Reklama

Miliony złotych ze zbiórek i znikające zwierzęta. Ujawniamy kulisy działania DIOZ

Reklama
TYLKO NA

Wielomilionowe zyski, oszustwa przy zbiórkach, zwierzęta, które zniknęły bez śladu, zabiegi, które były przeprowadzane przez osoby bez uprawnień – to tylko początek długiej listy nieprawidłowości, jakie odkryliśmy w Dolnośląskim Inspektoracie Ochrony Zwierząt. Sprawę organizacji bada prokuratura.

artykul_glowne-foto-1
DIOZ to – wbrew sugerującej nazwie, w której pojawia się słowo "inspektorat" – całkowicie prywatne stowarzyszenie. (fot. Kanał Zero)
  • DIOZ to organizacja, która według własnej deklaracji zajmuje się ratowaniem zaniedbanych zwierząt. Z naszego śledztwa wynika jednak, że za fasadą kryje się biznes zbudowany na krzywdzie zwierząt, dramatach opiekunów i pracowników organizacji. 
  • Zdobyliśmy dowody na to, że DIOZ kradnie zwierzęta właścicielom, tworzy oszukańcze zbiórki, prowokuje internetowy lincz na sygnalistach, a mimo to jego przedstawiciele brylują w otoczeniu celebrytów i polityków. 
  • DIOZ nieustannie prosi o pieniądze na zwierzęta. Tymczasem rok po roku jego ekosystem – fundacje, spółka i stowarzyszenie – osiąga zyski idące w miliony złotych. 
  • Sprawę DIOZ bada prokuratura w Świdnicy, Centralne Biuro Śledcze Policji i Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Przesłuchano w sprawie już 90 osób.
  • Kanał Zero opublikował dwugodzinny film Konrada Krasuskiego na temat działalności DIOZ. Portal Zero.pl teraz i w przyszłości będzie kontynuował temat kontrowersyjnej organizacji.

Reklama

17 grudnia 2025 r., Sejm RP. Prezentowana jest wystawa fotograficzna pt. "Bracia mniejsi", ukazująca los zwierząt trzymanych na uwięzi oraz w niewielkich kojcach, oparta na materiałach z interwencji podejmowanych przez organizacje działające na rzecz ochrony zwierząt. To polityczna odpowiedź rządzących na prezydenckie weto do tzw. ustawy łańcuchowej.

Zdjęcia chorych, wyniszczonych, głodzonych i skrajnie zaniedbanych psów ogląda druga osoba w państwie, marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Towarzyszą mu przedstawiciele Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) z Konradem Kuźmińskim na czele.


Reklama

Grudzień 2025. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty (P) i prezes DIOZ Konrad Kuźmiński w Sejmie. (fot. Piotr Nowak / PAP)


Reklama

– W imieniu Sejmu z całego serca dziękuję za to, co robicie. Wkładacie w to ogrom serca i pracy, na którą nie każdego stać. Wasza pomoc dla psów płynie prosto z serca. Nie wiem, czy ktoś Wam za to dziękował, na pewno dziękują Wam za to psy, dla których to robicie. Dołączam do nich – zwraca się do Kuźmińskiego marszałek Czarzasty.

Przedstawicielom DIOZ już raz „podziękował” sąd – skazując ich prawomocnie na grzywnę za kradzież psa. Kolejne postępowania są w toku. Było ich na tyle dużo, że śledczy postanowili połączyć je w jedno duże, a sprawą zajmuje się nawet Centralne Biuro Śledcze Policji.


Reklama

Czytaj także: Poseł Litewka o DIOZ: Weryfikacja gości w Sejmie powinna być większa


Reklama

Milionowe zyski ze zbiórek

DIOZ to – wbrew sugerującej nazwie, w której pojawia się słowo "inspektorat" – całkowicie prywatne stowarzyszenie.

Jego przedstawiciele sami o sobie piszą na stronie internetowej, że każdego dnia stają „twarzą w twarz z oprawcami”. Rocznie, jak podają, dokonują tysięcy interwencji – zajmują się zwierzętami domowymi, gospodarskimi, dzikimi i egzotycznymi. 


