Reklama

Marcin Wiącek: Czy czuję się bezradny? To poczucie wpisane jest w istotę urzędu RPO

Reklama
TYLKO NA

– Myślę, że każdy z moich poprzedników mógł o sobie powiedzieć, że czuł się nieco bezradny. Taka nasza rola – przyznaje szczerze w rozmowie Zero.pl dr hab. Marcin Wiącek, rzecznik praw obywatelskich. Zdaniem konstytucjonalisty projekt Waldemara Żurka w sprawie tzw. neosędziów „opiera się na błędnych założeniach”. – Nie może być tak, że politycy hurtowo składają sędziów z urzędu – podkreśla Wiącek.

artykul_glowne-foto
Na zdjęciu dr hab. Marcin Wiącek, rzecznik praw obywatelskich (fot. Marek Wiśniewski / Forum Polska Agencja Fotografów)
  • W styczniu sąd w Giżycku unieważnił orzeczenie w sprawie rozwodowej, bo w składzie zasiadał tzw. neosędzia. – To, co się teraz dzieje w sądach, jest symbolem tego, do czego doprowadzili politycy – komentuje w rozmowie z Zero.pl Marcin Wiącek, rzecznik praw obywatelskich.
  • Czy tzw. ustawa praworządnościowa uporządkuje kryzys w sądownictwie? – W mojej ocenie projekt, który trafił do Sejmu, opiera się na błędnych założeniach – ocenia RPO.
  • Rzecznik odnosi się również do pomysłu ominięcia prezydenta przy ślubowaniu nowych sędziów TK. – Zastąpienie tego etapu, bez zmiany prawa, innego rodzaju czynnością – nawet najbardziej solenną – mogłoby wywołać kolejne, ciągnące się latami, kontrowersje dotyczące umocowania części sędziów TK – podkreśla Wiącek.

Reklama

Marek Mikołajczyk, Zero.pl: Czytam w konstytucji, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym. Jest?

Doktor habilitowany Marcin Wiącek, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, konstytucjonalista, rzecznik praw obywatelskich: W odpowiedzi na pana pytanie można byłoby napisać książkę. Na zasadę demokratycznego państwa prawnego składają się dziesiątki różnych norm i zasad. Normalne jest również to, że w każdym państwie prawa pojawiają się rozmaite wątpliwości.

A nie ma tych wątpliwości zbyt wiele? Jedną z fundamentalnych zasad państwa prawnego jest pewność prawa. My nie mamy z nią dziś do czynienia.


Reklama

Rzeczywiście, pewność prawa jest w Polsce istotnie zachwiana. Przykładowo, jedną z podstawowych reguł jest zasada zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa. Wątpliwości dotyczące respektowania tej zasady pojawiają się regularnie – choćby w obszarach działalności gospodarczej czy prawa podatkowego, w których przedsiębiorcy od lat borykają się z nagłymi nowelizacjami prawa, krótkimi okresami dostosowawczymi i zmianami ingerującymi w tzw. interesy w toku. Domyślam się jednak, że pana pytanie zmierza w innym kierunku.


Reklama

Pytam o wymiar sprawiedliwości. Czy możemy mówić jeszcze o pewności prawa w obszarze sądownictwa?

Problemów jest zdecydowanie więcej niż jeszcze parę lat temu. Od 10 lat obserwujemy ogromny kryzys władzy sądowniczej oraz spadek zaufania obywateli do wymiaru sprawiedliwości. W tym momencie mamy wręcz apogeum tego kryzysu. Z punktu widzenia obywateli mamy do czynienia z sytuacją fatalną – obywatele nie mogą być pewni co do skutków rozstrzygnięć wydanych przez sąd.

Jedną z takich spraw opisywał niedawno portal Prawo.pl. W styczniu Sąd Rejonowy w Giżycku stwierdził, że nie ma możliwości dokonania podziału majątku pomiędzy byłymi małżonkami, bo wyrok w ich sprawie rozwodowej wydał tzw. neosędzia. Stwierdzono więc, że orzeczenie nie istnieje.


