Reklama
Reklama
Reklama

80 km/h na hulajnodze elektrycznej? Da się szybciej. Prawo nie nadąża za producentami

TYLKO NA

Gdy kilka lat temu zaczynałem pisać o hulajnogach elektrycznych, przewidywałem szybki wzrost ich popularności jako środka transportu osobistego. Dziś widzę, że ich rozwój poszedł w stronę „kto zrobi jak najszybszą i jak najbardziej nielegalną hulajnogę elektryczną, nie dając się złapać?”.

hulajnoga-100
Stówa na hulajnodze? To się da zrobić. (fot. Pixabay i policja w Bieruniu)
  • Policja ujęła młodego mężczyznę w Rzgowie, który poruszał się na hulajnodze elektrycznej z prędkością 80 km/h. Przyznał się, że swój pojazd poddał tuningowi.
  • Hulajnogi elektryczne dostępne w sprzedaży nie tylko są już bardzo żwawe z fabryki, ale można jeszcze je całkiem łatwo przerobić, aby były absurdalnie szybkie.
  • Czy to legalne? Ile to kosztuje? Dlaczego nie powinniście tego robić? A przede wszystkim: jakie działania ustawodawcze można by podjąć, by ten problem ukrócić? Na te pytania spróbuję odpowiedzieć w poniższym tekście.

Młody mężczyzna ze Rzgowa przegrał w tej konkurencji, bo złapać się dał, a za jazdę nielegalnie zmodyfikowanym pojazdem odpowie przed sądem. Nie wróżę szybkiego zakończenia tej sprawy, bo czy modyfikacje hulajnogi elektrycznej są nielegalne? To nie takie proste, ale o tym napiszę nieco później. Na razie będzie trochę szczegółów technicznych.

Polskie przepisy względem hulajnóg elektrycznych są nieco dziwne

Po pierwsze: ograniczają ich prędkość do 20 km/h. Kiedyś było to 25 km/h, więc na rynku wciąż mamy legalne pojazdy, które jadą 25 km/h zgodnie z obowiązującym w momencie ich sprzedaży ograniczeniem. 

Po drugie: zakazują używania hulajnóg z siodełkiem, które byłyby idealne dla osób starszych jako pojazdy do małej mobilności. Skoro i tak wolno jechać maksymalnie 20 km/h, to dlaczego by tego nie dopuścić?

Reklama
Reklama

Po trzecie: znacząco zawężają użyteczność hulajnóg w mieście. Co do zasady na hulajnodze powinno się jechać po drodze dla rowerów, ale jeśli tej drogi nie ma, można skorzystać z jedni. Ale tylko pod warunkiem, że prędkość na niej jest ograniczona do maksimum 30 km/h. Jeśli można jechać szybciej, to hulajnogą zjeżdżamy na chodnik i jedziemy z prędkością pieszego, ustępując im miejsca. Trudno to spamiętać, najważniejsze, co musimy wiedzieć, to: bądź ostrożny/a i niczym się nie przejmuj, po prostu jedź.

Hulajnogi mogą być bezpieczne? Ekspert o zapowiadanych zmianach

Rynek poszedł w stronę supermocnych hulajnóg

Prym wiedzie tu firma KuKirin, oczywiście z Chin – ale są i inne. Bez problemu można kupić hulajnogę o mocy nawet 2 kilowatów. Jak to możliwe, skoro prawo ogranicza prędkość? No właśnie: prędkość, a nie moc. Moc może być dowolna, hulajnoga natomiast jest sprzedawana jako zablokowana. Wystarczy ją odblokować. W przypadku KuKirina zdjęcie blokady polega na włączeniu lewego hamulca, a następnie pięciokrotnym wciśnięciu przycisku na kierownicy. Tak, to naprawdę jest takie proste...

