Reklama
Kraj

Zabójstwo na Nowym Świecie i chaos wokół neosędziów. Najwyższą cenę płacą rodziny ofiar

Wyrok miał domknąć jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych ostatnich lat. Zamiast tego otworzył ranę na nowo. W sprawie zabójstwa na warszawskim Nowym Świecie Sąd Najwyższy uchylił wyrok z powodu udziału neosędziego. Problem w tym, że za prawniczym sporem o praworządność stoi dramat matki, która znów musi wrócić do najgorszego dnia swojego życia.

Bartosz Michalski
Opinia autorstwa: Bartosz Michalski
Dzisiaj 21:50
7 min
Bestialskie zabójstwo na Nowym Świecie. Proces ruszy od nowa. Powód: neosędzia (fot. Kanał Zero)
TYLKO NA

Wyrok zapadł. Rodzina ofiary przeszła przez śledztwo, przez proces, przez miesiące – a czasem lata – życia podporządkowanego jednej sprawie. Były zeznania, opinie biegłych, kolejne rozprawy i powrót do najgorszych wspomnień.

Wydaje się, że to koniec. Że choć rany nie znikną, państwo przynajmniej domknęło sprawę.

A potem słyszysz: zaczynamy od nowa. Nie dlatego, że pojawiły się nowe dowody. Nie dlatego, że ustalenia okazały się błędne. Nie dlatego, że skazani są niewinni.

Proces trzeba powtórzyć, bo problemem okazał się… skład sądu.

Reklama
Reklama

Brzmi jak absurd. Ale właśnie to wydarzyło się w głośnej sprawie zabójstwa na warszawskim Nowym Świecie.

Za paragrafami stoi człowiek

Do zabójstwa doszło 8 maja 2022 r. na warszawskim Nowym Świecie. W ciepłą, wiosenną noc centrum miasta było pełne ludzi – tłumy młodych osób, imprezy, gwar, poczucie, że to kolejny zwykły wieczór w stolicy.

W pewnym momencie ten obraz pękł.

Trzej pijani mężczyźni zaatakowali 29-letniego Macieja. Wśród nich był Dawid M., zawodnik MMA. Obok niego Sebastian W. i Łukasz G.

Reklama
Reklama

Zaczęło się od pyskówki. Chwilę później Dawid M. wyciągnął nóż i zadał Maciejowi sześć ciosów. Ranny mężczyzna zdołał jeszcze podnieść się z ziemi, wejść do sklepu i poprosić o pomoc. „Ja umieram” — powiedział.

Lekarze nie zdążyli. Maciej zmarł w szpitalu chwilę później.

Dawid M. usłyszał za zabójstwo wyrok 25 lat więzienia. W jego sprawie wyrok jest nieprawomocny. Jego dwaj koledzy zostali skazani na siedem lat za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Tutaj sprawa przeszła przez dwie instancje i wydawało się, że została zakończona. Nic bardziej mylnego. To właśnie ten wyrok dziś wraca na salę sądową.

Sąd Najwyższy uchylił orzeczenie, uznając, że w składzie orzekającym zasiadała „neosędzia”. Skutek jest prosty, choć dla rodziny ofiary trudny do uniesienia: proces zacznie się od nowa.

Reklama
Reklama

Oznacza to ponowne przesłuchania świadków, powrót biegłych i kolejne miesiące, a być może lata, postępowania. A przede wszystkim – kolejne wejście rodziny Macieja w historię, którą już raz musieli przeżyć od początku do końca.

To właśnie tutaj kończy się abstrakcyjna dyskusja o KRS, statusie sędziów i praworządności. Bo pod warstwą prawniczego języka jest człowiek. A czasem człowiek, który i tak ledwo uniósł ciężar pierwszego procesu.

Sąd Najwyższy uchylił wyrok w sprawie pobicia. Powód? Orzekała „neosędzia”. Proces ruszy od nowa przez spór o KRS. (fot. sąd PAP/Radek Pietruszka sędzia PAP/Paweł Kula)

– Pomyślałam, że dobrze, że mamy Macieja nie ma na rozprawach, że nie słyszy tego, bo moja klientka nie pogodziła się ze śmiercią syna. Ona nawet po czterech latach od zdarzenia nie jest w stanie stanąć tu, koło mnie, i spojrzeć na oskarżonego. Każde wspomnienie o Macieju sprawia, że jej serce krwawi. Serce matki nie zapomni nigdy. Dawid M. skazał mamę Macieja na dożywotnie cierpienie – tak natomiast mówiła podczas rozprawy Dawida M. Małgorzata Sobczyk, pełnomocniczka matki ofiary.

Reklama
Reklama

Problem dawno przestał być jednostkowy

Sprawa z Nowego Światu nie jest wyjątkiem. To element znacznie większego problemu.