Reklama

To, co się teraz dzieje w sądach, jest symbolem tego, do czego doprowadzili politycy. Niemniej postanowienie sądu, o które pan pyta, jest nieprawomocne. Przypuszczam, że to orzeczenie nie ostanie się w drugiej instancji.


Reklama

 

Dlaczego?

Z prostej przyczyny: za tego typu rozstrzygnięciem nie stoją żadne racje prawne. Nie ma jakichkolwiek podstaw do tego, aby twierdzić, że orzeczenia sądów powszechnych nie istnieją, bo zostały wydane przez sędziów powołanych w 2018 r. lub później.


Reklama

Stoi pan na stanowisku, że na podstawie orzeczeń europejskich trybunałów nie można unieważniać wszystkich decyzji podjętych przez tzw. neosędziów.


Reklama

Przede wszystkim nie wynika to z żadnego z tych orzeczeń. Nie mam wątpliwości, że od 2018 r. Krajowa Rada Sądownictwa ukształtowana jest w sposób niekonstytucyjny. Nie daje gwarancji niezależności procesu nominacji sędziowskich, a tym samym narusza unijne traktaty oraz Europejską Konwencję Praw Człowieka. Nie daje to jednak powodu, aby mówić, że osoba, która zostaje powołana w tym trybie, nie jest sędzią, a tym samym wydaje nieistniejące orzeczenia.

Mieliśmy zresztą w przeszłości sytuacje, w których organy powoływano w sposób wadliwy, naruszający prawo. Nigdy jednak nie prowadziło to do stwierdzenia, że jakiś organ i wydane przez niego decyzje nie istnieją.

Przykład?


Reklama

W 2006 r. głośna była sprawa umocowania osoby pełniącej wówczas obowiązki prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Na mocy ustawy prezes UKE powinien zostać powołany spośród kandydatów przedstawionych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Ówczesny premier powołał jednak prezesa UKE spoza tego grona, co było niezgodne z obowiązującymi wtedy przepisami.


Reklama

Na bazie tej sprawy w Sądzie Najwyższym i Naczelnym Sądzie Administracyjnym doszło do wydania szeregu orzeczeń, na podstawie których wykuła się doktryna mówiąca, że wadliwość powołania nie przekreśla istnienia podjętych decyzji. Była to do pewnego stopnia analogiczna sytuacja do tej, z którą mamy do czynienia w tej chwili – choć oczywiście w nieporównywalnej skali.

Pytanie, co z tego wynika. Mówi pan to wszystko, a na konferencji prasowej tego czy innego polityka zaraz znów usłyszymy o „przebierańcach w togach” i „nieistniejących wyrokach”. Tak po ludzku, nie ma pan poczucia bezradności?

Poczucie bezradności wpisane jest w istotę urzędu rzecznika praw obywatelskich.


Reklama

Urzęduje pan tu niemal od pięciu lat i jest pan bezradny.


Reklama

Myślę, że każdy z moich poprzedników mógł o sobie powiedzieć, że czuł się nieco bezradny. Taka nasza rola – przedstawiamy problem, przekazujemy rekomendacje, sygnalizujemy władzy właściwy kierunek działania…

…a władza ma to gdzieś.

Organy władzy mają często swoje zdanie, to prawda. Nierówność rzecznika w relacjach z rządem jest naturalna. Adresatami moich opinii są politycy. Oni mogą posługiwać się językiem polityki, a ja muszę trzymać się ściśle przepisów prawa i orzecznictwa. W swoich wystąpieniach przedstawiłem jasno, czym powinien kierować się ustawodawca, rozwiązując kryzys w sądownictwie. Na tym moja rola w pewnym sensie się kończy.


