- Prezydent Karol Nawrocki i prezes NBP starają się przekonać, że znaleźli finansowy Święty Graal. Prawda o „bezkosztowym” SAFE 0% może być jednak bolesnym rozczarowaniem.
- Czy polskie złoto stanie się podkładką pod polityczne weto?
- Za iluzję darmowych miliardów zapłacimy wiarygodnością, którą budowaliśmy przez dekady.
Polski SAFE 0 proc.
Wczorajsza konferencja rozgrzała debatę publiczną w Polsce. Nagle, gdy tania unijna pożyczka na ponad 180 mld zł stała się politycznym ciężarem dla prezydenta Karola Nawrockiego, NBP znalazł sposób, aby wyczarować podobną kwotę, bez odsetek i ryzyka z tym związanego – przekonywali obecni na konferencji prezes Glapiński oraz prezydent Nawrocki. Problem jest jednak taki, że każdy pieniądz ma swoją cenę, tylko nie zawsze jest ona widoczna na pierwszy rzut oka.
Zacznijmy od faktów, choć tych jest zaskakująco mało. O propozycji nie został powiadomiony rząd, co samo w sobie sugeruje, że konferencja miała charakter stricte polityczny – realne porozumienia buduje się w ciszy gabinetów Ministerstwa Finansów, a nie w blasku fleszy. Prezes Glapiński unikał konkretnej odpowiedzi na pytanie o mechanizm, który ma wyczarować miliardy, ale z mglistych zapowiedzi wyłania się kilka istotnych szczegółów.
- To nie będą działania takie jak w czasie pandemii COVID-19. Chodzi oczywiście o luzowanie ilościowe. Na czym ono polegało? Zgodnie z prawem NBP nie może kupować obligacji od rządu (czyli pożyczać mu). Można jednak zrobić to przez pośredników. Dług wyemitował BGK oraz PFR, został kupiony przez banki komercyjne, od których odkupywał go na rynku wtórnym NBP. W ten sposób wprowadził on do gospodarki więcej pieniędzy, nie łamiąc przy tym prawa. Rozwiązanie nie było jednak pieniądzem bez ryzyka, ponieważ dziś wysoki deficyt jest między innymi wynikiem rosnących kosztów pandemicznego zadłużenia.
- Nie chodzi o bezpośrednie przekazanie rezerw rządowi. Zapytany o sposób finansowana SAFE 0 proc., prezes Adam Glapiński stwierdził, że „z żadnej części rezerw (...) nie możemy skorzystać, w tym sensie, że część rezerw zostanie przekazana, bo to jest wbrew prawu”. – Przyjdzie czas na szczegóły, że będziemy je relacjonować – mówił.
- Jedynym wskazanym przez Glapińskiego mechanizmem jest zysk NBP. – Na przykład zysk, w większości, w 95 proc. przekazujemy rządowi. On jest używany w określonym celu. W tym wypadku spodziewamy się, że w celu właśnie wzmacniania polskiej obronności – stwierdził prezes NBP.
Liczba możliwości zaczyna się nam więc wyraźnie kurczyć. Karol Nawrocki napisał z kolei, że dzięki pracy prezesa, całego zarządu NBP Polacy zarobili znacznie więcej niż 185 mld zł potrzebnych do sfinansowania polskiego bezpieczeństwa w najbliższych 5 latach. Taka wypowiedź wskazuje bardzo konkretne źródło finansowania, a chodzić ma m.in. o rezerwy w złocie, które w ostatnich latach wzrosły zarówno pod kątem tonażu (z 103 do 550t w 9 lat), jak i wartości.
Z kolei dziś rano w programie „Graffiti” rzecznik prasowy KPRP Rafał Leśkiewicz miał stwierdzić, że „to nie jest łamanie prawa, dlatego, że mówimy o wypracowanym zysku”. Dodał on, że „mamy 550 ton złota i rezerwy w różnych walutach, głównie w dolarach, w euro, ale także w innych walutach”, które w ciągu ostatnich 30 miesięcy miały przynieść ponad 180 mld zł. Mówiąc wprost, wypowiedzi te sugerują, że chodzi o zysk wypracowany przez rezerwy w walutach i złocie.

Prezydent RP Karol Nawrocki (P) i prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński (L) podczas konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. (fot. Paweł Supernak / PAP)
Mgliste zapowiedzi z wczoraj, razem z dzisiejszym komentarzem, rysują więc bardzo konkretne rozwiązanie – realizację zysku z rezerw NBP. Pozbycie się rezerw (np. złota) byłoby jednak sprzeczne z deklaracjami NBP z ostatnich lat, gdy zapowiadano systematyczny wzrost rezerw w tym kruszcu. Co jednak, jeśli można zjeść ciastko i mieć ciastko?
Zysk NBP a sprawa polska
Jak zatem można zachować wielkie rezerwy i zdobyć pieniądze dla rządu? Odpowiedź brzmi – niezrealizowany zysk NBP. Na czym ten polega? Gdy bank centralny kupował w ostatnich latach złoto, to jego cena była znacznie niższa. Dziś, gdy wystrzeliła ona do ponad 5000 dolarów za uncję (z 2000 dol. za uncję na początku 2024 r.), NBP „zarobiło” krocie (wartość rezerw w złotych wzrosła). Dopóki to złoto nie zostanie sprzedane, zysk banku jest niezrealizowany, czyli de facto nie istnieje.