Reklama

Media społecznościowe organizacji pełne są informacji o interwencjach, zabiegach, spacerach, wolontariuszach i adopcjach. Z naszych rozmów z byłymi i obecnymi pracownikami i współpracownikami organizacji, inspektorami weterynarii i osobami, które walczyły z DIOZ o odzyskanie swoich zwierząt, wyłania się jednak zupełnie inny obraz.


Reklama

Aby go jednak dojrzeć, trzeba najpierw zrozumieć całą maszynę finansową zbudowaną wokół organizacji.

Kluczową rolę odgrywa stowarzyszenie DIOZ, którym kierują Kuźmiński i Krystyna Pietruszka. To właśnie to stowarzyszenie jest najbardziej widoczne publicznie. Wbrew regularnym nawoływaniom w internecie przy okazji różnych zbiórek, że sytuacja finansowa jest dramatyczna, w rzeczywistości to dobry biznes. Zysk netto stowarzyszenia w 2024 r. wyniósł 2,7 mln zł. Rok wcześniej, w 2023 r., 9,3 mln zł. W 2022 r. było to z kolei 4,4 mln zł.


Reklama

Podkreślmy: mowa o zysku netto. Nie znajdują się w tym np. wynagrodzenia dla aktywistów. W 2024 r. tytułem wynagrodzeń wypłacono 1,9 mln zł.


Reklama

Poza stowarzyszeniem DIOZ istnieje także fundacja DIOZ. Jej prezesem jest Eryk Złoty. Zysk w 2023 r. wyniósł niespełna 300 tys. zł. Danych za 2024 r. nie ma, bo podmiot nie złożył sprawozdania finansowego.

Złoty w 2024 r., wspólnie z Krystyną Pietruszką, założył też spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością – Instytut Ochrony Zwierząt. Spółka ta współpracuje regularnie ze stowarzyszeniem. Zajmuje się m.in. sprzedażą karmy dla zwierząt, którą polecają działacze DIOZ proszący ludzi o wsparcie.


Reklama

W 2024 r., w pierwszym roku swojej działalności, spółka zanotowała zysk netto w wysokości 1,2 mln zł. 


Reklama

Wokół DIOZ powstał cały ekosystem: organizacja nie tylko zajmuje się zwierzętami w rozumieniu opieki nad nimi, lecz także oferuje sama sobie usługi weterynaryjne, a także ma sklep z jedzeniem dla zwierząt. Pomiędzy podmiotami dokonywanych jest wiele transakcji. Wielu ich szczegółów nie znamy. Wyjaśniają je teraz śledczy.


Reklama

Zbiórki na zdjęcia z internetu

Nie byłoby kłopotu w tym, że ktoś zarabia na pomaganiu zwierzętom. Tyle że w tym wypadku pomoc ta, przynajmniej w części przypadków, okupiona jest cierpieniem samych zwierząt, ich właścicieli, a także związana jest z szeregiem kłamstw na temat prowadzonej działalności.


Reklama

DIOZ działa w modelu zbiórkowym – pozyskuje środki przede wszystkim z wpłat od chcących pomagać zwierzętom obywateli, z 1,5 proc. podatku oraz ze sprzedaży karmy (sam Kuźmiński intensywnie reklamuje konkretną karmę do zakupu, akurat tę sprzedawaną przez spółkę swoich współpracowników).

Z naszych ustaleń wynika, że środki gromadzone w ramach wielu zbiórek to oszukiwanie odbiorców. Najczęściej poprzez przedstawianie złego stanu zwierząt w sposób niezgodny z rzeczywistością.


Reklama

Natrafiliśmy na wiele zbiórek, w których opis sytuacji był niezgodny z prawdą, zdjęcia były przerobione, ten sam pies miał różne tzw. historie ratunku, jedne zdjęcia rentgenowskie miały być dowodem na potrzebę wsparcia w przypadku kilku zwierząt. Zdarzało się też, że zdjęcia rzekomo ilustrujące zwierzęta będące pod opieką DIOZ-u były fotografiami pobranymi z internetu, np. z USA. Zbiórki trwały także po śmierci zwierząt, na które były organizowane.  