Reklama

Jak pan słyszy z ust ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, że ustawa praworządnościowa „przywraca porządek w sądach”, to ma poczucie, że faktycznie tak jest?


Reklama

Odpowiem tak: niezbędne jest uchwalenie ustawy, która uporządkowałaby kryzys, z jakim mamy do czynienia. Problem w tym, że w mojej ocenie projekt, który trafił do Sejmu, opiera się na błędnych założeniach.

To znaczy?

Opiera się na założeniu, że sędziowie powołani po 2017 r. nie są sędziami, lecz innego typu urzędnikami państwowymi, a więc nie są objęci gwarancjami niezawisłości sędziowskiej. Podzielono sędziów na „sędziów w rozumieniu konstytucyjnym” i tych drugich, których nie dotyczy np. art. 180 ust. 2 konstytucji (który stanowi, że „złożenie sędziego z urzędu (…) może nastąpić jedynie na mocy orzeczenia sądu i tylko w przypadkach określonych w ustawie.” – red.).


Reklama

Pan z takim podziałem się nie zgadza.


Reklama

Nie zgadzam się. Nie może być tak, że – nawet w przypadku tego typu zastrzeżeń do mandatu sędziów – politycy hurtowo składają sędziów z urzędu na podstawie ustawy.

Na zdjęciu minister sprawiedliwości Waldemar Żurek prezentujący w październiku 2025 r. projekt tzw. ustawy praworządnościowej

A „potrzeba chwili” to niewystarczający argument? Zaraz znów pan usłyszy o „paserach konstytucji”, których należy wyprowadzić z sądów.


Reklama

Próbuje mnie pan wciągnąć w spór polityczny, a to nie moja rola. Uporządkujmy to. Podstawowym zarzutem jest fakt, że Krajowa Rada Sądownictwa w obecnym kształcie nie daje gwarancji, że przeprowadzone przez nią konkursy będą apolityczne. To prawda. Nie powoduje to jednak, że sędziowie, którzy w nich uczestniczyli, nie są sędziami. W warunkach demokratycznego państwa prawnego to władza sądownicza powinna rozstrzygać, czy konkretny sędzia daje wystarczające gwarancje niezawisłości i czy powinien być złożony z urzędu. Zresztą, to nic nowego.


Reklama

Co ma pan na myśli?

Od kilku lat w sądach toczą się postępowania w ramach tzw. testów niezawisłości. Podczas testu weryfikowany jest życiorys danego sędziego, jego postawa i relacje z władzą polityczną, a także cała procedura konkursowa. I wielu sędziów powołanych po 2017 r. przeszło te testy pozytywnie.

Dodajmy, że prowadzą je tzw. starzy sędziowie. I to oni niekiedy orzekają, że dany sędzia jest – mimo wszystkich zastrzeżeń – wystarczająco niezawisły, aby rozstrzygnąć daną sprawę.


Reklama

Tymczasem przedstawiony przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ustawy całkowicie milczy na ten temat. Dziesiątki czy setki orzeczeń sądowych, którymi przeprowadzano testy niezawisłości, zostaną dzięki tej ustawie pozbawione znaczenia. To jest niezgodne z zasadą niezależności sądownictwa, że politycy de facto podważają orzecznictwo sądów.


Reklama

Dlaczego?

Mamy sędziów, którzy w ramach tego testu byli wielokrotnie pozytywnie zweryfikowani. Tymczasem w świetle projektu ustawy nie ma to żadnego znaczenia.

I tu wracamy znów do tej „bezradności”. Może pan to punktować, zwracać na to uwagę, a rząd obróci się na pięcie i zrobi swoje.


Reklama

Duża część naszych rekomendacji jest brana pod uwagę przez rząd. Z reguły otrzymujemy z ministerstw wyczerpujące, merytoryczne uwagi. Czasem jednak rządzący opierają się na innych poglądach prawnych i nasze stanowiska są odrzucane.

