Według najnowszych doniesień Ukraińcy dążą do tego, by zwiększyć transport swojego zboża przez Polskę. – Zagrożeń może być z tego powodu wiele – mówi Zero.pl Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych, wskazując na ryzyko destabilizacji rynku. Minister rolnictwa Stefan Krajewski, pytany o to, jaką postawę przyjmie rząd, odpowiada nam: – Trzeba przede wszystkim pomóc polskim rolnikom.

- Kijów negocjuje z Warszawą możliwość zwiększenia ilości ukraińskiego zboża, które miałoby być transportowane przez Polskę.
- Prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz w rozmowie z Zero.pl podkreśla ryzyko destabilizacji krajowego rynku zboża i apeluje o ostrożność.
- Minister rolnictwa Stefan Krajewski uspokaja: – Nie chcemy doprowadzić do powtórki sytuacji, która miała miejsce w latach 2022-2023.
- Dlaczego Ukraina znów zwróciła się do Polski z prośbą o pomoc w wysyłce swojego zboża na świat? I jakiego argumentu może używać w negocjacjach?
Wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Jacek Czerniak w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ujawnił, że Ukraina rozmawia z polskim rządem o możliwości zwiększenia transportu ukraińskiego zboża przez nasze porty.
Bitwa morska stawia Ukrainę pod ścianą
Powód? Ten sam od ponad czterech lat, czyli działania wojenne Rosji. W ostatnim czasie znów doprowadziły one do niedrożności Portów Wielkiej Odessy, czyli trzech strategicznych lokalizacji nad Morzem Czarnym: Odessy, Czarnomorska oraz Piwdennego. Stanowią one główny szlak eksportowy dla ukraińskich produktów rolnych na rynki globalne.
Ceny paliw w środę. Diesel wyraźnie tańszy, benzyna lekko droższa
Na początku sierpnia minister rolnictwa Ukrainy, Taras Wysocki, w wywiadzie dla Reutersa wprost przyznał, że sytuacja w portach czarnomorskich jest „pod pewnymi względami nawet trudniejsza niż w marcu-kwietniu 2022 r.”. Jak dodał, część armatorów, wystraszona rosyjskimi atakami, wstrzymała obsługę portów Wielkiej Odessy.
– Na Morzu Czarnym dochodzi do regularnych ataków, w tym z wykorzystaniem dronów, na infrastrukturę i jednostki pływające – potwierdza w rozmowie z Zero.pl Konrad Popławski, koordynator projektu „Powiązania gospodarcze w regionie” w Ośrodku Studiów Wschodnich.
– W obliczu tych utrudnień Ukraińcy znów pilnie potrzebują możliwości przekierowania swojego zboża do innych portów – zauważa ekspert.
– Takim naturalnym portem była dla nich zawsze rumuńska Konstanca, dokąd mogli oni kierować swoje towary Dunajem. Jednak Konstanca ma, po pierwsze, ograniczoną przepustowość. Po drugie – susza w Europie i niski poziom wody w Dunaju sprawiają, że barki rzeczne mogą przyjąć mniej zboża z Ukrainy. W tej sytuacji wraca kwestia polskich portów, do których z Ukrainy Zachodniej jest mniej więcej tyle samo, co do portów czarnomorskich.
Uniknąć powtórki kryzysu zbożowego
Rząd ma świadomość ryzyka. – Jesteśmy ostrożni co do transportu przez porty, z uwagi na potrzebę eksportu polskiego zboża – powiedział „Rzeczpospolitej” wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak.
Chodzi o to, by masowy tranzyt ukraińskiego zboża do innych krajów nie spowodował ograniczenia przepustowości portów dla polskich rolników.
– Zagrożeń może być z tego powodu wiele – mówi Zero.pl Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR).
Jak podkreśla, nasze porty mają określoną przepustowość, jeśli chodzi o wysyłkę zboża, oscylującą wokół 12 mln ton rocznie.
– Oczywiście, część tego zboża wyjeżdża od nas transportem kołowym, m.in. do Niemiec. Polska mogłaby rozważyć przyznanie Ukrainie jakiegoś niewielkiego kontyngentu, maksymalnie na poziomie 1 mln ton, ale musiałaby postępować przy tym bardzo ostrożnie.
– Ten transport zboża z Ukrainy musiałby odbywać pod ścisłą kontrolą. Tak, by to zboże nie zostawało w naszym kraju – zaznacza Wiktor Szmulewicz. – Inaczej grozi to destabilizacją rynku.
Prezes KRIR przywołuje w tym kontekście kryzys zbożowy z 2023 r. Po zamknięciu czarnomorskich szlaków zboże z Ukrainy zaczęło płynąć przez alternatywne drogi lądowe, w tym przez Polskę, ale zamiast trafiać do krajów trzecich, zostawało w naszym kraju. Na skutek zalewu rynku tańszym ziarnem ceny skupu dla polskich rolników dosłownie runęły.
Jak obecnie wygląda stan gry? Czy faktycznie groziłaby nam powtórka z takiego kryzysu?
– Produkcja zbóż w Polsce od kilku lat utrzymuje się na poziomie 34-35 mln ton rocznie – mówi Mariusz Dziwulski, analityk sektora rolno-spożywczego w PKO BP. – W ostatnim sezonie (od lipca 2025 do czerwca 2026) eksport wyniósł ok. 9,3 mln ton. W tym roku nie powinien on być dużo większy: wstępny szacunek GUS wskazuje, że zbiory zbóż podstawowych spadną w tym roku o ok. 5 proc.
