Reklama
Reklama
Wojsko

15 mld zł na iluzję? Pięć pytań o polską „tarczę antydronową”

Polska wydaje miliardy na system antydronowy zaprojektowany tak, jakby wojna dronów jeszcze się nie zaczęła. SAN wygląda imponująco w prezentacjach ministerstwa. Jednak – w świetle doświadczeń Ukrainy, Bliskiego Wschodu i własnych incydentów w polskiej przestrzeni powietrznej – może okazać się rozwiązaniem kosztownym, spóźnionym i tylko częściowo użytecznym.

Michał Dworczyk
Felieton autorstwa: Michał Dworczyk
Dzisiaj 10:15
13 min
Część sprzętu antydronowego SAN. (fot. Paweł Supernak / PAP)

Reklama

TYLKO NA

Polska przeznaczy 15 mld zł na program SAN – nowoczesny system antydronowy. Jakkolwiek wizerunkowo wygląda to świetnie, niestety wszystko wskazuje na to, że będzie to zakup nieefektywny, przepłacony i jedynie w niewielkiej części odpowiadający potrzebom współczesnego pola walki.


Reklama

Można to zilustrować przykładem: na pięć rodzajów efektorów w systemie SAN aż trzy stanowią lufy. Tymczasem na Ukrainie poniżej 10 proc. dronów dalekiego zasięgu jest neutralizowanych w taki sposób. To oznacza, że trzy piąte naszego systemu będzie przeznaczone do likwidacji mniej niż 10 proc. potencjalnych wrogich bezzałogowców…

Ale bez wątpienia politycy będą mieli okazję do efektownych wystąpień i fotografii, a państwowy, nieefektywny moloch – Polska Grupa Zbrojeniowa – otrzyma kolejny zastrzyk gotówki…

Konieczne przyspieszenie

Rewolucja bezzałogowa na współczesnym polu walki jest już faktem – widać to choćby na Ukrainie czy Bliskim Wschodzie – i nic dziwnego, że kolejne polskie rządy starają się odpowiedzieć na to wyzwanie. Masowe użycie stosunkowo niedrogich dronów jako środków rażenia i rozpoznania sprawia, że dotychczas stosowane systemy obrony powietrznej, kosztowne i skomplikowane, przestały wystarczać.


Reklama

Jak pokazało wtargnięcie rosyjskich bezzałogowców w polską przestrzeń powietrzną we wrześniu 2025 r., musimy pilnie rozwiązać problem, który dotyczy nas już w umownym czasie pokoju. Punktem odniesienia w czasie wojny jest choćby Kijów, który regularnie pada ofiarą zmasowanych ataków dronowych ze strony agresora.


Reklama

Wspomniany wrześniowy incydent jest cezurą, po której rząd postanowił pokazowo przyspieszyć prace nad wzmocnieniem polskiej obrony antydronowej. Jej zaczątki zaczęto budować jeszcze w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy, gdy w połowie 2023 r. pozyskano zestawy SKYctrl produkcji polskiej prywatnej spółki APS. Pojedyncze zakupy nie stały się jednak zaczątkiem systemowej zmiany, pomimo trwającego konfliktu na Ukrainie i widocznego wzrostu znaczenia bezzałogowców.

Wygląda dobrze... na papierze

Ministerstwo Obrony Narodowej niespiesznie zbierało się do pracy. Wraz z początkiem ubiegłego roku utworzono Inspektorat Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia (do tej pory chyba niemający doprecyzowanego pomysłu na swoje funkcjonowanie), który miał specjalizować się w rozwoju obrony antydronowej.


Reklama

Po drodze ogłaszano koncepcje programu „Niekinetyczne i Kinetyczne Moduły Antydronowe”; wcześniej premier Donald Tusk zgłaszał akces do programu europejskiej tarczy ESSI, która również ma posiadać komponent antydronowy.


Reklama

USA: zaginięcia i zgony naukowców powiązanych z wojskiem. Biały Dom bada sprawę

Dopiero 30 stycznia br. Agencja Uzbrojenia zawarła z konsorcjum pod wodzą państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej kontrakt na dostawy 18 modułów bateryjnych systemu SAN. Wartość kontraktu wynosi przeszło 15 mld zł, zaś ma on zostać zrealizowany w rekordowo krótkiej perspektywie dwóch lat. Finansowanie ma zapewnić unijny program SAFE, którego uwarunkowania najwyraźniej wspomogły szybkie podpisanie umowy (jak będzie z realizacją harmonogramu, zobaczymy).

