Reklama
Kraj

Żonę naprawdę poznaje się dopiero przy rozwodzie. W polityce działa to tak samo

Jest takie powiedzenie, że żonę tak naprawdę poznaje się dopiero przy rozwodzie. Dopóki wszystko działa, łatwo mówić o lojalności, wspólnych wartościach i zaufaniu. Dopiero gdy przychodzi rozstanie, z szafy zaczynają wypadać trupy, o których wcześniej nikt głośno nie mówił. A jeśli już mówił, to wyłącznie szeptem.

Bartosz Michalski
Opinia autorstwa: Bartosz Michalski
Dzisiaj 13:21
4 min
W najbliższym czasie będzie oglądać coraz ostrzejszy festiwal oskarżeń po politycznym rozwodzie Matuesza Morawieckiego z Jarosławem Kaczyńskim (fot. Shutterstock/PAP/AI)
TYLKO NA

Od piątku dokładnie to oglądamy w Prawie i Sprawiedliwości.

Stowarzyszenie Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego dopiero zaczyna samodzielne życie, a ostatnie dni wyglądają, jakby byli w opozycji do opozycji od ładnych kilku miesięcy. A polityczny festiwal wzajemnych oskarżeń dopiero się rozkręca. Frakcja, którą jeszcze niedawno partyjni koledzy z przekąsem nazywali „maślarzami”, dziś w medialnym obiegu funkcjonuje już jako „intryganci”. Z drugiej strony mamy „harcerzy”, którzy błyskawicznie zostali ochrzczeni mianem „rozłamowców”. Każda ze stron przekonuje, że to właśnie ta druga zdradziła ideały, ambicje albo prezesa. A nawet wszystko na raz. Wszak prezes uosabia to wszystko!

Śledź z nami dzień na żywo!

Jak jedna pięść. Ale teraz skierowana przeciwko koledze

Jeszcze kilka miesięcy temu ci sami politycy wspólnie bronili partii podczas kolejnych kryzysów. Gdy trzeba było stanąć przed kamerami, potrafili być jak jedna pięść. Dzisiaj tę samą pięść kierują już wyłącznie w swoją stronę.

Reklama
Reklama

Czy mnie to zaskakuje? Ani trochę.

Jeszcze przed piątkowym rozłamem rozmawiałem z politykami PiS z różnych frakcji. Dało się wyczuć napięcie, którego w tej partii nie słyszałem od dawna. Oficjalnie wszyscy zapewniali, że spory są naturalnym elementem życia dużego ugrupowania. Przekonywali, że to wręcz dobrze, bo taka konstruktywna krytyka jest potrzebna. Ale wystarczyło wyłączyć dyktafon i przejść na polityczny „off”, żeby usłyszeć zupełnie inną narrację.

To właśnie w takich rozmowach politycy najczęściej zdejmują partyjne maski. Mówią więcej, szczerzej i ostrzej. Tyle że tym razem nie były to już pojedyncze uszczypliwości czy ironiczne komentarze pod adresem kolegów. To było regularne okładanie się słowami, których trudno byłoby szukać w stenogramach z sejmowej mównicy. Nawet potrafiły paść słowa, które można określić mianem nieparlamentarnych.

Reklama
Reklama

Wojna szybko się nie skończy

Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, kiedy polityk tak otwarcie i tak brutalnie mówił o swoim – jeszcze – partyjnym koledze. To był moment, w którym można było odnieść wrażenie, że pokrywka od garnka już się uniosła. Woda buzowała od dawna. Piątkowy rozłam był tylko chwilą, w której wszystko wreszcie wykipiało.

Dlatego nie wierzę, że obecna wojna szybko się skończy. Ona dopiero nabiera tempa.

W poniedziałek mieliśmy próbuję zaklepania stanowiska wicemarszałka Sejmu. Jeszcze chwilę wcześniej w PiS przekonywano, że nie istnieje inny kandydat niż Elżbieta Witek. Dzisiaj okazuje się, że jednak istnieje. I to tylko po to, by ugrupowanie Mateusza Morawieckiego nie ubiegało się o to stanowisko. Polityczna matematyka ponownie okazała się silniejsza od politycznych deklaracji.

Nie minęły dwa dni, a przyszła kolejna odpowiedź. Frakcja Mateusza Morawieckiego powołała własny klub parlamentarny i pokazała, że potrafi nie tylko utrzymać swoich ludzi, ale także przeciągać kolejnych. Do stowarzyszenia Rozwój Plus dołączył Piotr Uściński. Jedni liczą szable, drudzy pokazują, że tych szabel wcale nie ubywa.

A przecież to dopiero środa.

Jeżeli ktoś sądzi, że w najbliższych dniach zabraknie kolejnych przecieków, oskarżeń i opowieści o tym, kto komu podkładał nogę przez ostatnie lata, to chyba nigdy nie obserwował politycznego rozwodu z bliska. W takich momentach kończy się dyscyplina, a zaczyna licytacja na to, kto ma więcej haków schowanych w szufladzie.

Reklama
Reklama

To zresztą nie jest wyłącznie historia o PiS. To mechanizm obecny w niemal każdej politycznej rodzinie. Z rodziną najlepiej wygląda się na wspólnym zdjęciu. Po zejściu z planu często okazuje się, że osoby, które jeszcze przed chwilą na kadrze obejmowali się i uśmiechali do siebie, skaczą sobie do gardeł.

Dlatego powiedzenie o rozwodzie wydaje się dziś wyjątkowo trafne. Bo żonę naprawdę poznaje się dopiero przy rozwodzie. A partyjnych kolegów – dopiero wtedy, gdy przestają nimi być.

Źródło: Zero.pl