Gdy pana poprzednik Adam Bodnar w 2021 r. składał Sejmowi sprawozdanie na koniec kadencji stwierdził, że okres jego urzędowania „trafił na czasy szczególne w najnowszych dziejach naszego państwa, czasy, w których obywatele potrzebowali coraz większego wsparcia, a władza robiła wiele, żeby ograniczyć możliwości działania urzędu rzecznika”. Ma pan poczucie, żeby coś się w tej kwestii zmieniło?

Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że mam pełne poczucie niezależności – tak jak miałem w 2021 r., gdy obejmowałem urząd.

Cały czas ponosimy jednak konsekwencje drastycznego obniżenia budżetu RPO, co miało miejsce w 2016 r. Ze względu na to, co wówczas się stało, pracownicy biura do dziś otrzymują wynagrodzenie nieadekwatne do swoich kompetencji – szczególnie, gdy porównamy zarobki w biurze RPO do zarobków w innych urzędach. Ze względu na ograniczone środki z budżetu państwa dysproporcji tej wciąż nie udało się wyrównać.


Reklama

Na horyzoncie wyzwań jednak nie brakuje. Jedno z nich – Trybunał Konstytucyjny. Obecnie jest w nim sześć wakatów.


Reklama

Osiem.

Osiem?

Tak. Z prawnego punktu widzenia sytuację tę rozstrzygnęła uchwała Sejmu z marca 2024 r. Doprowadziła do uchylenia uchwał powołujących tzw. sędziów-dublerów. Mamy więc sześć wakatów po sędziach prawidłowo wybranych, których kadencja się zakończyła, i dwa wakaty, które zostały otwarte dwa lata temu na skutek wspomnianej uchwały Sejmu.


Reklama

I pana zdaniem uchwałą Sejmu można cofnąć zaprzysiężenie prezydenta?


Reklama

W mojej opinii w tych wyjątkowych okolicznościach Sejm miał kompetencję do tego, aby uchylić uchwały o powołaniu tzw. sędziów-dublerów. Art. 190 ust. 4 konstytucji przyznaje szczególną kompetencję organowi, który wydał decyzję opartą na normach prawnych, których niekonstytucyjność stwierdził TK. Na tej podstawie, powołując się na wyroki TK z 2015 i 2016 r., Sejm mógł uchylić wcześniejsze uchwały. Po marcu 2024 r. sytuacja jest z prawnego punktu widzenia klarowna – w TK zasiada siedmiu sędziów, których mandaty są niekwestionowane.

Co Sejm powinien więc zrobić?

Jak najszybciej uzupełnić wakaty.


Reklama

Czy prezesem Trybunału Konstytucyjnego jest Bogdan Święczkowski?


Reklama

Tak. Oczywiście istnieje problem, że prezes TK został powołany spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK, w którym zasiadały osoby nieuprawnione. Poza tym sama procedura wyłonienia kandydatów budzi wątpliwości.

Na te kwestie zwrócił uwagę TSUE w wyroku z 18 grudnia 2025 r. Niemniej – jak wyjaśniłem wcześniej – wada procesu powołania organu nie prowadzi automatycznie do tego, że organ ten nie istnieje, jest nieobsadzony. Odpowiadając więc wprost: tak, mamy prezesa TK, choć procedura poprzedzająca jego powołanie obarczona jest wadą prawną.

Pana zdaniem istnieje możliwość wyboru nowego prezesa TK w trakcie trwania kadencji Bogdana Święczkowskiego?


Reklama

Na podstawie aktualnych przepisów nie ma takiej możliwości. Uzdrowienie tej sytuacji wymagałoby odpowiedniego rozwiązania legislacyjnego.


Reklama

Można to zrobić w drodze ustawy?

