Kraj

Zamulanie stawu, czyli o tym jak działa rosyjska propaganda

Trzydzieści pięć tysięcy złotych – tyle miała kosztować operacja, której celem było przyklejenie Kanałowi Zero i portalowi Zero.pl etykiet prorosyjskich mediów. W radzie zlecającej ją fundacji zasiada aktywista Bartosz Kramek. Ten sam, który w szczycie operacji "Śluza" nawoływał, by przecinać chroniące Polskę zasieki.  

Anna Wittenberg
Felieton autorstwa: Anna Wittenberg
25 lutego
8 minut
Rosyjska propaganda dąży do tego, by zamulić przestrzeń informacyjną – pisze Anna Wittenberg (fot. iamlukyeee / Shutterstock)

Reklama

Wyobraźcie sobie czyste oczko wodne, w którym pływają japońskie rybki koi. Stojący na brzegu kot może śledzić ich ruchy, zaczaić się i wyłowić jedną z nich. Sytuacja jest klarowna, a cel widoczny. Ale wystarczy włożyć do wody kij i zamieszać, by pozycja kota zmieniła się diametralnie. Jeśli z dna podniosą się liście i osady, rybki przestają być widoczne, a kot staje się bezradny. W najlepszym razie może jedynie na oślep zanurzać łapkę. 


Reklama

Teraz wyobraźcie sobie, że stawem jest nasza przestrzeń informacyjna, rybkami – prawdziwi rosyjscy i białoruscy agenci, a kotem – polskie służby i dziennikarze. Liście i błoto to informacyjny szum, jaki bardzo łatwo wywołać w wolnym internecie, który wszyscy tak cenimy. A wywołuje go ten, komu zależy, by kotu nie powiodło się polowanie. 

Wojna informacyjna trwa czy tego chcemy, czy nie

W polskiej przestrzeni informacyjnej działają moskiewscy i białoruscy agenci. To element wojny hybrydowej, o której otwarcie mówią przedstawiciele polskiego wojska i służb specjalnych. Celem tych działań jest wywoływanie chaosu, niezgody, podważanie zaufania społecznego, wiary w Wojsko Polskie i inne służby mundurowe, poróżnienie nas z sojusznikami. 

Temu służyła zarówno operacja "Ghostwriter", której najsłynniejszym elementem było przejęcie skrzynki mailowej Michała Dworczyka i późniejsze ujawnianie pochodzących z niej rzekomo materiałów. Temu służyła operacja "Śluza", w ramach której nie tylko używano migrantów jako żywej broni przeciwko Polsce, ale również przekazów medialnych do tego, by pokazywać Polskę jako kraj, gdzie łamane są prawa człowieka. Temu wreszcie służą fale dezinformacji, które pojawiają się w przestrzeni informacyjnej wraz z kolejnymi prowokacjami zakładającymi naruszanie przestrzeni powietrznej. Mają wprowadzić chaos i zwątpienie. 


Reklama

Szpiedzy działają w mętnej wodzie 

Te działania nie byłyby jednak tak skuteczne, jeśli agenci wpływu podejmowaliby je otwarcie, na przykład jako oficjalnie prorosyjskie media. Polacy są bowiem – póki co – w pewien sposób impregnowani na oficjalne kremlowskie przekazy. Cykliczne badania pokazują, że ponad połowa Polaków deklaruje nieufność wobec Rosjan. Dlatego właśnie kremlowska propaganda musi działać tak, by Polacy byli przekonani, że brak zaufania do rządu, czy określone poglądy są ich własnym pomysłem.


Reklama

Dokładnie w ten sposób działał rosyjski szpieg podający się za hiszpańskiego dziennikarza Pablo Gonzalez vel Paweł Rubcow, którego polskie służby zatrzymały w lutym 2022 r. Poruszał się w środowisku dziennikarzy i liderów opinii nie tylko zdobywając cenne informacje dla GRU, ale także wpływając m.in. na debatę o sytuacji na granicy z Białorusią w początkach "operacji Śluza". 

Aby jego działania były skuteczne, potrzebne było jednak wsparcie – zamulanie stawu tak, by zewnętrzny obserwator nie mógł klarownie zobaczyć go jako ryby z naszej metafory. Było też podważanie zaufania do mediów, które opisywały sprawy na granicy inaczej, niż życzyłaby sobie tego kremlowska propaganda. A później, już po jego zatrzymaniu, rozkręcenie w Hiszpanii ruchu internetowego #FreePabloGonzales, który miał sprawić, by rosyjski nielegał był postrzegany na zewnątrz Polski jako uciśniony przez nasze władze dziennikarz. 

 


Reklama

Oskarżenia o prorosyjskość to broń

Jak najłatwiej podważyć w Polsce zaufanie do kogokolwiek? Oczywiście – oskarżyć go o działanie na rzecz naszego największego przeciwnika. Zarzut wspierania kremlowskiej propagandy to dziś najmocniejsze narzędzie do zamulania stawu. Jeśli z dna podnoszą się liście, ukryć mogą się ci, którzy naprawdę działają w interesie nieprzyjaciela. 