System ma zawierać istotny komponent ze strony polskiego przemysłu obronnego, co samo w sobie jest godne pochwały. Niemniej obserwowane doświadczenia ukraińskiej wojny obronnej, a także konfrontacji Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem, każą zadać kilka trudnych pytań o to, czy SAN odpowiada na realne potrzeby współczesnego pola walki.


Reklama

Warto jednak uściślić, czym jest sam system SAN. W założeniu kupujemy 18 baterii systemu zdefiniowanego przez samą Agencję Uzbrojenia jako „system przeciwlotniczy z możliwością zwalczania bezzałogowych statków powietrznych, a nie klasyczny system antydronowy”. Nawiązująca do jednej z polskich rzek nazwa wskazuje zresztą, że jest to dopełnienie zakontraktowanych wcześniej systemów wyższego rzędu – słynnej „Wisły” (średni zasięg, bazuje m.in. na amerykańskich systemach „Patriot”), „Narwi” (krótki zasięg, istotny komponent brytyjski), „Pilicy” (bardzo krótki zasięg).


Reklama

Na nasz najnowszy system mają się złożyć m.in. trzy efektory lufowe (działka kal. 30 mm na licencji Kongsberga, wmontowane w wieżę MCT30 norweskiego producenta), kal. 35 mm PIT-Radwar i kal. 12,7 mm z ZM Tarnów, naprowadzane pociski rakietowe APKWS, amerykańskie drony przechwytujące Merops, radary polskiej firmy APS i duńskiej Weibel oraz system dowodzenia, również z APS.

Na papierze wygląda to obficie i jeśli prawdziwa jest deklaracja MON o ponad 60 proc. środków wydawanych w polskim przemyśle, to warto to docenić. Wiele wskazuje jednak na to, że 15 mld zł można było wydać tak, aby polskie niebo było bezpieczniejsze, a rodzimy przemysł miał lepsze perspektywy rozwoju nowych produktów i ich eksportu.

Pięć pytań

Analizując pozyskanie systemu SAN, niestety post factum, bo decyzje w tej sprawie zostały podjęte szybko i bez konsultacji, warto zadać sobie pięć pytań:


Reklama

1. Czy na pewno wiemy, z czym walczymy, jaka jest skala zagrożenia i w jakim kierunku będzie ono ewoluować? Czy struktura systemu SAN na to odpowiada?


Reklama

Technologie bezzałogowe używane w bieżących konfliktach zbrojnych ewoluują stosunkowo szybko, czego przykładem jest choćby rozwój słynnej rodziny rosyjskich dronów „Gerań” (bazujących na irańskich „Szahedach”) czy mniejszych systemów, które docelowo mają operować w formie rojów. Choć technologicznie ich ewolucja nie postępuje z dnia na dzień, obserwowane są istotne zmiany w taktyce ich użycia, np. poprzez łączne użycie z wabikami czy prowadzenie ataku z użyciem kilkudziesięciu rozproszonych obiektów.

Bez wątpienia część z tych obserwacji była przedmiotem studiów ze strony instytucji sztabowych odpowiedzialnych za definiowanie wymagań. Biorąc jednak pod uwagę, że pozyskanie systemu SAN nastąpiło w drodze pilnej potrzeby operacyjnej – specjalnego trybu zakładającego szybki zakup gotowego sprzętu, potrzebnego „na już” – trudno zakładać szczególnie wnikliwą analizę potrzeb.

2. Czy wiemy, co chcemy ochronić?


Reklama

Podstawowa zasada obrony powietrznej mówi, że wszystkiego nie da się obronić. Jednocześnie po raz pierwszy w historii jesteśmy w sytuacji, w której koszty napadu powietrznego na obce siły zbrojne, infrastrukturę krytyczną i ludność cywilną są tak niskie.


Reklama

Nie ma tu już tak częstego dylematu ilość vs. jakość – musimy po prostu szukać tanich i względnie efektywnych środków obronnych, które pozwolą nam obronić znacznie większą liczbę potencjalnych celów, niż dotychczas zakładaliśmy. Dlatego Ukraińcy, będąc pod presją, nie wahali się przerabiać smartfonów na sensory akustyczne, garażowo produkować drony przechwytujące czy tworzyć oprogramowanie do zarządzania obroną z pominięciem tak drogich naszym służbom protokołów niejawności.

Oczywiście Siły Zbrojne RP przygotowują się na inną wojnę niż na Ukrainie, niemniej do dzisiaj nikt nie wytłumaczył, czemu właściwie Rosjanie mieliby przeciw innym państwom używać bezzałogowców inaczej niż na Ukrainie. Od pierwszego dnia konfliktu celem ataku będą nie tylko wysokowartościowe bazy lotnicze czy kolumny wojsk, ale też mniejsze obiekty infrastruktury wojskowej, energetycznej czy transportowej.

