Reklama
Wojsko

Defilada robotów, czyli jak drony zdominowały ulice Kijowa

Z okazji 35. rocznicy niepodległości Ukrainy ulicami Kijowa przejechała nietypowa defilada wojskowa, złożona z dronów lądowych (UGV), płynących Dnieprem nawodnych bezzałogowców z rodziny Magura i SeaBaby, oraz powszechnych na ukraińskim niebie dronów FPV. Choć wygląda to jak kadry z filmu Sci-Fiction, staje się rzeczywistością na polu bitwy.

Michał Bruszewski
Opinia autorstwa: Michał Bruszewski
Dzisiaj 17:26
6 min
Aktualizacja: Dzisiaj 18:47
Defilada dronów w Kijowie (fot. x.com/ZelenskyUA / x.com/ZelenskyUA)
  • Ukraińska defilada zasadniczo różniła się od tej polskiej. Nie było kolumn ciężkiej broni i maszerującej piechoty.
  • Widok latających kwadrokopterów, dronów-kamikadze FPV już nikogo pewnie nie dziwi, ale jeżdżące i pływające bezzałogowce wciąż wzbudzają zdumienie obserwatorów niezaznajomionych z wojenną rzeczywistością Ukrainy.
  • Warto zaznaczyć, że nie jest to już novum. Drony lądowe, określane akronimem UGV – Unmanned Ground Vehicle, czyli bezzałogowe pojazdy naziemne, od miesięcy wykonują wiele misji na pierwszej linii walk na Ukrainie.

Służą do ostrzału przeciwnika (UGV uzbrojone w karabiny maszynowe), do logistyki i transportu, dowożąc zaopatrzenie w strefach ryzyka dla kierowców, a także do ewakuacji rannych, gdy poruszanie się medyka jest zagrożone atakami dronów ze strony Rosji.

Szacuje się, że od stycznia 2026 roku UGV wykonały ponad 66 tys. misji w tzw. strefie śmierci, jak określa się pierwszą linię walk i 10, 20, a nawet 30 kilometrów tyłów, które są rażone przez drony.

Choć UGV imponuje nowoczesnością, to w istocie jest rezultatem braków w szeregach ukraińskiej armii, która z powodu kurczących się rezerw osobowych jest zmuszona robotyzować swoje wojsko. Nie jest to wszelako „rocket science” opracowany w laboratoriach najtęższych umysłów, ale wynik doświadczeń z okopów zwykłej piechoty. Kilka lat temu mówili mi to sami ukraińscy żołnierze, że właśnie tego potrzebują. To była oddolna inicjatywa.

Reklama
Reklama

– W przyszłości będą potrzebne drony jezdne do ewakuacji rannych z pola walki. Zautomatyzowana broń maszynowa strzelająca z okopów (…) aby minimalizować ryzyko – mówił mi w 2024 r. „Skorpion”, ukraiński oficer, weteran walk w obronie Czasiw Jaru. Zapiski z tej rozmowy znajdziecie w książce „Nie patrz martwym w oczy. Polacy na wojnie w Ukrainie”.

Od inicjatywy żołnierzy do realnych pojazdów

To, co udało się rządowi Ukrainy to fakt, że tej oddolnej inicjatywy nie przespała, że umiejętnie zagospodarowano ten pomysł przez nowatorski obronny przemysł i finalnie, wspomniana defilada nie jest przypadkiem.

Jak w przypadku każdej broni, testy poligonowe UGV wykrywały wady wieku dziecięcego tych robotów.

W październiku 2025 roku 3. Brygada Szturmowa „Azow” zrobiła poligonowe zawody dla operatorów dronów lądowych, z torem przeszkód imitującym prawdziwe okopowe warunki. Awaria drona, wywrócenie się go, czy inne problemy powodowały eliminację i brak możliwości pomocy maszynie przez producenta. Poligon imitował realną walkę. Finalnie tylko 5 z 13 bezzałogowych pojazdów przedarło się przez tor przeszkód i skutecznie otworzyło ogień do celu. Wyróżniał się zwłaszcza jeden z operatorów, który improwizując po prostu strzelał do każdej przeszkody przed sobą torując sobie drogę. Inny dron ślizgał się na zwalonych drzewach i maszyna się wywróciła.

Reklama
Reklama

Najbardziej rozpoznawalnym bojowym UGV na Ukrainie jest DevDroid TW 12.7 z charakterystycznym ciężkim karabinem maszynowym M2 Browning kalibru 12,7 mm. Choć wygląda jak konstrukcja rodem z gier wideo albo serii zabawek G.I. Joe to już wykonuje swoją „służbę” na linii frontu. Jeden z DevDroidów wytrzymał na pozycji strzeleckiej sześć tygodni, inny skutecznie ostrzelał Rosjan ukrywających się w budynku.

Co ciekawe, w kwietniu 2026 r. ogłoszono, że pierwszy raz w historii UGV „samodzielnie” zdobyły pozycje Rosjan i wzięły ich do niewoli. Oczywiście nie chodzi o autonomiczną misję robotów, ale sterowanie maszyn przez operatora. Część ukraińskich ekspertów twierdzi, że jednak część UGV już działa na zasadzie autonomii i są wspierane przez AI, ale na samym końcu łańcucha decyzji i tak pozostaje ukryty operator pojazdu.

Nie inaczej sprawy się mają w bitwie o Morze Czarne

Okręt patrolowy Siergiej Kotow wszedł do rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w 2022 r. a już dwa lata później tonął w okolicach Cieśniny Kerczeńskiej. Wielokrotnie nękany przez drony morskie Ukrainy, w końcu trafiony przez pięć bezzałogowców Magura V5 został zatopiony. Drony USV, czyli Unmanned Surface Vevicles (bezzałogowe pojazdy nawodne) są zmorą rosyjskiej floty wojskowej i tzw. floty cieni szmuglującej surowce do omijania sankcji.

Reklama
Reklama

Za ataki odpowiedzialny jest oddział „Grupa-13” należący do ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR). W uznaniu za skuteczność i cenę w wojnie koszt-efekt Magurami zainteresowały się Stany Zjednoczone i nieprzypadkowo Magury w przyszłości będzie produkowała amerykańska firma.

Konstrukcja USV to analogia do dronów latających i jeżdżących. Są to smukłe i niskie motorówki o obniżonej wykrywalności sterowane przez operatora z testowanym zakresem autonomiczności. Mogą służyć zarówno jako drony-kamikaze uderzając i eksplodując przy kadłubie przeciwnika, ale również przenosić zestawy rakietowe i zwalczać cele latające nad wodą, patrolować, stawiać miny lub je zwalczać. A nawet wypływać jako statek-matka, z którego wylatują drony latające.

Co ciekawe, nie tylko Morze Czarne potwierdziło sens broni USV. USA użyło przeciwko Iranowi setek bezzałogowych statków-kamikaze  - Saronic Corsair. Dokonywały one misji zwiadowczych (infiltracji), oraz ataków na infrastrukturę morską Iranu w okolicach Cieśniny Ormuz.

Wróćmy do Ukrainy. Za najbardziej spektakularną akcję morską z użyciem dronów USV uważa się zatopienie u wybrzeżu Krymu rosyjskiego kutra rakietowego „Iwanowiec”. Uśredniona cena jednego drona nawodnego w porównaniu do średniej ceny rosyjskiego okrętu jest 240 razy tańsza. Ponadto, drony morskie mają panele słoneczne, dzięki czemu mogą przedłużyć czas misji na morzu.

Źródło: Zero.pl
Michał Bruszewski
Michał BruszewskiDziennikarz