Reklama
Reklama
Kultura

Majówkowy zawrót głowy. Umiar jedynym rozwiązaniem

Majówka kojarzy się z wolnością, słońcem i beztroską. Paradoks polega na tym, że właśnie w tych dniach najczęściej sami odbieramy sobie szansę na prawdziwy odpoczynek – zamieniając go w kilkudniowy kac.

Michał Pogoda
Felieton autorstwa: Michał Pogoda
Dzisiaj 16:00
6 min
Cieszmy się pięknym majem w zdrowiu i spokoju. (fot. Pixel-Shot / Shutterstock)

Reklama

TYLKO NA

Majówka jest zdecydowanie naszym ulubionym świętem narodowym. Budząca się do życia przyroda, ciepłe i coraz dłuższe dni oraz czas wolny od pracy to znakomity przepis na wymarzony długi weekend. Majówka to magiczne słowo, zawierające w sobie zarówno dobrą, jak i mroczną stronę.


Reklama

Zacznijmy od tej dobrej! Scenariusz jest bardzo prosty: pierwszego maja przypada Święto Pracy i jest to dzień ustawowo od pracy wolny, choć to tak, jakby dzień wegetarianina świętować schabowym. Następnie mamy Dzień Flagi RP; skoro flagi wiszą pierwszego i trzeciego, drugiego maja to idealny dzień na takie święto. Na koniec dubeltowy finał: Święto Narodowe Trzeciego Maja, a dla katolików dodatkowo uroczystości Najświętszej Marii Panny Królowej Polski.

Nasze plany na majówkę

Pomysłów jest wiele, jak kraj długi i szeroki. Każdy zgodnie z potrzebą, zasobnością portfela i ilością wolnego czasu planuje sobie wypoczynek. Mianownik jednak dla wielu wydaje się być wspólny – alkohol. Czy coś w tym złego? Oczywiście, że nie, dopóki wszystko odbywa się z umiarem. I o ten umiar właśnie się rozchodzi.

Od lat państwo polskie, ustami polityków wszelkiej maści, wydaje się walczyć o trzeźwość narodu polskiego. Od „przerażonego” ilością wypijanego przed południem alkoholu Mateusza Morawieckiego po walecznego Donalda Tuska, obiecującego drakońskie ograniczenie promocji i reklamy napojów alkoholowych.


Reklama


Reklama

Walka ta jednak bardziej przypomina błazenadę Don Kichota niż realne działania. Oczywiście Sejm bacznie i dzielnie zajmuje się projektem ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, ale trwa to mniej więcej tyle, co Kongres Wiedeński. Końca nie widać, a kolejna majówka przed nami.

Niby święto, ale alkohol wszędzie można kupić

Bądźmy szczerzy: w Polsce alkohol można kupić zawsze i wszędzie, a jego cena jest zaskakująco niska. Za 30 zł ciężko zjeść obiad w centrum miasta, flakon kupimy bez problemu. Całodobowe stacje benzynowe, wystrojem przypominające puby, wszelkiego rodzaju sklepy i sklepiki czynne od wczesnych godzin porannych do północy, dyskonty spożywcze oklejone informacjami o kolejnych promocjach i, co ciekawe, coraz większe przyzwolenie społeczne na spożywanie alkoholu w miejscach publicznych – to nasza codzienność. Dołóżmy do tego fakt, że nalewki można kupić w szerokiej palecie objętości, i mamy gotowy przepis na ogólnospołeczny problem. 

Zgadza się, jeśli chodzi o spożycie alkoholu, dane sprzedażowe z ostatnich lat pokazują trend spadkowy, zwłaszcza w majówkę, ale zadajmy sobie inne pytanie: czy dało się pić jeszcze więcej? Społeczny problem alkoholowy to nie tylko uzależnieni, a często właśnie w ten sposób jest on postrzegany.


Reklama

To szereg chorób, dla których nadużywanie alkoholu jest katalizatorem: cukrzyca, choroby układu krążenia, choroby nowotworowe, choroby układu nerwowego czy przewlekłe osłabienie organizmu. To wypadki z udziałem nietrzeźwych, pełne izby przyjęć, gdzie czas oczekiwania na pomoc medyczną wydłuża się w nieskończoność. To problemy społeczne, rozbite rodziny, przemoc.


