony o udział w międzynarodowej grupie przestępczej. Nie przyznał się do winy
W tle sprawy pojawia się śmierć Moniki Silvy-Koniuszek, polskiej aktywistki znalezionej martwej 8 czerwca, osiem godzin przed zatrzymaniem Tomasza J. Mieszkała ok. 2 kilometry od jego willi, badała afery gruntowe z udziałem wysoko postawionych polityków i od marca próbowała wyjechać z Ekwadoru, bo lokalni przestępcy grozili jej śmiercią.
Jak ustaliła Wirtualna Polska, Tomasz J. i jego partnerka znali aktywistkę. Następnego dnia minister spraw wewnętrznych pochwalił się zatrzymaniem Polaka i ogłosił, że kobieta popełniła samobójstwo, lecz druga sekcja wykazała, że została zamordowana. Wśród znajomych aktywistki krążą plotki o powiązaniu obu spraw, a prawnik znający sprawę sugeruje, że władze mogły chcieć „przykryć” jej śmierć. Prokurator stanowczo temu zaprzecza i podkreśla, że śledztwo ruszyło osiem miesięcy wcześniej.
Tomasz J. odmówił składania zeznań, jego obrońca mówił o oskarżeniach opartych na założeniach i poszlakach, a sędzia uznał ryzyko ucieczki za bardzo wysokie. W Ekwadorze grozi mu od 7 do 10 lat więzienia, a we wrześniu przeniesiono go do więzienia o zaostrzonym rygorze. Polska prokuratura złożyła wniosek o ekstradycję, a prezes Krajowego Trybunału Sprawiedliwości Ekwadoru wszczął formalne postępowanie.
Wątek Tomasza J. pojawia się w śledztwie Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej dotyczącym międzynarodowego gangu narkotykowego.
Może też Cię zainteresować: