- Pani Paula z Poznania spowodowała wypadek jadąc na rowerze. Sąd uznał ją winną tego zdarzenia.
- W odpowiedzi na to sprawczyni nakręciła rolkę, w której próbuje przedstawić się jako ofiara złego sądu i twierdzi, że to ona jest poszkodowaną.
- Jako aktywny rowerzysta chciałem odciąć się od andronów, które plecie pani Paula w swoim wstrząsającym wywodzie.
Jakiś czas temu pisałem na portalu Zero.pl o sytuacji drogowej w Krakowie, gdzie kierowca zjeżdżający ze skrzyżowania po skręcie w lewo uznał, że ma pierwszeństwo przed skręcającymi w prawo z kierunku przeciwnego.
Nie wiadomo dlaczego tak stwierdził, być może na podstawie tego, że jechał Teslą i prowadziła go zdumiewająca technologia prosto od Elona Muska. Tym razem sytuacja jest podobna, choć nie identyczna. Rolkę udostępnił Głos Wielkopolski, można ją obejrzeć tu.
Ta sytuacja drogowa sprawi, że pokłócicie się z wujkiem przy stole. Kto odda prawo jazdy?
Zapraszam do obejrzenia szkicu sytuacyjnego
Skrzyżowanie ulicy Serafitek i świętego Rocha w Poznaniu jest dość skomplikowane. Droga główna idzie pod kątem, dochodzą do niej drogi podporządkowane. Od strony, od której nadjeżdżała rowerzystka, mamy następujący znak:

Znak drogowy przy skrzyżowaniu św. Rocha i Serafitek w Poznaniu. (fot. google maps)
A tak wyglądał jej tor jazdy (kolor czerwony, kolorem niebieskim tor jazdy samochodu):

Skrzyżowanie opisywane powyżej. (fot. Google Maps)
Czyli dojeżdżasz do znaku z trójkątem, znanym jako „ustąp pierwszeństwa przejazdu”, ale skrzyżowanie jest „łamane”. W pierwszej kolejności ustępujesz wszystkim poruszającym się po drodze głównej, a w drugiej – tym, którzy wyjeżdżają z dróg podporządkowanych z twojej prawej strony. Tu nie ma trzech skrzyżowań, jest jedno, ale obowiązują dwie zasady podporządkowania wynikające z różnych przepisów.
Rowerzystka utrzymuje, że poruszała się już drogą główną, bo przejechała nią ten fragment zaznaczony poniżej, więc w swoim mniemaniu nabyła już pierwszeństwo przejazdu.

To jest te 10,4 metra. A może 10,376 metra? (fot. Google Maps)
Otóż niczego nie nabyła. Poruszała się nadal w obrębie skrzyżowania, zjeżdżając z niego. Znak, który minęła wcześniej obowiązuje na całym obszarze skrzyżowania i nie pozostawia wątpliwości co do kolejności przejazdu. Nie zastosowała się ona do tego znaku, wymyślając własną, alternatywą wersję „pierwszeństwa”, gdzie znak już minięty przestaje obowiązywać natychmiast, gdy koło niego przejedziemy.
Znaki drogowe co do zasady informują nas o tym, co będzie się działo za znakiem i nakazują w związku z tym konkretne zachowanie (lub go zakazują). Sąd całkowicie słusznie uznał ją za winną. To są zupełne podstawy zasad ruchu drogowego. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to nie wróżę mu długiej rowerowej kariery. Gdyby iść tym tokiem myślenia, to można byłoby na przykład śmiało jechać na czerwonym – skoro już przejechało się czerwone światło, a jesteśmy na drodze głównej, to wszyscy powinni nam ustąpić, bo przecież mają trójkąt „ustąp pierwszeństwa”. Piszę tu na łamach poważnego portalu Zero.pl, więc nie wypada mi użyć wyrażenia „XD”.
Oto, co ma do powiedzenia pani Paula, sprawczyni zdarzenia, podająca się za poszkodowaną
– W lipcu 2024 r. zostałam potrącona przez samochód... – powinna dodać „wymuszając pierwszeństwo na skrzyżowaniu i nie zachowując zasady prawej ręki”.
„Poruszałam się z zamiarem włączenia się na drogę z pierwszeństwem” – nigdy do tego nie doszło, ponieważ nie udało się jej nawet opuścić skrzyżowania, na którym włączała się na drogę z pierwszeństwem.
„Gdzie ja już przejechałam 10,4 metra na drodze z pierwszeństwem” – przejechała pani zero metrów na drodze z pierwszeństwem. Poruszała się pani w obrębie skrzyżowania, gdzie pierwszeństwo regulował znak A-7 z tabliczką T-6. Ten fragment przejechany po „drodze z pierwszeństwem” to odcinek skrzyżowania dróg, gdzie obowiązuje rozrys z tabliczki miniętej 3,26 m wcześniej (zmyśliłem tę wartość tak samo jak zmyślone jest to 10,4 m).
„Sąd pierwszej instancji uznał, że to ja jestem osobą, która doprowadziła do tego wypadku” – ostatni raz byłem tak zaskoczony, jak po zimie przyszła wiosna.
„Nie zgadzam się z tym wyrokiem” – ja nie zgadzam się, żeby zawracać głowę sądowi drugiej instancji, życzę szybkiej i brutalnej weryfikacji z prawdą.
„Kierująca samochodem osobowym włączająca się dopiero do drogi z pierwszeństwem” – włączałyście się równocześnie, a ona miała pierwszeństwo.
Krótkie podsumowanie
Wiele osób narzeka na rowerzystów w ruchu drogowym. Jadą jak uważają, nie znają przepisów i nie chcą ich znać. Jest to naturalna sytuacja, gdzie jadąc na rowerze uznajemy, że jako niechronieni uczestnicy ruchu nie musimy specjalnie stosować się do przepisów, bo nie powodujemy istotnego zagrożenia. Gorzej, gdy ci nieznający przepisów rowerzyści zaczynają wymyślać własne reguły, awanturować się, gdy spowodują kolizję i jeszcze oddawać sprawy do sądu.
Już przegrana w pierwszej instancji mogłaby dać pani Pauli coś do myślenia, może wywołać cień refleksji że jej podejście do tej sprawy opiera się na błędnym założeniu. Ale w dzisiejszym świecie możliwość przedstawienia siebie jako ofiary (zwłaszcza w starciu rower-samochód) to tak pożądany walor, że wyłącza wszelki zdrowy rozsądek, przepisy i temu podobne „wymysły”. Nieważne co udało się wam spowodować, ważne żeby przekonująco przedstawić się jako „poszkodowana”.

