Już ponad 100 tys. podpisów za referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego uprawnia do stwierdzenia, że referendum pod Wawelem się odbędzie. Do odwołania prezydenta jeszcze daleka droga, bo przecież w referendum może wziąć udział zbyt mało mieszkańców lub ci, którzy wrzucą głos do urny, wskażą, że nie chcą zmiany prezydenta. Mimo to Aleksander Miszalski najwyraźniej na poważnie bierze się za obronę swojego stanowiska.
Przyglądając się tej walce, widzę Bronisława Komorowskiego z 2015 r. i Rafała Trzaskowskiego sprzed roku.
Bronisław Komorowski po swoją drugą kadencję szedł na pewniaka. Aż czuć było, że cała ta kampania to strata czasu, bo wynik wyborów jest już znany. Tym bardziej, że Prawo i Sprawiedliwość wyciągnęło z kapelusza mało znanego Andrzeja Dudę.
Gdy w I turze minimalnie wygrał kandydat PiS, w sztabie Komorowskiego wpadano na coraz to „lepsze” pomysły. Jednym z nich było referendum m.in. w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych. To była idea, która miała przyciągnąć elektorat Pawła Kukiza. Bronisław Komorowski referendum rozpisał, ale swojego losu nie poprawił.
Jego wyborcy tego ruchu nie zrozumieli, a sympatycy Kukiza wyczuli fałsz. Na całą tę imprezę wydaliśmy 72 mln zł, a na trzy referendalne pytania postanowiło odpowiedzieć 2 384 780 Polaków (frekwencja 7,8 proc.).

Warszawa, 24.05.2015. Prezydent Bronisław Komorowski podczas wieczoru wyborczego w sztabie w Warszawie, 24 bm. Zakończyło się głosowanie w II turze wyborów prezydenckich. Według wstępnych sondaży Andrzej Duda zdobył 53% głosów, a Bronisław Komorowski 47%. (rp/awol) PAP/Radek Pietruszka (fot. Radek Pietruszka / PAP)
Prezydent Krakowa odchodzi od swoich decyzji
Nerwowe decyzje dostrzec można w działaniach Miszalskiego. W lutym postanowił wycofać się z tej dotyczącej strefy płatnego parkowania, choć kilka tygodni wcześniej wprowadził opłaty, które miały obowiązywać również w niedziele.
Chwilę wcześniej zapowiedział korektę budzącej kontrowersje Strefy Czystego Transportu. Założenia korekty przedstawił w piątek 6 marca. Facebookowy wpis zaczął od stwierdzenia: „Uważam, że referendum to najlepsze, co mogło mi się jako politykowi przytrafić. Każdy kryzys bowiem to szansa, a ja dostałem szansę na to, żeby raz jeszcze wsłuchać się w głosy mieszkańców Krakowa, zobaczyć, co wymaga zmian i wyciągnąć wnioski”.
Opozycja już wyśmiewa hipokryzję Miszalskiego; pojawiają się też głosy o „cudzie nad urną” — tą referendalną w tym przypadku. Trudno też przypuszczać, że wycofywanie się ze swoich decyzji ostudzi zapał inicjatorów referendum; raczej można domniemywać, że dotychczasowi obrońcy działań prezydenta zaczną się zastanawiać, kogo reprezentuje ich prezydent.
„Wycofywanie się z pewnych decyzji moim zdaniem jest błędne” – stwierdził kilka dni temu Jacek Majchrowski, poprzednik Miszalskiego, który miastem rządził 22 lata.
Niewypowiedziane argumenty Miszalskiego
Aleksander Miszalski odchodzi zatem od swoich decyzji bez walki. A argumentów, którymi może się bronić przed referendum, ma pod dostatkiem.
Przecież może powiedzieć: „Krzyczycie o dziurze budżetowej? Odziedziczyłem ją po prezydencie Jacku Majchrowskim i wiceprezydencie Andrzeju Kuligu, którego człowiekiem jest inicjator referendum Jan Hoffman”. Jak Hoffman odbija ten argument, można przeczytać w wywiadzie, który przeprowadziłem w lutym.
Można też odbić piłeczkę: „Nie podoba się wam, jak tańczę na dachu? OK, ale jedną z twarzy referendum jest kryminalista, który szantażował dziennikarza”.
Albo wskazać: „Ma przyjść po mnie Łukasz Gibała? Przecież on głosował za Strefą Czystego Transportu”.
Do tego trzeba jednak odwagi: wyjścia do mediów i zmierzenia się w trudnym wywiadzie. Wywiad dla Zero.pl proponowałem Miszalskiemu na początku lutego. Nie był zainteresowany. Wiem też, że odwołał rozmowy z innymi mediami.
Zamiast tego Miszalski postanowił wydać fortunę z miejskiej kasy na samorządową gazetkę, z której dowiemy się, jak fantastycznie miasto działa oraz co takiego ciekawego prezydent robił w styczniu i lutym.
Podobny błąd popełnił rok temu Rafał Trzaskowski, który wolał wywiady w mediach publicznych. Nie zdecydował się na rozmowę z Wirtualną Polską, której byłem wówczas dziennikarzem. Do Kanału Zero również poszedł po czasie i to na specjalnych warunkach (u siebie w domu, zamiast w redakcji).
Trzaskowski swój błąd zrozumiał. W ostatnim wywiadzie u Żurnalisty przyznał, że długich, pogłębionych rozmów „powinno być więcej, bo one pozwalają rzeczywiście lepiej wytłumaczyć ludziom, kim się jest, a w kampanii dominują migawki”.
Prezydent Miszalski na razie wybiera migawki z przegranych kampanii Bronisława Komorowskiego i Rafała Trzaskowskiego.

