- Jeśli spojrzeć na medialne doniesienia, aktualnie największym zagrożeniem na polskich drogach, bardzo blisko pijanych kierowćów, są osoby poruszające się na elektrycznych hulajnogach.
- Nieudolność służb i nieodpowiedzialni rodzice powodują, że miasta są terroryzowane przez małolatów na hulajnogach. To uderza w pozostałych kierujących.
- W nagonce na hulajnogi pomijane są zachowania rowerzystów, którzy w myśl obecnych przepisów są uprzywilejowanymi użytkownikami dróg i ścieżek rowerowych.
- Hulajnogi elektryczne i rowery powinny być objęte takimi samymi przepisami. W tym obowiązkowym OC.
Hulajnogi elektryczne mają obecnie trzy główne problemy. Są nimi służby porządkowe, rodzice oraz nieletni kierujący. Kumulacja działań tej trójki doprowadziła do obecnej, rosnącej eskalacji krytyki, jaka spływa na ten rodzaj transportu.
W każdym środowisku znajdzie się idiota
Jeżdżą wybitnie nieostrożnie. Często bardzo szybko, z narażeniem innych uczestników ruchu. W poważaniu mają przepisy ruchu drogowego, zasady pierwszeństwa czy działanie sygnalizacji świetlnej. Przewożą przy tym inne osoby, które też narażają na niebezpieczeństwo. Jeżdżą po ulicach, chodnikach, w zasadzie jadą tam, gdzie według nich będzie w danym momencie najszybciej.
Tak, chodzi mi oczywiście o rowerzystów. Jeżdżąc hulajnogą elektryczną spotykam się z takimi zachowaniami praktycznie codziennie, a jakoś to nie o nich słyszymy w mediach.
80 km/h na hulajnodze elektrycznej? Da się szybciej. Prawo nie nadąża za producentami
Mało rzeczy bulwersuje nas tak, jak występki nieletnich. Przez nieudolność służb i rodziców płacą inni

Hulajnoga elektryczna (fot. Arkadiusz Dziermański / Inne)
Jazda środkiem ulicy na jednym kole lub blokowanie pasów przez kilkadziesiąt osób na hulajnogach to coraz częstszy widok, nie tylko w centrum Warszawy. Małolaci na elektrycznych pojazdach terroryzują otoczenie i cały czas zachodzę w głowę, jak to możliwe?
Trudno jest mi pojąć, że służby nie potrafią zrobić z tym porządku. Dwie minuty na TikToku wystarczą, żeby zlokalizować najczęściej blokowane miejsca w Warszawie. Wystarczy zorganizować popisową akcję z zatrzymaniem i po kilku razach oraz możliwie wysokich mandatach byłby to realny, działający straszak.
Zamiast tego ustawia się patrole z radarami mierzącymi prędkość na ścieżkach rowerowych. Można zapozować do zdjęć, a później pochwalić się statystykami w mediach. Bo, jak dobrze wiemy, statystyka to w Policji rzecz święta i liczby muszą się zgadzać.
Inną kwestią są rodzice, którzy na to pozwalają. Wbiła mi się w głowę sytuacja, kiedy odbierałem hulajnogę z serwisu i obok ojciec wybierał z synem pierwszą hulajnogę. Młody na oko w porywach 12 lat. Najbardziej interesowały ich hulajnogi większe od niego, które w prosty sposób zrobią z niego żywą katapultę. Zero wyobraźni ze strony rodzica, ale też sprzedającego, który mógłby w takiej sytuacji zasugerować coś „spokojniejszego”.
Choć jazda na dużych, dobrze wyposażonych hulajnogach jest bardzo bezpieczna – ale o tym innym razem – to nie są to pojazdy dla osób niedoświadczonych. Choćby samo wyczucie działania hamulców tarczowych jest niezbędne do tego, aby zwyczajnie nie zrobić sobie krzywdy.
Hulajnogi mogą być bezpieczne? Ekspert o zapowiadanych zmianach
Moje dwa ulubione zdania, które często słyszę od rowerzystów