W mojej ocenie – tak. Kadencja prezesa TK nie wynika z konstytucji, lecz z ustawy. Jeśli mamy sytuację, w której powołanie pewnego organu kadencyjnego było obarczone wadą, to ustawodawca ma możliwość, aby kadencję zakończyć wcześniej i doprowadzić do wyłonienia organu w prawidłowym trybie. Podobne zdanie wyraziłem w opinii do jednego z projektów ustawy o KRS, w którym również przewidziano przedterminowe skrócenie kadencji.

Każda pozaustawowa próba usunięcia Bogdana Święczkowskiego z funkcji prezesa TK skazana jest na porażkę?


Reklama

W świetle obecnie obowiązujących przepisów jedynym sposobem pozbawienia urzędu sędziego TK jest postępowanie dyscyplinarne. Nie ma innej możliwości.


Reklama

Na zdjęciu sędzia TK Bogdan Święczkowski, który od grudnia 2024 r. kieruje pracami Trybunału

Dziś renoma TK praktycznie nie istnieje. Orzeczenia nie są publikowane. Co pana zdaniem musiałoby się stać, aby przywrócić rangę polskiego sądowi konstytucyjnemu?

Wielokrotnie mówiłem, że nie ma w konstytucji ani ustawach podstaw prawnych do odmowy publikowania orzeczeń TK w dziennikach urzędowych. Wynikające z tego problemy widać w skargach, jakie wpływają do mojego biura. Obywatele dowiadują się, że TK wydał korzystny dla nich wyrok, a potem okazuje się, że administracja tego wyroku nie widzi, bo nie został opublikowany.


Reklama

Tak było np. po wyroku z czerwca 2024 r. dotyczącym wcześniejszych emerytur, czy po wyroku z ubiegłego roku dotyczącym tzw. ulgi meldunkowej w podatku PIT. Te wyroki były słuszne, czekały na nie dziesiątki tysięcy ludzi. To jest właśnie niepewność prawa i chaos, o którym rozmawialiśmy na początku. Trybunał powinien rozpocząć normalne funkcjonowanie. Należy obsadzić wakaty i doprowadzić do tego, żeby w czynnościach orzeczniczych nie uczestniczyły osoby nieuprawnione do zasiadania w Trybunale.


Reklama

Tymczasem grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości złożyła wniosek do TK o zbadanie zgodności z konstytucją ustawy o statusie sędziów TK oraz Regulaminu Sejmu. W dużym skrócie: chodzi o sytuację, w której możliwe jest wybieranie składu TK „grupowo”, jak również możliwość odrzucania przez większość sejmową kandydatów na sędziów zgłaszanych przez klub parlamentarny z najliczniejszą liczbą posłów. Pana zdaniem wniosek ten jest zasadny?

Przekazano mi ten wniosek, gdyż rzecznik może przystąpić do każdego postępowania w Trybunale. Powiem krótko: ja do tego postępowania nie przystąpię. Dostrzegam bowiem – jak chyba każdy – polityczny cel, jaki wnioskodawcy zamierzają zrealizować za pomocą tego wniosku. A ja w polityce nie biorę udziału.

W koalicji rządowej jest z kolei inny pomysł. W kuluarach słychać o pomyśle nowelizacji regulaminu Sejmu polegającej na dodaniu dodatkowego punktu do procedury związanej z wyborem sędziów TK. Po wyborze przez Sejm sędziowie mieliby wygłosić oświadczenie na forum izby i wypowiedzieć rotę ślubowania. To – w zamyśle autorów – miałoby wyeliminować problem wynikający z ewentualnego nieodebrania ślubowania przez prezydenta. O takim pomyśle pisał ostatnio Onet.


Reklama

Zacznijmy od tego, że sędziego TK wybiera Sejm, a zaprzysiężenie przez prezydenta wynika tylko z ustawy, a nie z konstytucji. Dlatego jest wątpliwe, czy ten etap procedury wyboru sędziego jest w ogóle zgodny z konstytucją. Pisałem o tym naukowo już w 2015 r. Ale nie zmienia to faktu, że – zgodnie z ustawą – zaprzysiężenie przed prezydentem jest warunkiem objęcia urzędu sędziego. Zgodnie z wyrokiem TK z 2015 r. prezydent ma obowiązek odebrania ślubowania. I tyle mówi prawo.