Trik polega na tym, że odblokowana hulajnoga wcale nie jest nielegalna

Nielegalne nie jest również jej odblokowanie. Po prostu zmienia ona wtedy swój status prawny z elektrycznej hulajnogi na elektryczny motorower, który wymagałby homologacji, rejestracji i prawa jazdy od jego użytkownika. To jedna z niewielu sytuacji, gdy po wciśnięciu przycisku pojazd zmienia się prawnie – wyobraźcie sobie, że wciskacie guzik i autobus staje się z prawnego punktu widzenia autem osobowym. To żart, ale pokazuje absurd tych uregulowań. Producent ma na to gotową odpowiedź: odblokowanie jest po to, by można było hulajnogą pojeździć sobie w terenie, poza drogami publicznymi. Są nawet modele przygotowane specjalnie pod offroad, jak KuKirin G4 z pełną amortyzacją i na terenowych oponach o średnicy aż 11 cali. Wymarzony pojazd w teren. 

Według danych technicznych, najmocniejszy KuKirin ma 2000 W

Niektóre źródła podają, że występuje też wersja dwusilnikowa o mocy 2 x 1600 W, ale niezależnie od deklarowanej mocy, prędkość maksymalna KuKirina G4 to podobno 86 km/h. Jeśli poszukasz lepiej, znajdziesz na portalu Aliexpress hulajnogi marki Sunnigoo, które rozwijają nawet 6000 W, czyli 6 kW. Ich prędkość maksymalna to ponoć 80 km/h. Nadal słabo, na Allegro za kilka tys. zł można zamówić hulajnogę Fengqs o mocy 7 kW, która rozpędza się do 88 km/h. To 55-kilowe monstrum z hamulcami tarczowymi wygląda jak dwukrotność normalnej hulajnogi w rodzaju Xiaomi Mijia

Kukirin wygląda jeszcze względnie zwyczajnie. (fot. Allegro)

Ale moi drodzy, to nadal wszystko parada ślimaków. Ten 24-latek ze Rzgowa jadący 80 km/h to jakiś straszny zamulacz. Widocznie nie było go stać na coś, co ma „normalną” moc: Inmotion RS. Czy to jeszcze hulajnoga? Trudno powiedzieć, na pewno trzeba na niej stać, bo nie ma siodełka. Kosztuje 15 tys. zł, wyróżnia się regulowanym poziomem pokładu (4 stopnie ustawienia), silnikami o mocy łącznej 8,4 kW i prędkością maksymalną 110 km/h. I to jest sprzęt, którym można już trochę polatać, a nie tam 80 km/h... Ludzie, tyle to ciężarówki jeżdżą. Czekam na pierwszego Inmotiona RS wyprzedzającego tiry na autostradzie. 

Inmotion RS. Ciekawe ile ich już jest w Polsce. (fot. Allegro)

Przypomnę, że według prawa jest to już nawet nie motorower, a motocykl. Ale oficjalnie pojedzie przecież tylko 20 km/h (mruganie oczkiem). Na koniec ciekawostka: limitowany i wyceniony na 19 tys. dolarów dwukołowy pojazd Weped Sonic S to w teorii nadal hulajnoga, ale jej 12-kilowatowy silnik pozwala osiągnąć chwilową prędkość 160 km/h. 

Nie wierzę w 160 km/h na tym. (fot. Weped)

O skuterach, zderzeniach i ubezpieczeniach. Jak (nie) jeździć w Azji

Reklama
Reklama

Dobra, to wszystko jest nadal mało

Hulajnogi elektryczne można modyfikować na wiele sposobów. Niektóre są całkiem sensowne, jak doszczelnianie silnika, żeby zabezpieczyć go przed pyłem i wilgocią podczas jazdy w terenie, widziałem też zamontowane hamulce hydrauliczne Shimano. Ale prawdziwy trik to tzw. shunt mod, czyli przeróbka kontrolera głównego. Trochę samouczków z internetu, trochę wiedzy z dziedziny elektroniki, nieco umiejętności obsługi lutownicy i oto mamy modyfikację polegającą na zwiększeniu natężenia prądu płynącego na silnik. Sterownik powinien blokować natężenie np. na poziomie 15 A, my dorzucamy jeszcze 10 A, a sterownik tego „nie zauważa”, ponieważ wykonane jest obejście. Można powiedzieć, że silnik dostaje dodatkowy prąd bokiem: to uproszczenie, ale wiadomo o co chodzi. 

Ktoś może zadać słuszne pytanie: czy przy zwiększonym poziomie natężenia nie dojdzie do zagrzania się tranzystorów i akumulatora? Odpowiedź brzmi: tak, a w czym problem? Rozsądnie zrobiony shunt mod w KuKirinie – przy założeniu, że ktoś wie co robi – pozwoli sięgnąć prędkości 100 km/h, ale oczywiście przez bardzo krótki czas. 