Analityk podziela punkt widzenia prezesa Krajowej Rady Izb Rolniczych. – Pamiętajmy, że część tego eksportu odbywa się przecież lądem – drogą morską w ostatnim sezonie wysłaliśmy w świat ponad 5 mln ton zbóż. Możliwości naszych portów w tym zakresie to ponad 1 mln ton miesięcznie, co daje ok. 12-13 mln ton rocznie.
– W tym kontekście przestrzeń na transport ukraińskiego zboża istnieje, ale trzeba by to zrobić w bardzo odpowiedzialny sposób, wprowadzając m.in. monitoring i zabezpieczenia, tak, by to zboże nie zostawało na naszym rynku, jednocześnie nie doprowadzając do przeciążenia infrastruktury w portach na skutek spiętrzenia polskiego i ukraińskiego ziarna, bo wolumen eksportu różni się w poszczególnych miesiącach – przestrzega Mariusz Dziwulski. – Istotne wydają się również mechanizmy pozwalające na bieżąco reagować na ewentualną destabilizację rynku krajowego.
Ekspert: Prawdziwe wąskie gardło jest gdzie indziej
Przestrzeń w portach to jednak tylko część tej skomplikowanej układanki. – Problemem nie jest przepustowość terminali w Gdańsku, Gdyni czy Świnoujściu, ponieważ ostatnio znacząco rozbudowaliśmy swoje możliwości w tym zakresie – mówi Konrad Popławski z OSW. – Prawdziwym wąskim gardłem jest kolej.
– Polska proponowała swego czasu Ukrainie inwestycje, które miałyby poprawić ciągi logistyczne – zaznacza ekspert OSW. – Chodziło m.in. o wpuszczenie polskich operatorów na ukraińskie tory. Tymczasem po stronie ukraińskiej było sporo obstrukcji. Ukraina realizuje swoje inwestycje kolejowe bez koordynacji ze stroną polską, a jednocześnie współpraca przy udrażnianiu kolejowych przejść granicznych z ukraińskim monopolistą – UZ – pozostaje trudna. Niełatwa jest też kooperacja z Ukrainą polskiej spółki PKP LHS (obsługuje terminal szerokotorowy w Sławkowie – red.).
– Ukraińcy działali niezwykle krótkowzrocznie – trochę tak, jakby uważali, że sytuacja na Morzu Czarnym uległa trwałej poprawie, a pomoc strony polskiej będzie już niepotrzebna – podsumowuje nasz rozmówca z OSW. – To niepoważne podejście biznesowe sprawiło, że dziś trudno o zorganizowanie efektywnego transportu ukraińskiego zboża przez Polskę. Mówimy bowiem o takich masowych ilościach, że tranzyt TIR-ami nie wchodzi tutaj w grę, bo doszłoby do blokady przejść granicznych.
Tymczasem, jak podał portal farmer.pl, cytując niedawne wystąpienie Tarasa Wysockiego na konferencji „Alternatywne szlaki eksportowe: synergia logistyczna Ukrainy i Polski w warunkach blokady Morza Czarnego”, Kijów oficjalnie wystąpił już do polskich władz z prośbą o zwiększenie liczby pociągów, które przejeżdżają przez granicę polsko-ukraińską. Ukraiński resort rolnictwa spodziewa się w związku z tym, że miesięczny tranzyt produktów rolnych przez Polskę wzrośnie z obecnych 300 tys. ton do 600 tys. ton.
Minister rolnictwa dla Zero.pl: Polski rolnik na pierwszym miejscu
Resort rolnictwa zapewnia, że najważniejszy jest dla niego interes krajowych producentów.
– Trzeba przede wszystkim pomóc polskim rolnikom – mówi Zero.pl Stefan Krajewski, minister rolnictwa i rozwoju wsi. – Nie chcemy doprowadzić do powtórki sytuacji, która miała miejsce w latach 2022-2023.
W negocjacjach z polskim rządem Ukraińcy mogą powoływać się na jeszcze jedną kwestię. Taras Wysocki w wywiadzie dla Reutersa stwierdził, że niedrożność portów Wielkiej Odessy spowoduje globalny wzrost cen żywności.
Ukraińcy mogą sięgnąć po jeszcze jeden argument
– Na pewno w tej dyskusji może pojawiać się argument bezpieczeństwa żywnościowego – zauważa Mariusz Dziwulski, analityk PKO BP. – Obecnie utrudniony jest nie tylko transport zbóż z Ukrainy, ale też z Rosji. Sprawia to, że ceny na globalnych rynkach rosną. Kontrakty na pszenicę z dostawą na grudzień na giełdzie w Paryżu są obecnie wyceniane na ponad 235 euro za tonę, co stanowi wzrost o ponad 10 proc. w stosunku do początku lipca. Ukraina i Rosja to ważni dostawcy zbóż na rynki afrykańskie, ale też w UE importujemy bardzo dużo kukurydzy z Ukrainy. W tym roku problemy z suszą m.in. we Francji sprawiają, że to zapotrzebowanie będzie jeszcze większe.
Wyciek danych milionów Polaków. Szef MyDr „przeprasza każdego pacjenta”
W sezonie 2025-26 Kijów wyeksportował 34,4 mln ton zbóż, a szacunki ukraińskich władz na sezon 2026-2027 zakładają wzrost tego wolumenu do 43 mln ton – aczkolwiek obecna sytuacja w portach czarnomorskich stawia te prognozy pod znakiem zapytania.