Reklama

Tę sytuację mogłaby zmienić wyłącznie nowelizacja przepisów ustawy o TK. Zastąpienie tego etapu, bez zmiany prawa, innego rodzaju czynnością – nawet najbardziej solenną – mogłoby wywołać kolejne, ciągnące się latami, kontrowersje dotyczące umocowania części sędziów TK.

W świetle prawa aktualnie Sejm dysponuje możliwością wyboru sędziów TK bezwzględną większością głosów, a ślubowanie odbywa się przed prezydentem, który powinien je odebrać. Jako prawnik jestem zobowiązany w tym miejscu postawić kropkę.

Przejdźmy do kwestii społecznych. Jak pan ocenia sytuację osób wykluczonych? W skrajnym ubóstwie w Polsce wciąż żyją niemal 2 mln osób.


Reklama

Potrzebujemy debaty o szerszej reformie systemu świadczeń socjalnych i pomocy społecznej. Występowałem w tej sprawie swego czasu do Rady Ministrów. Konieczne jest przyjrzenie się temu systemowi z góry, jako całości.


Reklama

Mamy do czynienia z rozdrobnieniem – dostępnych jest wiele świadczeń i różnego rodzaju form pomocy, ale są niekiedy niewłaściwie dopasowane do potrzeb ludzi lub niewystarczająco promowane. Często ludzie potrzebujący wsparcia nie wiedzą, czy i jakiej wysokości świadczenie im przysługuje. Zdarza się wręcz, że dochodzi do sytuacji, gdy pojawiają się nieuczciwi pośrednicy oferujący ludziom wsparcie w ubieganiu się o pomoc. Przykładowo, mieliśmy niedawno tego typu bulwersującą sprawę dotyczącą świadczenia pielęgnacyjnego dla opiekuna osoby z niepełnosprawnością.

Co jest problemem?

Obywatele skarżą się, że wiele świadczeń jest zbyt niskich jak na ich potrzeby. Często prawo do świadczenia jest też oparte na progach dochodowych, które nie są dostosowane do aktualnej sytuacji. Jest to pokłosie wysokiej inflacji, z którą mieliśmy w Polsce do czynienia. Na przykład w ostatnich dniach wystąpiliśmy do ministra finansów w sprawie ulgi na dziecko w podatku PIT. Warunkiem skorzystania z niej jest nieprzekroczenie progu dochodowego, który nie był zmieniony od 13 lat.


Reklama

Po pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie przydałby się przegląd całego systemu pomocy, uporządkowanie go i pokazanie obywatelom, gdzie mogą szukać wsparcia. Obywatele wskazują także na rażące przewlekłości postępowań, np. w sprawie świadczeń wspierających dla osób niepełnosprawnych.


Reklama

Wiele spraw w zakresie pomocy osobom wykluczonym wymaga też decyzji stricte politycznych. Przykładem jest chociażby projekt ustawy o asystencji osobistej.

Projekt czeka na rozpatrzenie przez sejmową podkomisję. W komunikacie pańskiego biura czytam, że RPO „wyraża zaniepokojenie przewlekłością prac”, bo „pierwsze czytanie rządowego i poselskiego projektu ustawy nastąpiło po ponad roku od pierwszego czytania prezydenckiego projektu ustawy regulującej tę samą kwestię”.