W latach 2022–2024 Sąd Najwyższy uchylił 155 orzeczeń w sprawach karnych wyłącznie z powodu wadliwego składu sądu – czyli obecności sędziego powołanego po 2018 r. na wniosek ówczesnej KRS.

Sama skala roku 2024 robi wrażenie. Mówimy o 120 sprawach.

To nie są marginalne postępowania ani drobne spory proceduralne. Nie chodzi o kradzież batonika w sklepie, czy przejścia na czerwonym świetle. Bardzo często chodzi o sprawy najcięższego kalibru: zabójstwa, przestępczość zorganizowaną, narkotyki. Innymi słowy – sprawy, w których stawką są najwyższe kary, bezpieczeństwo publiczne i ogromne emocje rodzin.

Reklama
Reklama

Te liczby pokazują dwie rzeczy jednocześnie.

Po pierwsze: problem jest realny i sądy nie mogą go ignorować.

Po drugie: koszt rozwiązania tego problemu został przerzucony na obywateli. Na ofiary. Na ich rodziny. Na świadków. Na całe państwo, które musi organizować procesy od nowa, ponosić kolejne koszty i angażować kolejne zasoby.

Reklama
Reklama

Profesor Marcin Matczak w rozmowie z Zero.pl trafnie zauważał, że ludzie inwestują w postępowania sądowe emocje, stres i pieniądze. A później mogą usłyszeć, że to, co wydawało się ostatecznym rozstrzygnięciem, w istocie nie miało mocy prawnej.

Z perspektywy prawnej można to tłumaczyć. Z perspektywy obywatela – bardzo trudno to zaakceptować.

Efekt domina

Żeby zobaczyć skalę i uniwersalność tego mechanizmu, spójrzmy na kilka innych spraw. Pierwsza: Serhii T. Mężczyzna został skazany na dożywocie za zabójstwo żony i dwóch małych córek. Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił ten wyrok, uznając nienależytą obsadę sądu za bezwzględną przyczynę odwoławczą. W relacjach z tej sprawy wybrzmiewało jedno: sąd w tej konfiguracji uznał, że nie miał wyboru.

Druga sprawa to Mariusz G., znany jako „Krwawy Tulipan”. Chodzi o zabójstwo trzech kobiet i przejmowanie ich majątku. Sąd Apelacyjny w Szczecinie uchylił wcześniejszy wyrok dożywocia niemal w całości, między innymi z powodu udziału „neosędzi”. Co ważne, do sądu wracają też sprawy czterech osób skazanych za pomocnictwo. Czyli domino działa szerzej niż tylko wobec głównego oskarżonego.

Reklama
Reklama

I najgłośniejszy w ostatnim czasie przykład – Sąd Rejonowy w Giżycku 12 stycznia 2026 r. oddalił wniosek o podział majątku po rozwodzie, uznając, że wcześniejszy wyrok rozwodowy jest „nieistniejący”, bo orzekał w nim neosędzia. Skutek? Skoro rozwód w tej logice nie istnieje, to nie ustała wspólność majątkowa, więc nie ma czego dzielić.

Problem dotyka wszystkich sfer życia.

Rachunek za polityczny chaos

Najbardziej uderzające w tej historii jest to, że ofiary i ich rodziny nie stworzyły tego kryzysu. Nie projektowały reformy sądownictwa. Nie podejmowały decyzji kadrowych. Nie budowały politycznego sporu wokół KRS. A mimo to to właśnie one płacą najwyższą cenę – stresem, czasem, pieniędzmi, zdrowiem psychicznym.

I poczuciem, że państwo nie potrafi zamknąć nawet najbardziej dramatycznych spraw.

Reklama
Reklama

Obecna władza szła do wyborów z obietnicą uporządkowania sytuacji wokół praworządności i neosędziów. Problem został nazwany jasno. Padały mocne słowa o konieczności naprawy państwa.

Dziś pytanie nie dotyczy już deklaracji. Dotyczy skuteczności.

Bo każda kolejna uchylona z tego powodu sprawa to nie tylko kryzys instytucji. To kolejny człowiek, który drugi raz przeżywa własny dramat.

Na końcu tej historii nie stoi KRS. Nie stoi Sąd Najwyższy. Nie stoją politycy.

Reklama
Reklama

Na końcu stoi matka. Matka, która straciła syna i przez chaos państwa musi wrócić do najgorszego dnia swojego życia.

Właśnie dlatego sprawy dotyczące neosędziów budzą tak silne emocje. Bo za chłodnymi formułami prawnymi – „wyrok uchylony”, „sprawa wraca do ponownego rozpoznania”, „nienależyta obsada sądu” – kryje się czyjeś realne cierpienie.

I jedno coraz bardziej niewygodne pytanie.

Jak odbudować zaufanie do wymiaru sprawiedliwości, jeśli nawet prawomocny wyrok przestaje dawać poczucie końca?

Źródło: Zero.pl
Bartosz Michalski
Bartosz MichalskiSzef ds. zasięgu i rozwoju