NBP mógłby zatem oszukać system sprzedając to złoto i odkupując je po tej samej cenie. Nie zmieniłoby się zatem prawie nic, poza tym, że NBP miałby na papierze bardzo wysoki zysk. Jak wysoki? Na bazie raportów NBP możemy dziś szacować, że taki zysk osiągnął wartość ok. 140 mld zł. Nawet gdyby taka operacja się udała (co byłoby de facto monetyzacją długu), to spotykamy się z innym problemem.
NBP w ostatnich latach odnotował ok. 100 mld zł strat. Zgodnie z prawem, najpierw musiałby przeznaczyć swój zysk na poczet strat z ubiegłych lat. Jak zatem zostanie rozwiązany ten problem? Czy może chodzić o ustawę, która pozwalałaby NBP w wyjątkowych sytuacjach przeznaczać zysk w pierwszej kolejności do budżetu? W innym wypadku NBP musiałby wygenerować znacznie wyższy zysk, aby móc zrekompensować straty oraz pokryć koszty masowych zbrojeń.
Problem jest taki, że nawet w takiej sytuacji mamy jeszcze jedno bardzo poważne zagrożenie – koszty sterylizacji, czyli procesu ściągania gotówki z obiegu. To kosztowałoby NBP krocie i de facto zabetonowało możliwość wypłacania zysku z NBP na dekady. SAFE może i nie miałby zatem odsetek, ale to nie oznacza, że nie byłyby to bezpłatne pieniądze. Koszty pojawiłyby się w innych miejscach. Najpoważniejszym jest uderzenie w wiarygodność naszego kraju, ale do tego przejdziemy za chwilę.
To mógłby być najdroższy dług w naszej historii
Gdyby możliwe było tworzenie pieniędzy z kapelusza, bez ponoszenia kosztów, to już dawno byśmy z tego korzystali. Problem w tym, że nie jest to możliwe. Najbardziej poważny wydaje się koszt w postaci utraty naszej wiarygodności, ponieważ tej nie da się często odbudować przez wiele lat. Tak jak nie ma co ukrywać, że przyznanie Polsce KPO nie było uwarunkowane politycznie, tak samo polityczna była wczorajsza konferencja. Obecnie Karol Nawrocki jest w bardzo trudnym położeniu.
Z jednej strony mamy naciski ze strony ekonomistów, przemysłu zbrojeniowego, wojskowych oraz związków zawodowych, aby ustawę o SAFE podpisać. Pomysł ten jednak (co jasno pokazują sondaże) nie podoba się wyborcom PiS oraz Konfederacji, a także kierownictwu politycznemu obu ugrupowań. Aby nie narazić się żadnej ze stron, nowy prezydent musi znaleźć rozwiązanie, które pozwoli odciąć się od oskarżeń o uderzanie w naszą suwerenność. Jak to zrobić? Zaproponować alternatywę, która byłaby przynajmniej tak samo korzystna jak SAFE.
Takie działanie oznaczałoby polityczne zaangażowanie NBP oraz de facto bezpośrednie wsparcie rządu przez bank centralny. Upolitycznienie banku centralnego oraz jego użycie do bezpośredniego wsparcia budżetu to działania, które w praktyce mogą zakończyć się utratą wiarygodności naszych instytucji.

Karol Nawrocki i Adam Glapiński podczas konferencji prasowej. (fot. Paweł Supernak / PAP)
Dziś nasza wiarygodność nie wynika z oparcia waluty w złocie. Gdyby tak było, to Włosi czy Rosjanie (posiadający bardzo duże rezerwy złota), mogliby pożyczać taniej od Japonii czy Szwecji. Nie mogą, ponieważ o wiarygodności decyduje co innego – jakość instytucji. Im te są pewniejsze, tym mniejsze ryzyko z punktu widzenia inwestorów. Jeśli bank centralny zaangażowałby się we wsparcie urzędującego prezydenta, jego wiarygodność by spadła. Wraz ze spadkiem wzrosłyby koszty obsługi długu, a więc to kolejny argument obalający bezkosztowość prezydenckiego rozwiązania.
Być może skutki tego działania nie byłyby widoczne od razu, ale mogłyby w nas uderzyć w najgorszym możliwym momencie – w chwili załamania gospodarczego, gdy kapitał odpływa do bezpiecznych przystani, jakimi są najpewniejsi dłużnicy (USA, Komisja Europejska, Szwajcaria, Szwecja czy Niemcy). Jako państwo o mniejszym zaufaniu inwestorów doświadczylibyśmy wtedy masowego odpływu kapitału. Patrząc na sprawę z tej perspektywy prezent od prezesa NBP Adama Glapińskiego dla prezydenta Karola Nawrockiego może okazać się najdroższym podarunkiem w historii polskiej polityki.