Reklama
Reklama

Amerykański youtuber President Chay zbudował megahulajnogę

Trzykołowe monstrum z frontem od motocykla crossowego ma trzy silniki i łączną moc 24 kW, a waży ponad 135 kg. Faktycznie osiągnął on prędkość 100 mil na godzinę, czyli przekroczył 160 km/h, stając się twórcą najszybszej hulajnogi na świecie, przynajmniej zdaniem twórców – być może ktoś gdzieś zbudował coś jeszcze szybszego, a może 24-latek ze Rzgowa ma teraz wyzwanie i następnym razem złapią go, jak jedzie minimum 165 km/h na hulajnodze.

Chińczycy grają na kodach. Sprzedają w Polsce auta homologowane w Chorwacji

Możemy na chwilę odłożyć rozważania o najszybszych hulajnogach

I przyznać, że może i fajnie się rozpędzać na takim sprzęcie do ponad 80 km/h, ale jednak mamy pewien problem społeczny wynikający z niebywale liberalnego prawodawstwa. To często spotykana sytuacja, gdzie obywatelowi nic nie wolno, ale firmie, zwłaszcza dużej, pozwala się na wszystko. Elektrycznie wspomagane rowery mają ograniczenie mocy do 250 W i mocniejszych sprzedawać nie wolno, hulajnóg żadne ograniczenie mocy nie obowiązuje. Wystarczy, żeby były „zablokowane” i „do użytku poza drogą publiczną”, a sprzedawca/importer ma już czyste ręce.

Całą odpowiedzialność przerzuca się na użytkowników, często nieletnich, uznając że ludzie przecież nie będą chcieli łamać prawa. Przypomnę, że w Polsce można sprzedawać hulajnogi o mocy, która predestynuje je do bycia motocyklami w świetle prawa, jeśli są zablokowane. Wyobrażacie sobie podobny absurd w samochodach? Oto pańskie 500-konne Lamborghini, jedzie maksymalnie 30 km/h, więc jest pojazdem wolnobieżnym i nie musi go pan rejestrować. Aha, żeby je odblokować wystarczy nacisnąć przycisk, ale proszę tego nie robić na ulicy, tylko na torze wyścigowym. Obiecuje pan? No, to wszystko jest w porządku. 

Reklama
Reklama

Mój ulubiony minister zapowiada zmiany

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak komentował kiedyś publicznie mój wpis, twierdząc, że nie wiem, o czym piszę, a potem zorientował się, że cytowałem treść rozporządzenia jego własnego ministerstwa. Od tej pory darzę go ciepłym uczuciem, więc cieszę się, że zapowiedział zmiany w kwestii hulajnóg elektrycznych. W skrócie: chodzi o kary administracyjne dla podmiotów, które wprowadzają do obrotu pojazdy umożliwiające odblokowanie wyższej prędkości niż 20 km/h. Uprawnienia kontrolne uzyska Transportowy Dozór Techniczny, a straż miejska będzie mogła sprawdzać prędkość i moc hulajnóg na przenośnych hamowniach.

Wyrok dla Łukasza Żaka może zmienić Polskę. Drogowi bandyci mają powody do obaw

Zdejmowanie blokad z rowerów i hulajnóg elektrycznych stanie się nielegalne w ogóle. Wszystkie te mocne sprzęty, które już zdążyliście kupić, będą musiały pozostać w postaci odblokowanej – karze będzie podlegała czynność odblokowania, ale dopiero od pewnego momentu, a prawo nie działa wstecz. Rząd więc problem zna, pozostaje mi zatem na koniec doradzić, abyście nie zwlekali i póki to jest jeszcze możliwe, jak najszybciej wyposażyli się w jak najmocniejszą hulajnogę elektryczną. Księga ulicy mówi wyraźnie: kto stówę wyciśnie z elektrohulajnogi, ten zostanie królem drogi.

Reklama
Reklama

No chyba, że w coś uderzy i umrze, przy okazji zabijając jeszcze kogoś. Jest ryzyko, jest zabawa!

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama