Kraj

DIOZ wykorzystuje i krzywdę psów, i dobre serca ludzi. Machina do zarabiania pieniędzy

Przez lata Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt przedstawiano jako ostatnią deskę ratunku dla skrzywdzonych zwierząt. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że za wizerunkiem bohaterskich ratowników mogła kryć się sprawnie działająca machina do zarabiania pieniędzy.

Bartosz Michalski
Felieton autorstwa: Bartosz Michalski
10 marca
3 minuty
(fot. Shutterstock / Shutterstock)

Reklama

TYLKO NA

O Dolnośląskim Inspektoracie Ochrony Zwierząt słyszy się od dawna. I są to albo peany na cześć bohaterskiego altruisty Konrada Kuźmińskiego, albo doniesienia o kolejnych przekrętach DIOZ-u.


Reklama

Te drugie dźwięki były często zagłuszane przez wspomnianego herosa. Konradowi Krasuskiemu udało się jednak przebić przez ten szum i pokazać prawdziwą twarz organizacji, która już w samej swojej nazwie wprowadza w błąd. Nie ma ona bowiem wiele wspólnego z „ochroną zwierząt”.

Chichot losu

Jeszcze nie tak dawno Polska żyła sprawą schroniska w Sobolewie. Wówczas Dorota Rabczewska, znana szerszej publiczności jako Doda, określiła placówkę jako „Auschwitz dla zwierząt”.


Reklama

Dramat, jaki spotkał tam psy i koty, był nie do opisania. Zwłaszcza pod kątem algorytmów Google, który cenzuruje brutalne treści i zdjęcia. A było co pisać i pokazywać. Smutnym chichotem losu jest to, że w akcji „odbijania” zwierząt ze schroniska „Happy Dog” brał udział m.in. wspomniany DIOZ. Organizacja, która, jak pokazuje film Konrada Krasuskiego, zrobiła z pomocy dla zwierząt maszynkę do zarabiania pieniędzy.


Reklama

Trzeba bowiem naprawdę dużej finezji, aby bez podstaw siłowo odbierać zwierzęta właścicielom, tylko po to, by zrobić kolejną zbiórkę okraszoną ckliwą zmyśloną historią. DIOZ nie przeszkadzało zbierać pieniądze po kilka razy na tego samego psa. Ba, ten pies miał, w zależności od zbiórki, inne imię, historie, schorzenie.


Reklama

Ważne, że bilans – ten na koncie stowarzyszenia – się zgadzał. Czasami nawet nie było potrzebne fizyczne odebranie psa, a samo zdjęcie z internetu. Kto sprawdzi, czy schorowany pies na zdjęciu jest z mediów społecznościowych amerykańskiej rodziny z przedmieść, czy naprawdę jest pod opieką DIOZ-u? Liczy się emocjonalny przekaz i powiem to wprost, żerowanie na naiwności i dobrym sercu ludzi.


Reklama

Chęć pomagania czy zarobku?

Zawsze mi się wydawało, że osoby prowadzące organizacje prozwierzęce wykazują się jakimś większym stopniem empatii. Robią to pasji i chęci pomagania. Ostatnie tygodnie pokazują jednak, że moja naiwność została zburzona niczym domek z kart.

W Sobolewie – kilka tys. zł za wyłowienie psa. DIOZ – zysk netto stowarzyszenia w 2024 r. wyniósł 2,7 mln zł. Rok wcześniej, w 2023 r., 9,3 mln zł. W 2022 r. było to z kolei 4,4 mln zł. Jak one się przełożyły na realną pomoc dla zwierząt? Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że przez takie organizacje, jak DIOZ los zwierząt będzie gorszy niż lepszy. Darczyńcy będą się dwa razy zastanawiać, czy warto wpłacić na jakąś fundację, że nie będą znowu ODIOZOWANI, tzn. oscamowani.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Bartosz Michalski
Bartosz MichalskiRedaktor zarządzający