Pierwsze wzmianki o przygotowywanym projekcie padły w 2021 r. Prace toczyły się zarówno w poprzedniej kadencji Sejmu, jak i zespole stworzonym przez prezydenta Andrzeja Dudę. Problem – jak rozumiem – ciągle jest jeden: finanse. W biurze RPO przez ostatnie lata cały czas sygnalizujemy, jak taka ustawa powinna wyglądać – każda osoba, która potrzebuje wsparcia, powinna mieć dostęp do asystenta, a kryterium branym pod uwagę powinna być indywidualna sytuacja danej osoby, a nie sztywne wskaźniki ustawowe.


Reklama

W grudniu przesłał pan do Sejmu szereg uwag do projektu. Apelował pan „o uwzględnienie standardów wynikających z Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami w pracach parlamentarnych”. Jesteśmy daleko od ideału?


Reklama

Jesteśmy daleko. Największym problemem jest fakt, że w projekcie pojawia się granica wieku. Według proponowanych przepisów z asystencji osobistej mogłyby skorzystać tylko osoby pomiędzy 13. a 65. rokiem życia. Nie zgadzam się na takie wykluczenie.

Musimy skończyć z myśleniem, że osoba, która kończy 65 lat, nie jest już zainteresowania rozwojem, edukacją czy pracą zawodową. Od władzy publicznej należy oczekiwać zmiany filozofii postrzegania osób z niepełnosprawnościami. Każdy powinien mieć prawo do niezależnego życia, wyrażania swojej woli i realizacji swoich oczekiwań.

Na zdjęciu protest rodzin osób z niepełnosprawnościami zorganizowany w grudniu 2024 r. przed Kancelaria Prezesa Rady Ministrów


Reklama

Rozmawiając o osobach wykluczonych, nie sposób nie poruszyć sytuacji 42-letniej Mirelli ze Świętochłowic, która przez ostatnie 27 lat trzymana była w domowym areszcie. W ubiegłym tygodniu ujawniliśmy na Zero.pl, że kobieta wciąż jest bita i wyzywana. Współautorka tekstu Monika Krześniak już cztery miesiące temu chciała się z panem spotkać i porozmawiać o tej sprawie. Pana biuro prasowe stwierdziło jednak, że „RPO nie prowadzi tej sprawy” i spotkania nie umówi. Dlaczego?

W tym czasie nie prowadziliśmy tej sprawy, a nie byłoby z mojej strony odpowiedzialne wypowiadanie się o sprawie, do której szczegółów i akt nie mam dostępu. Urząd RPO nie posiada kompetencji śledczych, takich jak prokuratura czy policja. A te instytucje działają, śledztwo jest prowadzone, a rodzina jest nadzorowana przez opiekę społeczną. Natomiast sprawa się niepokojąco przedłuża, właściwe organy państwa powinny natychmiast wyjaśnić, czy tej pani nie trzeba pomóc. 

Jakie działania podjęło biuro RPO w sprawie pani Mirelli? Wiemy, że po ubiegłotygodniowym tekście trafiły do pana zapytania od posłów.

Zwrócimy się o pilną informację do prokuratury i do miejskiego ośrodka pomocy społecznej. Po zapoznaniu się z wyjaśnieniami zdecyduję, jak mogę pomóc. Właściwe instytucje powinny niezwłocznie ustalić sytuację tej rodziny i zdecydować, czy pani Mirella może dalej przebywać w tym mieszkaniu. Będę tę sprawę monitorował.


Reklama

W lipcu kończy się pana kadencja. Chciałby pan być pierwszym rzecznikiem praw obywatelskich, któremu uda się uzyskać reelekcję?


Reklama

Istnieje procedura przedstawiania kandydatów na rzecznika praw obywatelskich. W tej procedurze nie ma zgłoszeń na ochotnika.

A ja pytam o pana wolę.

Jeśli otrzymałbym taką propozycję, to bym ją rozważył. Jednak jakakolwiek deklaracja z mojej strony mogłaby teraz doprowadzić do napięć i zakłóceń z punktu widzenia niezależności urzędu RPO. Przede mną jeszcze kilka miesięcy pracy. Co będzie potem? Zobaczymy.


Reklama