Przy licznych niedostatkach rosyjskie siły zbrojne regularnie odrabiają lekcję z użycia dronów – choćby w ramach wyspecjalizowanej jednostki „Rubikon” – i od pierwszego dnia będą prowadzić regularne ataki na pododdziały logistyczne, pojedyncze pojazdy czy jednostki obrony powietrznej, a nawet pojedynczych żołnierzy (szczególnie po potencjalnym ustabilizowaniu linii frontu).


Reklama

W kontekście powyższego należy podkreślić, że SAN nadaje się przede wszystkim do obrony lotnisk, dużych formacji wojskowych czy innych „statycznych”, wysokowartościowych obiektów. W przypadku mniejszych, manewrujących formacji, pojedynczych pojazdów czy żołnierzy na poziomie taktycznym ten system niewiele zmienia.


Reklama

3. Dlaczego tyle luf?

To chyba ulubione pytanie polskiej społeczności eksperckiej po opublikowaniu informacji o kontrakcie na nowy system. Nie bez powodu: największym zainteresowaniem państw Zatoki Perskiej, będących obiektem ataków dronowych ze strony Iranu, są obecnie ukraińskie drony przechwytujące.

Kijów stosuje je dziś jako główne narzędzie zwalczania rosyjskich dronów, co potwierdzają m.in. oficerowie lokalnych Wojsk Systemów Bezzałogowych. Nowe wersje rozwojowe irańskich „Szahedów” czy rosyjskich „Gerani” są często odporne na klasyczne metody zwalczania (np. poprzez walkę radioelektroniczną) i wymagają kinetycznych środków rażenia. Dotyczy to również mniejszych bezzałogowców, naprowadzanych np. poprzez światłowód (bez użycia komunikacji zdalnej).


Reklama

Jednocześnie zwalczanie ich w masie poprzez stosunkowo drogie efektory rakietowe szybko wyczerpuje zapasy i wiąże się z ogromnymi kosztami. Zastosowanie efektorów lufowych z amunicją programowalną jest nieco bardziej przystępne cenowo, ale wciąż tworzy ryzyka, szczególnie przy mniejszych kalibrach, charakteryzujących się zazwyczaj gorszym zasięgiem. Działka przeciwlotnicze na pewno są wciąż potrzebne w walce z dronami. Czy Polska powinna jednak priorytetowo kupować zarówno efektory kal. 30 mm, jak i 35 mm do walki z dronami? Wątpię.


Reklama

Dodatkowo, po latach prac krajowego przemysłu nad projektem bezzałogowej wieży ZSSW-30 czy rodziny Zdalnych Modułów Uzbrojenia, trudno zrozumieć, czemu nie tylko samo działko kal. 30 mm, ale również cała konstrukcja wieży nie może być dostarczana na bazie polskich technologii, przez rodzimych producentów, z większym zwrotem z inwestycji dla naszej gospodarki.

4. Czy cały system jest na pewno „modularny”?

Przy tak dynamicznym tempie ewolucji zagrożeń dronowych trudno jest publicznie zadeklarować, że problem jest już rozwiązany raz na zawsze. Szczególnie że kupiliśmy 18 „modułów bateryjnych”, a więc liczbę zdecydowanie niewystarczającą na wszystkie potrzeby systemu obronnego państwa, rozbudowywanych Sił Zbrojnych RP oraz wszystkich obiektów zapewniających ciągłość funkcjonowania państwa w czasie kryzysu.


Reklama

Choć MON deklaruje „modularność” nowego rozwiązania, pilny tryb jego pozyskania i finansowanie z zewnętrznego źródła sugerują raczej odhaczenie tematu. Dodatkowo nasze wojsko nie jest raczej znane z chęci do szybkich i wieloetapowych modyfikacji raz przyjętych rozwiązań.


Reklama

Choć „integracja” nie brzmi jak coś szczególnie trudnego w przypadku firm koncentrujących się na produkcji poszczególnych komponentów (np. pocisków rakietowych czy radarów), należy pamiętać, że jest ona dużym wyzwaniem nie tylko od strony biznesowej, ale również operacyjnej. Wymaga czasu, wielokrotnie powtarzanych testów, współpracy inżynierów i żołnierzy oraz – w przypadku naszego systemu pozyskiwania i eksploatacji sprzętu – dodatkowych biurokratycznych procedur związanych np. z certyfikacją.