Reklama

Modus operandi stowarzyszenia było likwidowanie zbiórek po uzbieraniu środków często bez dalszej informacji dla darczyńców, w jaki sposób cel został zrealizowany (informowanie jak konkretnie spożytkowano pieniądze to dobry zwyczaj w wypadku zbierania środków od obywateli).


Reklama

Ba, DIOZ zebrał nawet setki tys. zł na klinikę dla zwierząt na Ukrainie. Zbiórkę prowadzono cztery lata temu, kliniki nie ma do dziś. Co się stało z pieniędzmi? Nie wiadomo.


Reklama

Kolejne pół mln zł zebrano na pomoc dla zwierząt-ofiar powodzi. W jaki sposób wydano te środki? Też nie wiadomo.

Wiadomo za to, że DIOZ regularnie straszy swoim upadkiem, długami, atakami na siebie, w tym zachłannością skarbówki i ZUS-u.


Reklama

Sprawdziliśmy: w przypadku podatków sprawa jest prosta. Stowarzyszenie od dochodowego właściwie jest zwolnione.


Reklama

W wypadku składek ZUS stanowisko w 2025 r. zajęła nawet centrala zakładu. Potwierdziła, że DIOZ nie opłaca należnych składek za osoby, które zgłasza do ubezpieczeń. ZUS wyraził zgodę na spłatę zaległości w ratach, ale DIOZ nie dotrzymał warunków umowy. Na co więc poszły pieniądze zebrane w ramach ratowania stowarzyszenia przed zamknięciem przez zły ZUS? Nie wiadomo.


Reklama

Kradzieże psów

Największe kontrowersje budzi jednak nie działalność finansowa DIOZ, lecz ta związana z interwencjami. W kierunku organizacji padają mocne zarzuty: że DIOZ w praktyce kradnie psy, które potem służą do zarabiania pieniędzy poprzez organizowanie na nie zbiórek.

Dotarliśmy do właścicieli kilku takich zwierząt. Zapoznaliśmy się też z dokumentacją medyczną tych psów, bo powtarza się jeden schemat: DIOZ kradnie kiepsko wyglądające psy, które są schorowane. Następnie zaś w swoich mediach społecznościowych przedstawia je jako zwierzęta nie chore, lecz skrajnie zaniedbane przez właścicieli-oprawców.

Rekcio mieszkał ze swoimi właścicielami przez 13 lat. Od kilku chorował, pozostawał pod stałą opieką weterynaryjną. Z dokumentów, które posiadamy wynika, że od stycznia 2021 r. odbył kilkadziesiąt wizyt u różnych lekarzy weterynarii. 


Reklama

Mimo to grupa osób związanych z DIOZ na początku tego roku wtargnęła na posesję właścicieli, by Rekcia oraz drugiego psa, który z nimi mieszkał, odebrać. Według relacji rodziny wysłannicy DIOZ byli ubrani w mundury przypominające policyjne. Krzyczeli, zwierzęta odebrali właściwie siłą.


Reklama

Rodzinie nie postawiono zarzutów dotyczących znęcania się nad zwierzętami. Jej członkowie nie są podejrzanymi ani oskarżonymi w żadnym postępowaniu. Jedyna sprawa toczy się dziś z powództwa właścicieli, którzy próbują odzyskać psy.

Podobna historia spotkała też właścicieli Neski, starszej seterki. DIOZ przyjechał odebrać ją właścicielom, kiedy ci byli na feriach z dziećmi. Psem zajmował się wówczas najstarszy syn. Mimo wyjaśnień udzielanych telefonicznie, pracownicy DIOZ weszli na posesję i odebrali psa.


Reklama


Reklama

Emi to z kolei pies należący do utytułowanego zawodnika psich zaprzęgów. Miała zdiagnozowany nowotwór listwy mlecznej i z tego powodu była wyraźnie chudsza od pozostałych psów. Żaden weterynarz ani instytucja nie stwierdzili jednak, że pies był zaniedbany. Niedługo wcześniej hodowla przechodziła kontrolę. 