Hulajnoga elektryczna (fot. Arkadiusz Dziermański / Inne)
Hulajnogami elektrycznymi jeżdżę już ponad cztery lata. Zaprzeczam przy tym wielu stereotypom, co często nie podoba się rowerzystom. Moje ulubione zdanie, jakie słyszę najczęściej brzmi – „Masz ku*wa pierwszeństwo!”. Opcjonalnie z dodaniem – „Czego ku*wa hamujesz?!”
Tak, zwalniam zawsze przed przejściem/przejazdem przez ulicę, ślepym wyjazdem lub skrzyżowaniem oraz kiedy moja część ścieżki rowerowej dołącza do innej. Gdybym tego nie robił, lądowałbym na masce samochodu co najmniej dwa razy w tygodniu. Oficjalnie byłaby to wina kierowcy, choć bardzo często widzę wyraźnie, że albo mnie zwyczajnie nie widzieli, albo nie mieli okazji zobaczyć, bo np. widok częściowo zasłaniają ekrany dźwiękochłonne.
Może i mam pierwszeństwo, ale jestem dużo mniejszym uczestnikiem ruchu. Nie mam ambicji, żeby mieć na nagrobku napis „Miał pierwszeństwo”. Mam wrażenie, że wielu rowerzystów jest innego zdania.
Drugie z moich ulubionych zdań to –„Bo ja z dzieckiem jadę!”. No jedziesz... na rozklekotanym złomie, w klapkach, z dzieckiem z tyłu bez kasku i przecinasz właśnie trzypasmową drogę na czerwonym. Czy to częsty widok? Zbyt częsty. Taki rodzic to moim zdaniem rowerowy final boss. Nie ma nikogo potężniejszego.
Jedną z rzeczy, jaka przeszkadza mi w nagonce na hulajnogi jest całkowite pomijanie zachowań rowerzystów. A i tak są one w Polsce bardzo kulturalne na tle np. Paryża. Królowie dróg zdają się nie dostrzegać problemów w swoim środowisku. Jazda slalomem, ignorowanie czerwonych świateł czy brak znajomości podstawowych zasad ruchu drogowego. Jak to, żeby chociaż spojrzeć, czy dojeżdżając do ścieżki rowerowej nikt po niej nie jedzie z lewej strony. Nie mówiąc już o tym, że powinno się jeździć prawą stroną drogi, bo i to nie nie jest dla wszystkich oczywiste. I to są często ludzie z prawem jazdy(!).
Inna kwestia to prędkość. W publicznej narracji nie mówi się o rowerach pędzących chodnikami, chyba że są elektryczne. Wtedy strzelamy bez ostrzeżenia. Wielokrotnie, jadąc mocniejszą hulajnogą, z ciekawości sprawdzałem prędkość jadącego przede mną roweru na ścieżce rowerowej. 30, 40 czy nawet grubo ponad 50 km/h to nie jest wcale rzadki widok. Ale kiedy jadę za rowerem z taką prędkością na elektrycznej hulajnodze, to ja jestem potencjalnym mordercą. Gość przede mną to co najwyżej sportowy świr.
Przepisy dyskryminują elektryczne hulajnogi
Hulajnogi elektryczne to na ścieżce rowerowej pojazd najgorszej kategorii. Kierujący musi poruszać się z prędkością do 20 km/h i uważać na oznaczenia, bo jeśli ścieżki nie ma, to musi zwolnić do prędkości pieszego. Dla rowerów nie ma ograniczeń prędkości na ścieżkach rowerowych. Póki nie są elektrycznie wspomagane.
Prędkość 20 km/h dla hulajnóg jest w pełni wystarczająca w miastach. Tam, gdzie jest dużo świateł, przejść i innych uczestników ruchu. Jest wtedy dużo czasu na reakcję i jest zwyczajnie bezpiecznie. Co innego w miejscach, gdzie ścieżki rowerowe są np. mocno oddalone od chodników.
Takim przykładem jest ścieżka wzdłuż Trasy Siekierkowskiej w Warszawie. Na większości dystansu jedynym zagrożeniem może być dzik wybiegający z krzaków. Na długości ok. pięciu kilometrów mamy tam dosłownie trzy przejazdy/przejścia/skrzyżowania. Jadąc 20 km/h można tam usnąć. Dodatkowo hulajnoga jadąca z taką prędkością jest jak TIR.
Z mojego doświadczenia wynika, że przeciętny rowerzysta porusza się z prędkością 16-20 km/h. Wyprzedzenie go hulajnogą trwa wieczność, a wystarczy, że po wykonaniu manewru jest z górki i rower nas wyprzedza w pięć sekund. No i zaczynamy od nowa... To potrafi mocno tamować ruch. Wcześniejszy limit prędkości wynoszący 25 km/h robił tu bardzo dużą różnicę.
Jednocześnie trudno jest wskazać bezpieczny limit, bo to wbrew pozorom kwestia samej hulajnogi. Znam modele, na których można się czuć niebezpiecznie przy 20 km/h, jak i takie, którzy przy 50 km/h są pojazdem przewidywalnym i pewnym w prowadzeniu. Idealnym rozwiązaniem byłoby podzielenie ich na kategorie, ale to za daleko idąca utopia. A poleganie na samym rozsądku kierującego będzie zbyt naiwne.
Przepisy powinny być takie same dla wszystkich i tak samo egzekwowane
Jako osoba poruszająca się hulajnogami elektrycznymi czuję się zwyczajnie dyskryminowany. Jestem obwarowany przepisami, które nie tylko nie dotyczą innych uczestników tych samych dróg, ale dodatkowo ich zachowania łamania przepisów przechodzą całkowicie bez echa.

Hulajnogi elektryczne (fot. Arkadiusz Dziermański / Inne)
Nie mam najmniejszego problemu z tym, żeby istniał obowiązek wykupienia OC i rejestracji elektrycznych hulajnóg. Taki obowiązek powinien być, podobnie w przypadku rowerów. Niech każdy uczestnik ścieżek rowerowych porusza się nimi na takich samych zasadach. Określmy przy tym limity prędkości, wprowadźmy konkretne strefy i stosujmy to do wszystkich kierujących, do każdego pojazdu na dwóch kołach.
Mam jednak wrażenie, że aktualnie bliżej jest do wprowadzania całkowitych zakazów korzystnia z elektrycznych hulajnóg. A wszystko przez to, że mamy grupę idiotów, o których jest głośno, służby, które sobie z nimi nie radzą i rodziców, których nie obchodzi zdrowie i życie swoich dzieci.
W każdej grupie kierujących znajdziemy idiotów. Czy będą to pijani kierowcy, małolaci na Kukirinach w centrach miast czy rowerzyści traktujący sygnalizację świetlną jako sugestię. Powinniśmy dążyć do wyeliminowania ich z ruchu tak, żeby nie uderzać w pozostałych uczestników. To jednak wymaga więcej wysiłku, starań i pracy. To nie są proste rzeczy...


