Kraj

Słowik: Dziś zbiera się Rada Beznadziei Narodowej

Politycy chętnie manifestują swoją miłość do ojczyzny i troskę o bezpieczeństwo Polaków. Gdy jednak przychodzi co do czego, potrzeba prowadzenia jałowego sporu politycznego okazuje się ważniejsza. A zwołane na dziś posiedzenie RBN dowodzi tego najlepiej.

Patryk Słowik
Felieton autorstwa: Patryk Słowik
11 lutego
4 minuty
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego w Warszawie (fot. Shutterstock)

Reklama

Czy Włodzimierz Czarzasty zna pewną Rosjankę? I co to w ogóle za Rosjanka? Czy formalnie druga osoba w państwie to płatny zdrajca, pachołek Rosji? A może – przynajmniej – odpowiada za jakieś solidne międzynarodowe przekręty finansowe?


Reklama

Z drugiej strony – Karol Nawrocki napieprzał się w lasach, prawda? Kim są jego koledzy i dlaczego kierują zorganizowanymi grupami przestępczymi, propagują ustroje totalitarne oraz dilują narkotykami?

Grzeszki rozliczane przed publiką

Odpowiedzi na te wszystkie szalenie istotne pytania będą dziś szukać uczestnicy Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Czyli konstytucyjnego organu mającego za zadanie doradzać prezydentowi w zakresie wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa.

Teraz więc postawmy pytanie: czy na bezpieczeństwo państwa pozytywnie wpłynie mająca swój finał na posiedzeniu konstytucyjnego organu wielodniowa publiczna przepychanka o to, czy większą szują jest pierwsza osoba w państwie, czy jednak w tej niechlubnej kategorii wygrywa ta druga?


Reklama

Odpowiedź wydaje się oczywista. Jeśli nawet kluczowi polscy politycy mają grzechy i grzeszki na sumieniu, dyskusja o tym w ogóle nie powinna odbywać się publicznie, w świetle kamer i jupiterów.


Reklama

Medialni kozacy biorą się za łby

Oczywiście nie jestem aż takim naiwniakiem, by uwierzyć, że nie jest to wszystko jedynie teatrzykiem dla zagorzałych części elektoratów. Będzie jak zawsze: dużo ujadania w mediach, agresywny wstęp do dyskusji przed kamerami, a gdy dziennikarze zostaną wyproszeni za drzwi, zacznie się normalna lub chociaż względnie normalna dyskusja o bezpieczeństwie państwa. Nie po to przecież wpisano w plan obrad debatę o programie SAFE, żeby godzinami ględzić o jakiejś Rosjance albo dopytywać o umiejętności bynajmniej niepiłkarskie kiboli poszczególnych drużyn.

A jeśli ktoś uważa, że niecne uczynki jednego bądź drugiego polityka powinny być wyjaśnione, to ja przecież nie mam nic przeciwko. Tyle że zwracam uwagę, iż pomiędzy wyjaśnianiem poważnych spraw a gardłowaniem na potrzeby uciechy ludu jest różnica.

Dwóch winnych, jeden bardziej

Nie jest rzecz jasna tak, że obie strony sporu są tak samo winne za zaistniałą sytuację.


Reklama

W tym konkretnym wypadku kuriozalnego planu posiedzenia RBN większa odpowiedzialność spoczywa na prezydencie i jego doradcach. To Karol Nawrocki rozpoczął tę konkretną przepychankę, to on jest prezydentem, któremu rada ma – ano właśnie – doradzać. To ludzie Nawrockiego wymyślili, że wspaniałym pomysłem będzie rozliczać Włodzimierza Czarzastego z rosyjskich sympatii i debatować o tym od co najmniej tygodnia.


Reklama

Oczywiście Czarzasty i jego środowisko też nie są bez winy. Poważne podejście do państwa nakazywałoby odpuścić spór o to, kto głośniej puści bąka i zasmrodzi pokój. Ale bliski współpracownik Czarzastego, szef kancelarii Sejmu Marek Siwiec, nie byłby sobą, gdyby złośliwie nie odpowiedział. I mamy to, co mamy.

Dostęp do tajemnic

Na to wszystko nakłada się trwający już od wielu miesięcy spór o szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomira Cenckiewicza. W pałacu prezydenckim uważają, że Cenckiewicz ma dostęp do klauzulowanych informacji. W rządzie są przekonani, że nie ma.

Na Zero.pl o tym, że także wokół tej kwestii powstał spór w kontekście obecności szefa BBN na posiedzeniu RBN (sic!), pisał mój redakcyjny kolega Kasjan Owsianko.


Reklama

W skrócie: Tomasz Siemoniak, minister-koordynator służb specjalnych, twierdzi, że obecność Cenckiewicza wyklucza przekazywanie informacji niejawnych. W praktyce oznaczałoby to, że posiedzenie rady jest zbędne.


Reklama

Cenckiewicz odpiera zarzuty i powołuje się na przepisy oraz wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Utrzymuje też, że jako szef BBN ma ustawowy dostęp do informacji zastrzeżonych. Nie zgadza się z tym z kolei Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Siemoniaka, który przywołane argumenty nazywa manipulacją i dezinformacją.

I tak można bez końca.

Troska w ustach, nie czynach

Politycy od kilku lat przekonują nas, że bezpieczne czasy się skończyły. Jednego dnia dostaniemy rządowy poradnik bezpieczeństwa, drugiego usłyszymy o kolejnych rosyjskich prowokacjach, a trzeciego o tym, co zrobić, jeśli wskutek ataku dojdzie do masowego odcięcia Polaków od prądu.

Ogółem: niewesoła sytuacja, życie w ciągłym zagrożeniu. Można by więc się spodziewać, że gdzie jak gdzie, ale na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego będzie poważna dyskusja o Polsce. A jest przepychanka głuptasów.