- Chociaż mamy już w pełni elektroniczny system informacji o kierowcach, straż miejska nadal blokuje koła metalowymi obejmami. Robią to chyba z przyzwyczajenia.
- Jest ulica w Warszawie, gdzie dzieje się to niemal codziennie. Zablokowane auta stoją tam potem wiele dni, utrudniając ruch pieszych i pojazdów.
- Mandat w postaci kary administracyjnej dla właściciela pojazdu wysyłany drogą elektroniczną załatwiłby sprawę. Zamiast tego mamy długotrwałe procedury oraz dużo zbytecznej pracy przy zakładaniu metalowych blokad.
Koncepcja blokady na koło samochodu była możliwa do obrony w czasach, gdy co do zasady jeździło się swoim własnym autem. W Polsce straż miejska niezbyt często sięga po ten środek dyscyplinujący, ale na zachodzie widywało się znacznie więcej blokad nałożonych na nieprawidłowo zaparkowane auta. Ponieważ – tu zaskoczenie – bezmyślne parkowanie przydarza się nie tylko w Polsce. Założenie, proste i genialne, obejmowało zmuszenie kierowcy auta z blokadą do wezwania patrolu w celu jej usunięcia, co oczywiście wymagało opłacenia mandatu. Inaczej, ktoś mógłby wyrzucić wezwanie do kosza i tyle.
Nastały czasy motoryzacji współdzielonej
Samochody z wypożyczalni, na minuty, auta zastępcze i inne formy chwilowego posiadania zaczęły być coraz bardziej powszechne, zwłaszcza w dużych miastach. Do rzadkości nie należy sytuacja, w której jedziemy samochodem, parkujemy go gdzieś, a potem przejmuje go po nas ktoś inny. Nic dziwnego, że w takich okolicznościach pewnie nie będziemy zbyt długo zastanawiać się nad legalnością wybranego miejsca postoju.
Dokładnie tak było w tym przypadku: na chodniku pojawiło się szare Renault Arkana z logo firmy wypożyczającej samochody. Kierowca oddalił się, a straż miejska regularnie patrolująca tę okolicę założyła na auto blokadę. Oczywiście do auta nikt już nie powrócił, więc następstwem tego genialnego posunięcia był trwający siedem lub osiem dni postój pojazdu w miejscu niedozwolonym. Zastawiało zarówno część chodnika, jak i spory fragment jezdni. W dodatku, przy samym wyjeździe z remizy straży pożarnej.
Kraków wydłuża płatne parkowanie. Referendum o odwołanie prezydenta brzmi realnie
Po ośmiu dniach przedstawiciele firmy wypożyczającej pojazd chyba dogadali się ze strażą miejską, bo blokadę zdjęto, a auto odjechało. Efektem działania służb porządkowych było zatem więcej utrudnień i więcej chaosu. Obserwowałem to zresztą przez kilka dni i z łącznie dziewięć lub 10 aut obdarowanych żółtą obejmą, co najmniej trzy stały jeszcze przez kolejne dni, w tym to wymienione powyżej. Skoro już założyli blokadę, to niech sobie stoi – uznali pewnie niektórzy kierowcy – w końcu kara będzie tylko jedna, niezależnie od długości postoju. To kolejny argument przeciw zakładaniu blokad – często wydłużają trwanie wykroczenia.
Ten system potrzebuje dość prostej reformy
Po pierwsze: likwidujemy koncepcję metalowej blokady na koło. Jeśli kara ma być dotkliwa, bo parkowanie jest wyjątkowo bezmyślne i szkodliwe, to pozostaje holowanie. Nie trzeba od razu holować na parking depozytowy, zresztą widziałem to na własne oczy w Niemczech – holownik przestawiał samochody dosłownie dwie ulice dalej na ogólnodostępny płatny parking, tyle że właściciel i tak nie miał pojęcia, co zdarzyło się z jego autem.
Musiał kontaktować się ze strażnikami, opłacić mandat i koszt holowania, a potem dowiadywał się że samochód stoi o 10 minut spaceru od miejsca wątpliwego parkowania. W ten sposób można wywieźć dużo więcej samochodów w krótszym czasie.
Po drugie: mandat za parkowanie powinien być prostą karą administracyjną, dokładnie taką samą jak opłata dodatkowa za brak należności za parkowanie w strefie płatnej. Obecnie mamy kuriozalną sytuację, w której po nałożeniu blokady właściciel auta może skontaktować się ze strażą miejską i zażądać jej zdjęcia, ale zarazem nie przyznać się do wykroczenia w postaci nieprawidłowego parkowania. Wobec każdego parkowania niezgodnego z przepisami trzeba wszcząć postępowanie zmierzające do ustalenia sprawcy, tak jakby chodziło o sprawcę napadu. Jednak w tym przypadku to obecność samochodu stanowiła główną „oś wykroczenia”, więc należy znieść możliwość „niewskazania sprawcy przez właściciela”. Po otrzymaniu wezwania właściciel pojazdu albo przyjmuje mandat, albo wskazuje sprawcę.
Uwaga, niepopularna opinia. Trzaskowski ma rację ws. parkowania w centrum stolicy
Ktoś powie: ale skąd na przykład bank lub fundusz leasingowy ma wiedzieć, kto danego dnia prowadził auto? To bardzo proste: mandat płaci wtedy leasingobiorca. A co jeśli leasingobiorcą jest firma, spółka? Wtedy to jej właściciel lub osoba reprezentująca właściciela albo przyjmuje mandat na siebie, albo wskazuje pracownika, który tego dnia użytkował pojazd. I tak, książka eksploatacji pojazdu z wpisanymi użytkownikami będzie do tego potrzebna, chyba że chcemy, żeby prezes sam płacił mandaty, a obciążał nimi pracowników w formie odpowiedzialności zbiorowej.
Proponowane zmiany nie są nadmiernie skomplikowane, wręcz upraszczają system
Zdaję sobie sprawę z jakimi problemami kadrowo-sprzętowymi boryka się straż miejska w Warszawie i nie tylko, tym bardziej więc tracenie czasu na bieganie z metalowymi blokadami nie ma żadnego sensu. Nie ma nawet sensu pisać papierowych karteczek z wezwaniami, jeśli dane właściciela pojazdu można ustalić z miejsca w CEPiK-u. Poszedłbym nawet dalej i z czasem zaczął wprowadzać obowiązkowe zarządzanie stanem swojego pojazdu z aplikacji mObywatel.
Tak, zdaję sobie sprawę z istnienia starszych kierowców, którym nie po drodze jest ze smartfonem, ale nie zatrzyma to postępu.

