Nie jestem ekspertem od ratowania zwierząt, dopiero w tym roku na dobre zacząłem poznawać ten świat. Bardzo ciekawe doświadczenie.
Najpierw był Sobolew.
Wszyscy rzucili się na pana Mariana (tak o nim mówiono), ponieważ do jego schroniska nie dało się wejść, psy były trzymane w złych warunkach, przeciwko właścicielowi toczyła się sprawa w sądzie, a on sam miał kraść zwierzęta i robić na nich biznes.
Sobolew był zły. Nie dziwiłem się.
Później Kuflew. Pan Grzegorz trzymał psy w jeszcze gorszych warunkach i nie tyle toczyła się przeciwko niemu konkretna sprawa w sądzie, ile miał po prostu – jako wielokrotny recydywista – pokaźną kartotekę. No i też kradł zwierzęta, tylko częściej i więcej, żeby robić na nich biznes, organizować zbiórki i „zbióreczki”. Okoliczni mieszkańcy twierdzili, że pali ciałami psów. Inspekcja weterynaryjna podejrzewa, że zwierzętom przeprowadzano nielegalne zabiegi medyczne.
Kuflew nie był zły. Zaskoczyło mnie to.
Następnie DIOZ. Do otoczonego drutem kolczastym schroniska też nie da się wejść. Jak w Sobolewie. Właściciel jest skazany i toczą się przeciwko niemu kolejne sprawy. Wolontariusz pod nazwiskiem opowiada, że ciała zwierząt były palone w kominku. Mówi też, że przeprowadzano nielegalne zabiegi medyczne, psy są kradzione właścicielom, ale robi się na tym świetny biznes. Podobnie jak w Kuflewie, tu też organizuje się zbiórki i „zbióreczki”, a pieniądze płyną w milionach.
DIOZ jest wspaniały.

Sobolew został wzięty szturmem, psy odbite, nawet mnie ten społeczny zryw lekko wzruszył. Wtedy bowiem byłem jeszcze naiwnym frajerem, który sądził, że chodzi o dobro zwierząt. Tymczasem odbijano nie pieski, tylko obiekty potrzebne do prowadzenia działalności zarobkowej. Równie dobrze jedna restauracja mogłaby napaść na inną i ukraść wołowinę z chłodni albo zestaw sztućców. Dlatego teraz, z perspektywy czasu, uważam, że należy przeprosić pana Mariana. Może i znęca się nad zwierzętami, ale przynajmniej gra w otwarte karty. Nie udaje, że pomaga. Kasę bierze od gminy, a nie wyłudza na platformach zbiórkowych.
Mimo materiału w Kanale Zero nie brakuje sekciarzy, którzy bronią DIOZ i bronić będą do ostatniej kropli krwi (psiej, bo przecież nie własnej). Nie dziwi mnie to. Mechanizm jest tu oczywisty – łatwiej uznać, że to dziennikarz jest niegodny zaufania, wręcz zakłamany i opłacony, niż uznać, że głupi jestem ja: sekciarz, fanatyk DIOZ, bambinista. I że to mnie wykorzystano, poniekąd okradziono, a ja mimo licznych sygnałów nie dostrzegałem prawdy. Ci ludzie w istocie nie bronią DIOZ, bronią własnej samooceny. Z tego też powodu zapewne podobnie będą zachowywać się wszelkiej maści celebrytki, wszystkie Dżoany tego świata – już widzieliśmy je w Kuflewie, więc zobaczymy i w Wojtaszkach, w ośrodku DIOZ.
Psi biznes kręci się w najlepsze. Napisać, że pod nosem władzy, to nic nie napisać. Mamy dwie równoległe rzeczywistości – polityków, którzy do DIOZ się przyklejają i którzy DIOZ traktują jako autorytet w zakresie pomocy zwierzętom, oraz państwowe instytucje (prokuraturę czy inspektorat weterynarii), które DIOZ rozliczają lub nawet zwalczają. Poważne państwo z poważnymi politykami wierzy swoim organom, zbiera informacje i robi porządki. Niepoważne natomiast robi fotki i zbiera zasięgi.