Reklama

W poniedziałek okazało się, że właśnie taka narracja miała być wymierzona w Kanał Zero i portal Zero.pl. Krzysztof Stanowski zdobył dokumenty dokładnie opisujące zamówienie. Fundacja Otwarty Dialog miała za 35 tys. zł przeprowadzić akcję, w której Krzysztof Stanowski oraz jego projekty: kanał YT i portal miały zostać sklejone z łatką – tu dosłowny cytat z dokumentu – "ośrodków służących rosyjskiej propagandzie w pogoni za zyskiem (clickbait is king)". Kampania miała zniechęcić naszych reklamodawców do dalszej współpracy. 

Wykorzystane w kampanii miały zostać nasze wpadki, w tym błędne umieszczenie złej mapy Ukrainy w jednym z materiałów. W planie pojawił się także reportaż Marii Wiernikowskiej z podróży do Rosji śladami zesłańców syberyjskich.

W zamówieniu znalazły się nazwiska konkretnych dziennikarzy i konkretne tytuły, które miały nas oczerniać. Co znamienne, jeden z wymienionych dziennikarzy rzeczywiście skontaktował się z Krzysztofem Stanowskim i Patrykiem Słowikiem z pytaniami dokładnie odpowiadającymi tematyce opisanej w dokumencie. 


Reklama

Fundacja Otwarty Dialog i Bartosz Kramek, od 2012 roku członek rady fundacji, potwierdzili w serwisie X, że dokument jest oryginalny. 


Reklama

Kontrowersyjna fundacja i zakaz wjazdu do Polski

Nie jesteśmy zaskoczeni, że takie zorganizowane działania wobec nas są prowadzone. Od dawna obserwujemy, jak na zmianę przykleja się nam łatkę probanderowskich albo prorosyjskich, w zależności od tematu, który podejmujemy. Otwarte jednak pozostaje pytanie, dlaczego akurat FOD zdecydowała się na taką kampanię. I dlaczego wobec nas. 

Warto przypomnieć, że wokół tej organizacji od lat narastają kontrowersje. W 2017 jej prezeska Ludmiła Kozłowska i Bartosz Kramek, prywatnie małżeństwo, nawoływali do obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec rządu. Kozłowska w 2018 r. została wydalona z Polski jako "zagrażająca bezpieczeństwu państwa".


Reklama

Tuż po tym wydarzeniu, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz opublikowała bardzo ciekawy tekst w portalu Oko.press, w którym przypominała: 


Reklama

O kontrowersyjnych koneksjach FOD pisano i mówiono od lat (znacznie przed rządami PiS). Można śmiało powiedzieć, że w tym obszarze nie ma drugiej organizacji otoczonej do tego stopnia klimatem podejrzeń i niejasności. Przy czym oprócz publikacji polskich, informacje o dwuznacznych działaniach Otwartego Dialogu pojawiły się także w Mołdawii i na Ukrainie. Nie można tego lekceważyć.

Zarzucała też polskim służbom specjalnym popełnienie błędów w postępowaniu wobec FOD (zachęcam do lektury całości).

Ostatecznie w styczniu 2024 r.Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nakazał Urzędowi do spraw Cudzoziemców wykreślić Kozłowską z wykazu cudzoziemców niepożądanych na terenie Polski. 


Reklama

W 2021 Kramek został na trzy tygodnie aresztowany. Zarzuty dotyczyły poświadczenia nieprawdy na fakturach VAT (śledztwo umorzono w grudniu 2024). Nie zaprzestał jednak aktywności publicznej. W 2021 nawoływał do przecinania zasiek na polskiej granicy w szczycie “operacji Śluza”.


Reklama

Chcieli podnieść świadomość, niech mają 

Jednym z celów kampanii oczerniającej Zero.pl i Kanał Zero, które FOD opisała w zamówieniu było: "Podniesienie świadomości społecznej odnośnie rosyjskiej propagandy i dezinformacji", nie mogłam nie skorzystać z okazji, by napisać Wam o zamulaniu stawu. 

Operacja wymierzona w Kanał Zero wpisuje się bowiem i w metody, i w cele działania naszego przeciwnika. Dokładnie taki schemat widziałam już przy okazji operacji "Ghostwriter" wobec "Dziennika Gazety Prawnej", w którym wówczas pracowałam. Rzekome wiadomości ze skrzynki Michała Dworczyka posłużyły do dyskredytacji zatrudnionych tam dziennikarzy, a operacja miała na celu zniszczenie wiarygodności tego dziennika, który opisywał m.in. wywóz antracytu z okupowanego Donbasu. 

Na koniec jeszcze jedna myśl. A co jeśli celem operacji nie był tylko Kanał Zero, a media wymienione w dokumencie jako te, które miały nas oczerniać? Od współpracy od razu odcięły się Oko.press, serwis PostPravda.info oraz Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej". 

Zostawiam do przemyślenia na następny raz, zanim podacie dalej, kiedy ktoś na X napisze, że jesteśmy "Zero.ru"