Reklama
Reklama
Świat

Tajwan i Ukraina jednoczą siły. Nowa doktryna wojenna

Gdy w Tajpej Ukraińcy opowiadają o wojnie dronów, Pekin niemal równocześnie publikuje demonstrację swojego roju Atlas. Przypadek? Niezależnie od odpowiedzi jedno jest pewne – nowa era konfliktów zbrojnych właśnie przyspieszyła. Czego możemy nauczyć się od Tajwanu?

Antoni Łukasik
Felieton autorstwa: Antoni Łukasik
07 kwietnia
10 minut
Spotkanie w Tajpej nie było jedynie ekspercką debatą o technologii, lecz elementem szerszego procesu: przenoszenia doświadczeń z realnego frontu do państw, które dopiero przygotowują się do działań zbrojnych. (fot. REC Stock Footage / Shutterstock)

Reklama

TYLKO NA
  • Tajwan i Ukraina tworzą nową doktrynę wojenną, opartą na tanich systemach dronowych, które mają zwiększyć koszt potencjalnej agresji ze strony silniejszego przeciwnika.
  • Chiny również przyspieszają rozwój własnych rojów bezzałogowców i morskich milicji, jasno pokazując, że przyszłe konflikty będą rozgrywać się między tanimi, masowymi platformami, a nie wielkimi systemami broni.
  • USA i Europa wciąż myślą kategoriami starej wojny, inwestując w kosztowne systemy nieadekwatne do realiów pola walki, które Ukraina już przetestowała w praktyce.
  • Polska powinna uważnie śledzić tajwański model zbrojeń, łączący praktyczne doświadczenia Ukrainy z geopolityczną grą między Waszyngtonem a Pekinem – to lekcja, której w Europie wciąż brakuje.

Reklama

Pod koniec ubiegłego miesiąca (28 marca) ukraiński weteran walk na froncie (jego stanowisko nie zostało ujawnione ze względów bezpieczeństwa) podczas wizyty w tajwańskim parlamencie opowiadał o doświadczeniach Ukrainy z wykorzystaniem dronów na polu walki. Jak podkreślił, przejście od tradycyjnej artylerii do dronów FPV to przewrót kopernikański, którego wiele krajów Zachodu jeszcze nie zrozumiało.

Panel „Democratic Resilience Roundtable” (Okrągły Stół Odporności Demokracji) zorganizował tajwański parlamentarzysta Chen Kuan-Ting z partii DPP – rządzącej Demokratycznej Partii Postępowej, opowiadającej się za niepodległością wyspy.


Reklama

Współorganizatorem był ukraiński think tank działający na Tajwanie, Liberal Democratic League of Ukraine (Liberalno-Demokratyczna Liga Ukrainy), a w dyskusji udział wzięli także ukraińscy eksperci od dronów i walki z dezinformacją. Razem z tajwańskimi przedsiębiorcami i specjalistami nowych technologii analizowali wnioski płynące z nowego pola walki. To spotkanie nie pozostało bez reakcji drugiej strony.


Reklama

Chińska odpowiedź

Pekin bardzo uważnie obserwuje tego typu inicjatywy. Na dwa dni przed wydarzeniem, podczas którego Ukraińcy i Tajwańczycy wymieniali się doświadczeniami, Chiny opublikowały nagranie pokazujące pierwszą pełną demonstrację zaawansowanego systemu operacyjnego roju dronów Atlas.

Trudno jednoznacznie ocenić, czy była to demonstracja znajomości kulis planowanych rozmów w Tajpej, czy jedynie zbieg okoliczności. Jedno wydaje się jednak oczywiste – Chiny już wdrażają nową doktrynę prowadzenia działań wojennych, w której kluczową rolę odgrywają systemy bezzałogowe.

Fałszywe uproszczenia Zachodu. Tajwan nie walczy z komunizmem, lecz o siebie


Reklama

Spotkanie w Tajpej nie było więc jedynie ekspercką debatą o technologii, lecz elementem szerszego procesu: przenoszenia doświadczeń z realnego frontu do państw, które dopiero przygotowują się do działań zbrojnych. I właśnie dlatego jego znaczenie wykracza daleko poza relacje ukraińsko-tajwańskie — dotyczy pytania o to, kto dziś naprawdę rozumie naturę współczesnej wojny.


