Wielu z nas z niepokojem przygląda się temu, co od ponad dwóch miesięcy dzieje się w cieśninie Ormuz. Kolejne działania wojenne to prawdziwy rollercoaster dla notowań cen ropy na światowych rynkach. Mimo rządowego programu CPN – Ceny Paliw Niżej, z sentymentem wspominamy ceny sprzed kilkunastu tygodni.
Polskie prawo kontra petro-złodzieje
Zgodnie z obowiązującymi przepisami kradzież paliwa o wartości nieprzekraczającej 800 zł to nadal wykroczenie, a nie przestępstwo. I jako takie może zostać ukarane mandatem karnym nie większym niż 500 zł. Wydawać by się zatem mogło, że tankowanie na gapę to czysty zysk, jednak nie do końca. Po pierwsze, korzystanie z niecertyfikowanych zbiorników może zostać ukarane dodatkowym mandatem – tu kłania się metoda na tak zwany „powiększony bak”.
Pogoda na spacer: co zrobić z pustą butelką?
Po drugie, gdy kradzież zostanie uznana za „szczególnie zuchwałą”, np. przy użyciu kradzionych lub „przerobionych” tablic rejestracyjnych, wartość skradzionego paliwa nie ma znaczenia, a sprawca powinien się liczyć z wyrokiem pozbawienia wolności na okres od 6 miesięcy do nawet 8 lat!
Jak ustrzec się przed złodziejami?
Poza wszechobecnym monitoringiem pomocnym rozwiązaniem ma być pobieranie opłaty przed tankowaniem i coś, co w przyszłości ma pozbawić mnie pracy – sztuczna inteligencja. W tym przypadku chodzi o system rozpoznawania podejrzanych pojazdów, tablic rejestracyjnych i osób, które wcześniejsze nieopłacone tankowania mają już na sumieniu.
Z wrodzonej przekory zadałem to pytanie sztucznej inteligencji i dowiedziałem się, że problem jest wręcz astronomiczny – nasilający się i spowodowany niestabilnymi cenami ropy. Przekaz był następujący: benzyna (nie wspominając o oleju napędowym) jest obecnie droższa od rocznikowanego burbona, a karygodnie niskie kary za jej kradzież tylko zachęcają przeciętnego Kowalskiego do tankowania na gapę.
Ponieważ jestem bardzo sceptycznie nastawiony do mądrości spod znaku AI, postanowiłem to sprawdzić. Skontaktowałem się z Biurem Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji i poprosiłem o informacje. Przemiła pani komisarz, której raz jeszcze bardzo dziękuję, szybko odpowiedziała na moją prośbę.
Otrzymałem dane dotyczące art. 119 par. 1 kodeksu wykroczeń (to te poniżej 800 zł) i, jak mnie poinformowano:
W przepisach karnych nie ma kwalifikacji prawnej dotyczącej bezpośrednio kradzieży paliwa na stacji benzynowej. W związku z powyższym wygenerowane dane nie są twardymi danymi statystycznymi, tylko przedstawiają pewną część stanu faktycznego poruszanego zagadnienia.
Można zatem na ich podstawie wyznaczyć pewien trend.
Okazało się, że w przedziale od 1 marca do 21 kwietnia 2025 roku doszło do 3908 takich incydentów, a już w analogicznym okresie tego roku, czyli po wybuchu wojny z Iranem, było ich 2736 – o 30 proc. mniej! Ponieważ nie są to twarde dane, postanowiłem dla pewności zadzwonić do kilku sieciowych stacji benzynowych.
Pogoda na majówkę: gdzie kończy się relaks, a zaczyna problem?
Pytani o kradzieże paliwa pracownicy odpowiadali: „Takie przypadki zdarzają się, ale sporadycznie i bywa, że wynikają z roztargnienia. Gdy widzimy, że ktoś zatankował za np. 100 zł, po czym robił zakupy, płaci tylko za nie i odjeżdża, jesteśmy prawie pewni, że to niedopatrzenie. Takie osoby najczęściej wracają i regulują rachunek” – mówi jeden z moich rozmówców. „Gdyby ktoś chciał nas okraść, zalałby do pełna i odjechał, nie wchodząc do budynku” – dodaje.
Wydaje się to dość sensowne. Zatem polskie stacje benzynowe nie borykają się z problemem masowych kradzieży paliwa, jak twierdzi AI. Nie podążamy za zachodnim trendem!
Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tej historii?
Pierwszy jest taki, że nie jesteśmy potomkami Janosika. Niechętnie okradamy możnych. Orlen to jedna z najbogatszych firm w Polsce, konkurencja do biednych również nie należy. Mimo sporadycznych przypadków daleko nam też do Wyspiarzy, gdzie według doniesień prasowych paliwo kradną nawet kierowcy takich marek jak Ferrari. I tu należy się nam pochwała.
Nie jesteśmy Europejczykami drugiej prędkości czy narodem, który powinien się nieustannie wstydzić i za wszystko przepraszać. Mamy swoje wartości i o nie dbamy, a to w obecnych czasach wydaje się wartością samą w sobie.
Po drugie, co równie istotne, choć nieco mniej oczywiste: w świecie ciągłych sensacji i budowania strachu warto na pewne sprawy spojrzeć inaczej, niekoniecznie za pomocą bota AI. Sztuczna inteligencja liczy od nas znacznie szybciej – w końcu jej kod źródłowy to w bardzo dużym uproszczeniu ogromne działanie matematyczne.
To jednak zdecydowanie za mało, aby zastąpić nas, ludzi. A tym powszechnie jesteśmy straszeni. Oznacza to również, że nie mam co myśleć o emeryturze. Zwłaszcza jeśli, tak jak w tym przypadku, na proste pytanie o sytuację w Polsce otrzymujemy odpowiedź dotyczącą Wielkiej Brytanii.
Podsumowując: tak jak jedni zarabiają krocie na dynamicznie zmieniających się cenach ropy, tak inni próbują zarobić na domniemanych umiejętnościach botów AI. Ktoś złośliwy mógłby takie działania nazwać chęcią łatwego zysku lub wręcz kradzieżą – równie obrzydliwą jak ta znana z brytyjskich stacji benzynowych. Mam jednak wrażenie graniczące z pewnością, że obecnie to zasady są na wagę złota. Również tego czarnego.