Reklama

Mieszkam niedaleko sieciowego sklepu monopolowego, który otwarty jest siedem dni w tygodniu od 6:00 do 24:00, również w święta. Od jakiegoś czasu zadaję sobie pytanie: kto robi zakupy alkoholowe po szóstej rano? I nie, bułek tam nie sprzedają, a ze sprzedaży samych papierosów sklep nie zarobiłby na siebie. Niestety odpowiedź znam aż za dobrze.

Embargo na alkohol

Wybierzmy się na szybką wycieczkę po Europie. Państwa skandynawskie w drugiej połowie XX wieku wypowiedziały totalną wojnę alkoholowi. Wystarczy wspomnieć częściowe prohibicje, przejęcie handlu przez państwo czy reglamentowanie alkoholu.

Drogi rowerowe w Warszawie. Chaos w oznakowaniu i zagrożenie dla pieszych


Reklama

W Szkocji nie kupicie alkoholu na stacji benzynowej i również wprowadzono częściową prohibicję. W Irlandii nie kupicie alkoholu w Wielki Piątek i w pierwszy dzień Bożego Narodzenia – nawet jeśli jesteście przyjaciółmi papieża i prezydenta. W dni powszednie również jest to utrudnione. Możecie ewentualnie kupić bilet na samolot i skorzystać ze strefy bezcłowej.


Reklama

Nawet Francuzi i Hiszpanie, którzy słyną z produkcji win, co niewątpliwie napędza ich gospodarkę, zaostrzyli przepisy dotyczące sprzedaży i promocji alkoholu. Wymieniać dalej? Przypomnę tylko, że we wszystkich tych krajach mieszkają Polacy, którzy całkiem dobrze sobie radzą z faktem, że o 6:05 w poniedziałkowy poranek nie mogą kupić małpki.

Alkoholowy paradoks

I tu dochodzimy do swoistego paradoksu. Z jednej strony wielu z nas chce żyć w państwie opiekuńczym – takim, które dba o obywatela, wspiera go socjalnie, gwarantuje ogólnodostępną służbę zdrowia, a w razie klęsk żywiołowych udzieli pomocy. Z drugiej – gdyby któraś z partii politycznych, wszystko jedno która, zaproponowałaby irlandzkie rozwiązanie sprzedaży alkoholu (przypomnę: mieliśmy być „zieloną wyspą”), jej słupki sondażowe nawiedziłoby poważne trzęsienie ziemi. Jestem tego więcej niż pewien.

Przemysł monopolowy w Polsce jest silniejszy od wszystkich chatbotów AI razem wziętych i pomnożonych przez Googol (to prawidłowy zapis słowa „google”, oznaczający jedynkę ze stoma zerami).


Reklama

Reasumując: skoro wszystko w naszych rękach, na rządzących nie ma co czekać. Cieszmy się tą wolnością i korzystajmy z niej mądrze. Zróbmy wszystko, aby majowe święto było czasem radości i umiaru. Jak mówił mój nauczyciel historii: kiedyś rozpijali nas zaborcy, dziś robimy to sobie sami!


Reklama

Mówimy o potrzebie poprawy dzietności, a premier co i rusz straszy wojną. To się nie klei

Zerwijmy z tą niechlubną tradycją. Pracownicy stacji benzynowych również się ucieszą, gdy nie będą musieli co chwilę uzupełniać lodówek. O ile się orientuję, płacą im za godzinę, a to także ich święto. Jeśli inne argumenty nas nie przekonują, pomyślmy chociaż o nich. Cieszmy się pięknym majem w zdrowiu i spokoju. A alkohol niech będzie dodatkiem, a nie punktem kulminacyjnym wypoczynku.

Osobiście polecam dobrą kawę.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Michał Pogoda
Michał PogodaPiszę o wielkich sprawach w skali mikro, na ogół z przymrużeniem oka. O tym, jaki wpływ na jednostkę wywierają biznes, technologia, kultura i nauka - autor zewnętrzny