Reklama

Transfer wiedzy z frontu

Schemat wymiany doświadczeń z pola walki jest dziś zaskakująco prosty. Rosja przekazuje Chinom, Iranowi oraz państwom Afryki wiedzę z zakresu dezinformacji, propagandy i obsługi dronów. Śledztwo BBC wskazuje, że rosyjscy instruktorzy szkolą dziennikarzy i operatorów m.in. w Nigrze, Burkina Faso i Mali. W zamian Moskwa otrzymuje chińskie technologie, irańskie rakiety oraz wsparcie osobowe.

Po drugiej stronie konfliktu sytuacja wygląda mniej spójnie. Praktyczna doktryna wojenna USA, testowana m.in. na Bliskim Wschodzie, zdaje się nie w pełni uwzględniać doświadczenia Ukrainy. Różnice w podejściu najlepiej oddają liczby:

● 4 mln dol. – koszt wystrzelenia pojedynczego pocisku systemu Patriot,


Reklama

● 30 tys. dol. – koszt irańskiego drona Shahed.


Reklama

Rachunek jest prosty: zestrzelenie jednego taniego drona może kosztować nawet stukrotnie więcej niż jego produkcja.

Być może największym argumentem za przyznaniem Donaldowi Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla będzie wystrzelanie się przez USA całej amunicji?

W Pekinie wielu obserwatorów uważa wojnę z Iranem za poważny błąd Ameryki. Chińscy eksperci sięgają nawet po słowa przypisywane Napoleonowi:


Reklama

Nigdy nie przeszkadzaj wrogowi, gdy popełnia błąd.


Reklama

To właśnie z tej perspektywy warto spojrzeć na Tajwan – państwo, które nie może sobie pozwolić ani na błędną diagnozę, ani na źle dobrane priorytety zbrojeniowe.

Strategia jeża

Ukraińskie doświadczenie nie jest tu inspiracją abstrakcyjną, lecz praktycznym wzorcem tego, jak mniejsze państwo może podnosić koszt agresji dla silniejszego agresora. Tajwan od lat rozwija strategię obronną określaną mianem „doktryny jeża”. Jej celem jest maksymalne podniesienie kosztów potencjalnej inwazji ze strony Chin. Kluczową rolę w tej koncepcji odgrywają drony.

Nowa doktryna opiera się na połączeniu doświadczeń wojennych Ukrainy z technologicznym zapleczem Tajwanu. Choć warunki operacyjne obu państw są odmienne – Ukraina prowadzi działania lądowe, a Tajwan przygotowuje się do obrony wyspy – różnice te stopniowo tracą znaczenie. Ukraińcy zdobywają doświadczenie w operacjach morskich, skutecznie ograniczając aktywność rosyjskiej floty na Morzu Czarnym, podczas gdy tajwańskie firmy rozwijają technologie łączące zdolności działania na lądzie i morzu.


Reklama

Francja przeznaczy miliardy na obronność. Media ujawniły plan Macrona


Reklama

Na wyspie działa już blisko 270 przedsiębiorstw związanych z sektorem dronowym, a eksport tych technologii rośnie w tempie sięgającym 749 proc. rok do roku. Wśród aktywnych odbiorców znajdują się m.in. Polska i Czechy – częściowo ze względu na potrzeby transferu sprzętu dla Ukrainy, a częściowo dzięki rosnącemu zrozumieniu realiów nowoczesnego pola walki.

Co istotne, podobną logikę coraz wyraźniej przyjmują również same Chiny – zwłaszcza w wymiarze morskim, który dla Tajwanu pozostaje kluczowy. Pekin dobrze rozumie, że przewaga nad Tajwanem nie musi dziś opierać się wyłącznie na wielkich platformach bojowych, lecz na zdolności do taniego, masowego i ciągłego nacisku – szczególnie na morzu.

Chiny wiedzą, że tej wojny nie wygrają lotniskowce.


Reklama

Najsłabszy punkt

Sytuacja na morzu od lat pozostaje jednym z najsłabszych punktów wyspiarskiego Tajwanu. Luki w tym obszarze prowadziły do paradoksalnych przypadków, w których do reagowania na relatywnie drobne incydenty angażowano kosztowne, zaawansowane jednostki operacyjne.


Reklama

Tymczasem Chiny zdają się już w pełni rozumieć logikę niskokosztowych, skalowalnych rozwiązań. W grudniu i styczniu co najmniej dwukrotnie zmobilizowano tysiące jednostek rybackich na Morzu Wschodniochińskim, formując je w precyzyjnie zorganizowane struktury. W połowie stycznia ok. 1,4 tys. statków utworzyło formację o długości blisko 200 mil. Przepływające w pobliżu jednostki handlowe omijały ją szerokim łukiem lub ostrożnie manewrowały pomiędzy „kutrami”.