W maju 2021 r. pod prowadzoną przez pana Łukasza hodowlę podjechał samochód oznaczony logo DIOZ. Z auta wyszły dwie umundurowane osoby i zażądały wydania zwierzęcia. Podczas interwencji na miejscu były tylko dzieci mężczyzny, które uległy autorytetowi mundurów.


Reklama

Człowiek płaci, DIOZ zarabia

Po odebraniu Rekcia w mediach społecznościowych DIOZ pojawiły się nagrania i zdjęcia psa. Publikowano również dane właścicieli oraz informacje o ich firmie, określając ich jako „oprawców”. Rzekomi obrońcy zwierząt twierdzili, że pies “spleśniał”. W rzeczywistości zielone plamki na ciele zwierzęcia to efekt stosowanego lekarstwa zalecanego przez weterynarza. Sprawdziliśmy to. Zajęło to nam kilka minut.


Reklama

Kiedy właścicielom odebrano Neskę, DIOZ opublikował w mediach społecznościowych ich dane, zestawiając zdjęcia psa z ich zdjęciami z urlopu. W ten sposób promowano zbiórkę na pomoc zwierzęciu. Ponieważ przy okazji ujawniono numer telefonu pani W., właścicielki psa, kobieta zaczęła dostawać groźby i obelgi od anonimowych osób. 


Reklama

Internetowa zbiórka była prowadzona także na Emi. Kiedy jednak pies trafił do właścicielki tymczasowej, otrzymał jedynie 12 kg karmy. Olga, która zaopiekowała się zwierzęciem i pokrywała koszty utrzymania psa, nie wiedziała, że DIOZ zbiera pieniądze na jej nową towarzyszkę.


Reklama

– Uważałam, że DIOZ bardzo pomaga innym zwierzętom i stwierdziłam, że te pieniądze, które mi by mogli dać, mogliby przeznaczyć na inne zwierzęta, które bardziej będą tego potrzebowały – mówi pani Olga.

Jak komentuje moment, gdy dowiedziała się o zbiórkach? – Co z tymi pieniędzmi, skoro ja ich nie dostałam? (…) Szczerze mówiąc ja byłam w szoku, że takie coś było – wskazuje.


Reklama

Do dziś nie wiadomo, co się stało ze środkami zebranymi na Emi – skoro wszystkie koszty związane ze zwierzęciem ponosiła już nowa właścicielka.


Reklama

Według relacji pani Olgi oraz nagrania, które posiadamy, Krystyna Pietruszka z DIOZ namawiała ją do usunięcia psu czipa i wszczepienia nowego, aby przedstawić zwierzę jako psa uratowanego z Ukrainy.

Dawny właściciel Emi odnalazł zwierzę. Gdy zobaczył, że nowa opiekunka dobrze się nim zajmuje, a Emi przyzwyczaiła się do niej, uznał, że najlepiej będzie dla stworzenia, by już zostało w nowym domu.


Reklama


Reklama

Wolontariusze mówią o DIOZ

Dotarliśmy do szeregu osób, które były związane z DIOZ. Większość z nich była wolontariuszami w stowarzyszeniu.

Powtarza się jedna relacja: cała organizacja to maszynka do zarabiania pieniędzy, a zwierzęta, w tym przede wszystkim psy, są traktowane jedynie jako środek do osiągnięcia finansowego celu.


Reklama

Jakiekolwiek zgłoszenie uwagi lub wyrażenie sprzeciwu jest traktowane jako atak na całą organizację. W niektórych przypadkach zaś twórcy organizacji nawet zaczynają zastraszać swoich współpracowników i pisać o nich w mediach społecznościowych do tysięcy osób wierzących w pożyteczną działalność DIOZ-u.


Reklama

Szczegółowe relacje byłych wolontariuszy, osób przyglądających się działalności dolnośląskiego inspektoratu, przedstawicieli organów państwowych, w tym prokuratury, oraz właścicieli psów odebranych przez DIOZ znajdują się w filmie dostępnym już na Kanale Zero.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Konrad Krasuski
Konrad KrasuskiDziennikarz Kanału Zero
Patryk Słowik
Patryk SłowikRedaktor naczelny

Reklama