Reklama
Moto

Kierowca Republiki chińskim autem staranował japoński samochód ambasady Niemiec. Myślałem, że to żart

Spodziewałem się, że lubiąca Stany Zjednoczone i Donalda Trumpa Telewizja Republika będzie jeździła minimum Fordem, jeśli nie nawet jakimś Chevroletem Tahoe. Coś z wielkim, amerykańskim V8, bulgoczącym jak prawdziwa wolność. Nie, oni jeżdżą chińskim SUV-em z niskiej półki cenowej. Nie wiem, czy jestem rozczarowany, czy rozbawiony.

Tymon Grabowski
Opinia autorstwa: Tymon Grabowski
Dzisiaj 07:34
4 min
Takim autem Republiki uderzono w auto niemieckiej ambasady. (fot. materiały prasowe / Facebook / BRD24)
  • Nie wymyślilibyście tego wypadku: kierujący chińskim SUV-em pracownik Telewizji Republika uderzył w Mazdę z ambasady Niemiec.
  • Kierowca z TV Republika otrzymał wysoki mandat. Samochód jest skasowany – wylądował na boku.
  • W Republice już podano to na swój sposób, twierdząc że jeżdżą bezpiecznymi pojazdami i dlatego kierującemu nic się nie stało. 

Życie pisze gotowe scenariusze do filmów. Nigdy w życiu bym nie wymyślił takiego przebiegu wypadku, w którym kierowca prowadzący samochód należący do stacji znanej z negatywnego stosunku do Niemców powoduje wypadek z autem ambasady Niemiec.

Takie zdarzenie miało miejsce w piątek w Warszawie – jadący Forthingiem pracownik Republiki w centrum Warszawy doprowadził do zderzenia z dwoma pojazdami: Peugeotem i Mazdą. Mazda należała do ambasady Niemiec, co jest zresztą kolejną ciekawostką: myślałem, że ambasada Niemiec będzie używała wyłącznie pojazdów niemieckich. Nic dziwnego, że niemiecki przemysł motoryzacyjny ma takie problemy, skoro nawet ambasada w Polsce nie jeździ Volkswagenem. 

Wskutek wypadku Forthing przewrócił się na bok

W materiale na TV Republika znalazły się zdjęcia uszkodzonego pojazdu. Szkoda całkowita jest pewna, ale przynajmniej nikomu nic się nie stało. Przybyła na miejsce policja ukarała kierującego samochodem Forthing mandatem w wysokości 2500 zł. Jak podaje serwis BRD24.pl, w chińskim aucie jechali m. in. poseł PiS Norbert Karczmarczyk i redaktor Sławomir Jastrzębowski. Wypadek miał miejsce w samym centrum stolicy, na rondzie Dmowskiego.

Reklama
Reklama

Oczywiście, że sytuacja się nagrała i nie ma wątpliwości, że kierowca Forthinga przejechał przez czerwone światło zjeżdżając z ronda. To miejsce jest bardzo skomplikowane, sygnalizacja świetlna – wieloetapowa i jeśli ktoś jedzie na pamięć, bez skupienia, to bardzo łatwo spowodować wypadek. Kierujący Forthingiem wjechał na czerwonym wprost pod nadjeżdżające pojazdy, nie dając szansy uniknięcia zderzenia. Ale przynajmniej po obejrzeniu nagrania z wypadku nie da się uznać, że doszło tu do jakiegoś „zamachu”. 

Napisaliśmy ostatnio z Piotrem Rodzikiem subiektywny przewodnik po chińskich markach

Marka Forthing nie zyskała tam naszej aprobaty. Samochody te są wprawdzie rzeczywiście nieźle wycenione, jednak pod względem własności jezdnych istotnie ustępują nie tylko europejskiej, ale i chińskiej konkurencji.

Moje doświadczenia z Forthingiem wyglądały jak nierówna walka ze skrzynią biegów, która traciła sporo czasu na zastanawianie się, jakie przełożenie wybrać. Może kierowca z Telewizji Republika też nie lubił Forthinga i kiedy w końcu skrzynia wrzuciła jakiś bieg, wdusił gaz do podłogi. Trudno ocenić. Łatwo jednak ocenić wybór Forthinga – może i w Republice jawnie nie cierpią socjalizmu/komunizmu, ale niechęć kończy się, gdy trzeba kupić nowe auto. Wtedy nagle chiński reżim przestaje być taki zły i można go wesprzeć swoimi pieniędzmi.

Reklama
Reklama

Przypomnę, że Forthing należy do państwowego chińskiego koncernu Dongfeng, działającego od 1969 r., czyli prawicowa telewizja poprzez zakup samochodu wsparła swoimi pieniędzmi chiński rząd. Gdyby Telewizja Polska kupiła nowe, rosyjskie GAZ-y Gazelle zamiast Fordów Transitów, byłaby z tego niewiarygodna afera, a tu proszę – niektórzy mówią, że nie możesz prowadzić prawicowej telewizji i kupować samochodów od państwowego chińskiego koncernu, ale to nieprawda. Możesz, tylko trzeba się tym nie chwalić i nie powodować nimi wypadków. 

Co powinni kupić w Republice?

To proste: Jeepy Avengery. Samochody te mają na sobie amerykańskie logo, co kojarzy się oczywiście z wolnością, odwagą, zdobywaniem nowych terytoriów (analogia docierania do szerszej widowni), a zarazem są produkowane w Polsce, w fabryce Stellantis w Tychach.

Ewentualnie może być Ford Ranger, bo jest pick-upem amerykańskiej marki, a jazda pick-upem po mieście to najbardziej amerykańska rzecz na świecie. Redaktor naczelny tej stacji powinien postawić na Chevroleta albo Cadillaca, a komunikaty w nawigacji powinien czytać Donald Trump. Rozbity Forthing to dobry moment, żeby kupić coś bardziej pasującego do przekazu stacji. Ale i ambasada Niemiec powinna rozważyć przejście na samochody wyłącznie rodzimej produkcji z myślą o kondycji swojego przemysłu.

A nam pozostaje poczekać na „polskie” samochody powstałe z kooperacji Electromobility Poland z tajwańskim Foxconnem. Premier już je obiecał. 

Źródło: Zero.pl