5. Czy system daje realną perspektywę polonizacji zagranicznych komponentów i rozwoju polskich produktów? Czy raczej trzeba było temat załatwić szybko pod SAFE?

Jedną z nielicznych niezaprzeczalnych szans rozwojowych polskiej zbrojeniówki w stosunkowo krótkiej perspektywie czasowej jest obrona powietrzna krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu. Mamy świetnych producentów sensorów radarowych, dronów, oprogramowania, a także coraz większe kompetencje w zakresie amunicji czy pocisków rakietowych.


Reklama

Polski budżet obronny i popyt sukcesywnie rosną, podobnie jak ambicje rodzimych inżynierów oraz zainteresowanie prywatnego kapitału sektorem. Gdy spojrzy się na podobne momenty z historii takich państw jak Izrael czy Turcja, widać konieczność wzniesienia się ponad klasyczne resortowe podziały i potraktowania dynamicznego momentu historii jako szansy nie tylko na zbudowanie skutecznego potencjału odstraszania, ale również innowacyjnej zbrojeniówki.


Reklama

Obowiązkowa służba wojskowa wróci? Generał Roman Polko wskazuje problemy

Tymczasem program SAN, realizowany w trybie pilnej potrzeby operacyjnej, nie tworzy perspektywy polonizacji zagranicznych komponentów, np. licencji eksportowej na działka kal. 30 mm i pociski APKWS (i to pomimo rosnącego zapotrzebowania) czy wpływu na rozwój dronów przechwytujących Merops.

Programowi mogło towarzyszyć dofinansowanie i jasna perspektywa wdrożenia polskich odpowiedników, niemniej nie postawiono takich wymogów. Prawdopodobnie zaprojektowanie całej struktury pod finansowanie z programu SAFE zmusiło MON do szybkiego podpisania umów i ustawienia harmonogramu realizacji pod krótki termin.


Reklama


Reklama

Wiele osób zwróci uwagę, że zarysowane powyżej problemy strukturalne polskiej obronności i przemysłu zbrojeniowego nie są nowe, a wiele z nich ujawniały m.in. rządy Zjednoczonej Prawicy. Często będą to zarzuty celne, choć warto pamiętać, kto zainicjował w polskiej debacie publicznej kwestie rosnącego zagrożenia konfliktem ze strony Rosji, zakupy bezzałogowych systemów amunicji krążącej czy systemów antydronowych.

Japonia: trzęsienie ziemi 7,5 i zagrożenie tsunami. Ewakuacje i alarmy

Warto jednak na chwilę odłożyć polityczne spory i spokojnie porozmawiać, jak można udoskonalić system SAN – póki co wpada on w stare koleiny, ewidentnie został zaprojektowany tak jak dotychczasowe „rzeki” polskiej architektury obrony powietrznej. W przypadku zagrożenia dronowego potrzeba jednak większej kreatywności i realnej modularności.


Reklama

Powinna się ona przejawiać m.in. w:

  • Stałym rozpoznawaniu ewoluującego pola walki, np. poprzez porozumienie ze stroną ukraińską w sprawie pozyskiwania danych z pola walki i dynamicznego testowania kolejnych iteracji programu SAN przez Siły Zbrojne Ukrainy. Dane pozyskiwane przez Siły Zbrojne RP powinny być łatwo udostępniane polskim firmom, które będą mogły dzięki temu oferować innowacyjne rozwiązania w zakresie rozpoznania, zwalczania czy systemów dowodzenia i stale wzbogacać SAN.
  • Rozszerzeniu zakresu działania systemu na inne obiekty niż te zazwyczaj chronione przez wojskową obronę powietrzną. To zresztą szerszy problem związany z działaniami polskiego wojska w domenie powietrznej – o potencjalnych zagrożeniach z powietrza obywatel dowiaduje się na końcu, o ile w ogóle. Warto przestudiować doświadczenia ukraińskie w tej kwestii, bo bezzałogowce często zabijają również cywili.
  • Ustanowieniu warunków w ramach systemu pozyskiwania sprzętu wojskowego do ciągłej modyfikacji SAN w oparciu o konkurencyjne procedury, np. wzorowane na amerykańskim „Project Replicator”, oraz zakupach niewielkich partii sprzętu w celu testowania w warunkach poligonowych. 

Reklama

Źródło: Zero.pl
Michał Dworczyk
Michał DworczykPoseł do Parlamentu Europejskiego, były wiceminister obrony narodowej, były szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów - autor zewnętrzny