Problem w tym, że nie były to zwykłe łodzie rybackie. Jak zauważył Andrew S. Erickson z US Naval War College, tak wysoki poziom koordynacji „nie może być wyjaśniony połowami”. Najprawdopodobniej mieliśmy do czynienia z morską mobilizacją i ćwiczeniem sił milicji – taniego, rozproszonego narzędzia projekcji siły.


Reklama

Na tym tle Tajwan również zaczyna dostosowywać się do nowej rzeczywistości. Nie próbuje już wyłącznie nadrabiać przewagi Chin drogim sprzętem, lecz coraz wyraźniej inwestuje w rozwiązania asymetryczne.


Reklama

W grudniu firma Thunder Tiger Group przeprowadziła test, podczas którego sześć bezzałogowych jednostek nawodnych operowało jednocześnie z jednego stanowiska kontroli. To nie tylko demonstracja technologii – to zapowiedź przyszłych zdolności rojowych, wpisujących się w tę samą logikę: więcej, taniej, trudniej do zneutralizowania. Problem w tym, że nowa logika wojny nie unieważnia jeszcze starej logiki sojuszy.

Okup czy zakup?

Pomimo tego Tajwan kontynuuje zakupy uzbrojenia z USA, które dziś na Bliskim Wschodzie są przedmiotem operacyjnego upokorzenia. Niedawno Tajpej ogłosiło kontrakt o wartości 11 mld dol., obejmujący 82 nowe systemy artylerii rakietowej HIMARS oraz 60 systemów artylerii M109A7 Paladin, przy czym całe zamówienie kosztuje około 4 mld dol.

Zakupy te mają przy tym znaczenie wykraczające poza czysto wojskowy wymiar. Proces zbrojeń Tajwanu nie jest wyłącznie inwestycją merytoryczną, lecz stanowi geopolityczną grę na wielu frontach. Bez względu na rzeczywistą skuteczność części sprzętu administracja Donalda Trumpa pozostaje niezwykle łasa na wyrazy szacunku i merkantylnej podległości ze strony sojuszników.


Reklama

Jeszcze niedawno, podczas debat o konieczności zwiększania wydatków obronnych w państwach NATO, popularna była fraza dotycząca pomocy militarnej USA: „Pomożemy tym sojusznikom, którzy będą w stanie sami się obronić”.


Reklama

Dziś można odnieść wrażenie, że gospodarze Białego Domu uzupełnili ją o nieformalny warunek: pomoc będzie łatwiejsza dla tych, którzy korzystają z amerykańskiego uzbrojenia. W praktyce oznacza to, że również Tajwan musi równoważyć własne wnioski z pola walki z oczekiwaniami swojego najważniejszego sojusznika.

Prekursor nowego pola walki czy ostatni Mohikanin starej wojny?

Tajwan będzie pierwszym krajem gotowym do nowego rodzaju wojny. Może też być ostatnim, który przygotowywał się do starej formy konfliktu i poległ. Współpraca w zakresie dronów z Ukrainą sugeruje, iż Tajwan zrozumiał nową doktrynę wojenną lepiej niż Europa.

Jak zauważają ukraińscy eksperci, jednym z największych błędów wielu państw europejskich jest brak spójnej koncepcji integracji zakupionych systemów oraz oderwanie decyzji zakupowych od realnych potrzeb jednostek wojskowych.


Reklama

USA kontra Iran: gra o nowy porządek regionalny


Reklama

W modelu ukraińskim decyzje o wyborze sprzętu często delegowane są na poziom dowódców brygad, którzy najlepiej znają możliwości swoich oddziałów i kompetencje operatorów. Pozostaje jednak pytanie, czy kopiowanie rozwiązań z państwa funkcjonującego od ponad dekady w warunkach wojny jest w pełni racjonalne? Równie istotna jest kwestia interesu Ukraińców oraz ich zrozumiałej chęci wykorzystania dronowego know-how jako karty przetargowej w negocjacjach.

Wnioski z tego procesu mają znaczenie także dla innych państw. Jeden kraj na świecie powinien szczególnie uważnie obserwować strategię zbrojeń Tajwanu – opartą na trzeźwej współpracy z Ukrainą i symbolicznych kontraktach z USA: Polska.

 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Antoni Łukasik
Antoni ŁukasikDoktorant nauk politycznych i filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie przebywa na stypendium naukowym w Tajwanie, gdzie w ramach National Taiwan University, zajmuje się badaniem narracji geopolitycznych i demokratyzacji. Absolwent ekonomii na SGH oraz filozofii w ramach MISH UW - autor zewnętrzny